Strajk nauczycieli. Sztaby kryzysowe mają "zminimalizować chaos"

Jeśli rząd i Związek Nauczycielstwa Polskiego szybko nie znajdą rozwiązania, za dwa tygodnie dojdzie do ogólnopolskiego strajku nauczycieli. Uczniami, którzy zostaną zostawieni samym sobie, mogą w tym czasie zająć się emeryci, wolontariusze i nauczyciele zarejestrowani jako bezrobotni.

Według informacji Interii zdecydowana większość polskich szkół opowiada się za strajkiem nauczycieli, który miałby rozpocząć się już 8 kwietnia. Jeśli wcześniej rząd nie osiągnie porozumienia ze Związkiem Nauczycielstwa Polskiego, szkoły "staną".

Reklama

A to z kolei oznacza, że dzieci zostaną zostawione samym sobie - nie zajmą się nimi nauczyciele, nie pomogą też politycy szczebla centralnego. Główna odpowiedzialność za zapewnienie im bezpieczeństwa w tym czasie spocznie na dwóch grupach - rodzicach i samorządowcach.

Niektórzy z rodziców zastanawiają się nad dodatkowym urlopem, by przez kilka dni zająć się dziećmi. Samorządowcy natomiast przygotowują się na całkowity paraliż i nie mówią dziś o zapobieżeniu mu, ale o zminimalizowaniu strat.

Sztaby kryzysowe

- Po to właśnie od tygodni funkcjonuje sztab kryzysowy, by zorganizować różnego typu działania. Rozmawiamy też z nauczycielami, zastanawiamy się, w jaki sposób zaopiekować się dziećmi i zapewnić im nie tylko opiekę, ale też wyżywienie. Sztab próbuje wypracować rozwiązania, które pomogą zminimalizować chaos, który zafundował rząd - mówi prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski.

Sztaby, podobne do tych w Warszawie, powstają niemal w całej Polsce. M.in. we Wrocławiu, Łodzi, Białymstoku czy Kartuzach zastanawiają się, jak przetrwać edukacyjną śpiączkę.

Prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski: - Mamy powołany sztab kryzysowy. Rozmawiamy też z innymi miastami, dzielimy się pomysłami. Mam nadzieję, że sobie poradzimy, ale oczywiście czekamy też na propozycję rządu, bo odpowiedzialność za egzaminy spoczywa na nim.

W Łodzi także od kilku dni działa sztab kryzysowy. - Wczoraj odbyło się pierwsze posiedzenie. Na 146 miejskich przedszkoli do strajku przystąpi na pewno 87 z nich. W szkołach referenda jeszcze trwają. W sztabie kryzysowym są dyrektorzy jednostek miejskich. Do tej pory udało nam się ustalić, że nie można poprosić o wsparcie pracowników jednostek kultury, sportu, rekreacji, by zaopiekowali się w tym czasie dziećmi w szkołach, bo prawo na to nie zezwala - mówi Monika Pawlak z Urzędu Miasta Łodzi.

Prezydent Lublina Krzysztof Żuk: - Jeśli minister nie wywiąże się z ustawowego obowiązku pomocy dzieciom w tym czasie, to jest oczywiste, że staniemy na wysokości zadania. Będziemy realizować podobny program jak w Warszawie i innych miastach. Nie powołaliśmy formalnie sztabu kryzysowego, ale wypracowaliśmy specjalny program zapewniający wsparcie uczniom i rodzicom.

Rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Gorzowie Wielkopolskim Wiesław Ciepiela: - W tej sprawie obraduje zespół złożony z pracowników wydziału edukacji. Jeśli będzie zachodziła taka konieczność, będziemy starali się działać i wspierać wszystkie placówki, by funkcjonowały prawidłowo.

Rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Zamościu Marta Lackorzyńska-Szerafin zapewnia: - Zapowiadany protest nie wpłynie na przebieg egzaminów i w Zamościu na pewno się odbędą, a uczniowie nie pozostaną bez opieki.

Pływalnia i teatr

Na wypadek strajku samorządy przygotowują alternatywne formy pomocy. Specjalne zespoły sondują różne rozwiązania. Jedni mimo wszystko postarają się zorganizować zajęcia w szkołach, być może z "pedagogami zastępczymi". Mowa tu oczywiście o zajęciach nieedukacyjnych, głównie opiekuńczych. Inni natomiast skłaniają się do zapewnienia dzieciom innych atrakcji - wyjść do kina, teatru, muzeum, zajęć na świeżym powietrzu, ale także rozgrywek sportowych czy zajęć na pływalni.

- Będziemy się zastanawiać, jaki wariant będzie lepszy - czy uda się zorganizować jakieś lekcje, czy może inne zajęcia. Czekamy jednak na oficjalne informacje ze strony związków, które dadzą nam jasność, jaka będzie skala strajku - mówi Ciepiela, który dodaje, że w Gorzowie Wielkopolskim szacunkowe dane z kilku źródeł mówią o poparciu dla strajku w przedziale 85-90 proc.

Konkretniejsza jest Łódź, która już teraz gwarantuje różne zajęcia, ale sprawdza też inne możliwości.

- Na następnym posiedzeniu sztabu ustalimy, ile jednostek miejskich może zaoferować zajęcia u siebie. Myślimy tu o wyprawie do teatru, zajęciach w bibliotece, na pływalni, w halach sportowych. Poprosimy też o wsparcie kluby sportowe. Chodzi głównie o zajęcia opiekuńcze, bo innych nie będzie - wyjaśnia Monika Pawlak.

Dla wielu samorządów punktem odniesienia jest Warszawa, która do strajku przygotowuje się najdłużej. Pomysły wypracowane w stolicy chwali Tadeusz Truskolaski. - Warszawa wymyśliła ciekawe rozwiązania, pewnie zaczerpniemy od nich kilka z nich - mówi prezydent Białegostoku.

Telefon do emeryta i wolontariusza

- Najtrudniej będzie w przedszkolach. W szkołach nieco łatwiej, bo są m.in. świetlice. W przedszkolu natomiast są bardziej restrykcyjne wymogi co do opieki nad małymi dziećmi, więc może z tym być duży kłopot. Będziemy starali się pozyskiwać też wolontariuszy - zapowiada Truskolaski.

W Łodzi natomiast zastanawiają się, jak rozwiązać sprawę egzaminów. Są spokojni, że uda się zapewnić dzieciom zajęcia opiekuńcze, ale prawnicy nie są przekonani co do udziału osób trzecich w egzaminie ósmoklasisty i egzaminie gimnazjalnym.

- Prawnicy mają przygotować wiążącą opinię prawną, czy jest możliwe, by egzaminy nadzorowali inni nauczyciele oraz pracownicy innych jednostek, np. kultury. To nowa sytuacja i nikt nie wie, z czym to się je - rozkłada ręce Monika Pawlak z łódzkiego Urzędu Miasta.

- Szukamy np. emerytów. Poza tym w urzędzie pracy jest zarejestrowanych ponad 90 nauczycieli i zapytamy, czy w ogóle będą zainteresowani taką formą współpracy - dodaje.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje