Reklama

Reklama

Sławomir Wittkowicz: Dariusz Piontkowski zmarnował czas. Ta funkcja go przerosła

- Jeśli coś chcemy zmienić organizacyjnie, to trzeba mieć świadomość, że to będzie kosztowało. Nie da się, szczególnie tego roku szkolnego, rozpocząć bezkosztowo. To nie jest normalny rok szkolny i wszyscy mamy tego świadomość. Oszczędzanie może odbić nam się czkawką. To igranie zdrowiem i życiem wielu ludzi – mówi Interii Sławomir Wittkowicz, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego "Forum-Oświata". Odniósł się też do działań ministra Dariusza Piontkowskiego: - Funkcja, którą mu powierzono, przerosła go - stwierdził.

Łukasz Szpyrka, Interia: Jesteśmy gotowi na otwarcie szkół i normalną edukację od 1 września?

Reklama

Sławomir Wittkowicz: Jesteśmy gotowi na otwarcie szkół, ale czy to będzie normalna edukacja? To bardziej pytanie do jakiegoś profety, bo nie wiemy, jak będzie wyglądała sytuacja epidemiczna. Istnieje bardzo duże potencjalne ryzyko, że otwarcie szkół spowoduje gwałtowny wzrost zakażeń. Do tego dochodzą kwarantanny uczniów, rodziców i pracowników. To bardzo ryzykowny ruch. Być może lepszym rozwiązaniem byłoby opóźnienie startu o dwa tygodnie. Po to, by mieć jakąś pewność, jak wygląda sytuacja po zakończeniu wyjazdów wakacyjnych.

Minister edukacji, również w rozmowie z Interią, już powiedział, że takie rozwiązanie nie wchodzi w grę.

- Panu ministrowi mogę jedynie pozazdrościć dobrego samopoczucia. Spotkał się z dwoma dyrektorami szkół w Białymstoku i zdaje mu się, że wszystko jest w porządku. Mamy natomiast sygnały z całego kraju, z których jasno wynika, że dominuje potężna niepewność i obawa przed wznowieniem zajęć w normalnym trybie. Mamy też wątpliwości związane z zabezpieczeniami, środkami ochrony osobistej i kwestiami związanymi z organizacją pracy w poszczególnych szkołach. Wytyczne ministerialne i rozporządzenia nie obniżyły liczebności grup i klas. Dlaczego? Bo za tym musiałyby pójść pieniądze. Tradycyjnie wszystkie problemy w oświacie chcemy rozwiązać bezkosztowo. Tak się nie da.

Jakie zastrzeżenia zgłaszają wam dyrektorzy szkół?

- Według wytycznych dyrektorzy kluczowe kwestie mają uzgadniać z inspektorem sanitarnym. Problem w tym, a mówią tak już dzisiaj, że w wielu przypadkach nie mogą się dodzwonić do sanepidu na swoim terenie. To też nie zostało rozwiązane, choćby poprzez wyznaczenie osoby odpowiedzialnej za kontakt ze szkołami, bo w dużych miastach to nawet kilkaset placówek. Jest także kwestia nauczycieli po 55. roku życia, którzy sygnalizują nam, że mają tzw. choroby współistniejące, są np. po leczeniu onkologicznym. To też utrudnia zorganizowanie pracy w wersji stacjonarnej, a przepisy nie pozwalają oddelegować takich nauczycieli do pracy zdalnej.

W wytycznych jest zalecenie, by takim nauczycielom ograniczyć liczbę dyżurów na korytarzach, by jak najrzadziej pojawiali się w tłumie na przerwie.

- Nie rozwiązuje to problemu. Bo jeśli w szkole jest 1000-1500 uczniów, to "unikanie większych zbiorowisk", jak napisano w wytycznych, jest niemożliwe. Ten, kto to pisał, szkołę zna tylko z przejeżdżania koło niej służbowym samochodem.

Minister tłumaczy, że wytyczne nie są sztywne, by można było łatwo dostosować sytuację do potrzeb danej placówki. Pojawiły się one natomiast stosunkowo późno.

- Zdecydowanie za późno. Już dwa miesiące temu powinny odbyć się szerokie konsultacje. Jesteśmy na kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego i pojawiają się nowe pomysły. Czy tak to powinno wyglądać? Nie do końca uregulowana jest kwestia opieki czy zasiłku opiekuńczego dla rodziców. Jest to zapowiedziane, ale na dziś w przepisach tego nie ma.

To chyba nie jest jedyna obawa rodziców przed 1 września.

- Rodzic będzie się martwił, bo to on będzie decydował, czy puścić dziecko do szkoły. Grupy powinny być zmniejszone o połowę, brakuje jednoosobowych ławek, nie ma ścianek pleksi dla nauczycieli. Brakuje pracowników, którzy systematycznie będą dezynfekować szkoły. Włosi wystąpili o kilkadziesiąt tysięcy nowych etatów w szkole, żeby zabezpieczyć to wszystko. Nie chodzi o samych nauczycieli, ale też pracowników obsługi. Ktoś to wszystko musi zrobić, a my powinniśmy w tym kontekście pójść drogą włoską.

To kosztowne.

- Jeśli coś chcemy zmienić organizacyjnie, to trzeba mieć świadomość, że to będzie kosztowało. Nie da się, szczególnie tego roku szkolnego, rozpocząć bezkosztowo albo według dotychczasowych zasad. To nie jest normalny rok szkolny i wszyscy mamy tego świadomość. Oszczędzanie może odbić nam się czkawką. To igranie zdrowiem i życiem wielu ludzi. Inna sprawa, że MEN nie wyciągnęło żadnych wniosków z przełomu kwietnia-maja i nie uporządkowało spraw związanych z nauką zdalną czy pracą hybrydową.

Minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski stanął na wysokości zadania?

- Zdecydowanie nie. Moim zdaniem zmarnował czas od kwietnia tego roku, bo wykorzystując specjalne uprawnienia na mocy ustawy COVID-owej, zerwał dialog z kimkolwiek i ograniczył go wyłącznie do najbliższych współpracowników. To duży błąd. To pokazuje, że funkcja, którą mu powierzono, przerosła go.

Niebawem planowana jest rekonstrukcja rządu. Spodziewa się pan zmiany na stanowisku ministra edukacji?

-  Widziałbym w tej roli kogoś, kto jest otwarty na różne poglądy, nie tylko własne.

Rozmawiał Łukasz Szpyrka


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje