Reklama

Reklama

Władysław Kosiniak-Kamysz: Liczę na jak najszybszą debatę

- Zawsze podchodzę z szacunkiem do każdego kandydata. Ze swojej strony mogę zagwarantować pełną grę fair play. Teraz jak najszybciej powinny odbyć się wybory, liczę na jak najszybszą debatę, bo zmarnowaliśmy dużo czasu – mówi Interii Władysław Kosiniak-Kamysz o kandydaturze Rafała Trzaskowskiego na prezydenta.

Łukasz Szpyrka, Interia: Zmiana w Koalicji Obywatelskiej stała się faktem. Rafał Trzaskowski będzie pańskim rywalem. Cieszy się pan, boi czy martwi?

Reklama

Władysław Kosiniak-Kamysz: - Zawsze podchodzę z szacunkiem do każdego kandydata. Ze swojej strony mogę zagwarantować pełną grę fair play. Teraz jak najszybciej powinny odbyć się wybory, liczę na jak najszybszą debatę, bo zmarnowaliśmy dużo czasu.

To będzie trudniejszy rywal od Małgorzaty Kidawy-Błońskiej?

- Nie ma co porównywać. Dla mnie największym rywalem jest Andrzej Duda i wiem, że tylko ja mogę z nim wygrać w drugiej turze. W Koalicji Obywatelskiej się pozmieniało, a u nas w Koalicji Polskiej utrzymujemy stały kierunek.

"Idę się bić o Polskę, która będzie silna. Idę się bić o państwo silne, demokratyczne i oparte o rządy prawa. Mam nadzieję, że od Warszawy rozpocznie się olbrzymia fala zmian" - mówił Trzaskowski. Takie słowa robią na panu wrażenie?

- O wyniku zdecyduje nie tylko Warszawa i tu się z Rafałem Trzaskowskim zgadzam. Tylko 1/3 Polaków mieszka w dużych miastach więc o rezultacie wyborów zdecydują mniejsze ośrodki i wieś. A to właśnie tam moje szanse na zwycięstwo z Andrzejem Dudą są większe niż Rafała Trzaskowskiego.

Jak w pana ocenie została potraktowana MKB?

- To wewnętrzna sprawa PO, ale dziękuję jej za rywalizację. Na pewno dla kobiet była to ważna kandydatura. Zresztą była to ważna część jej programu. Teraz najprawdopodobniej nie będzie żadnej kobiety w wyścigu o fotel prezydenta, ja będę reprezentował również głos kobiet. We mnie, w mojej żonie i całym moim sztabie, którym zresztą kieruje kobieta, kobiety mają reprezentanta.

Deklarował pan wcześniej, że zamierzacie pomóc w zbieraniu podpisów pod kandydaturą nowego kandydata KO. Utrzymuje to pan?

- Jestem przekonany, że KO poradzi sobie ze zbiórką podpisów. Gdyby jednak warunki były nieuczciwe, np. tylko doba na zebranie 100 tys. podpisów, to wszyscy powinni pomóc. Ja taką pomoc deklaruję i podtrzymuję gotowość. Wolę wygrać w uczciwej walce niż przez kruczki proceduralne.

Nawet przy waszej pomocy zebranie podpisów może być trudne. Wyobraża pan sobie kampanię bez kandydata KO?

- To duża formacja. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby nie wystawiała kandydata. Podejmując decyzję o zmianie mają pełną świadomość ryzyka, która się z tym wiąże.

Ustawa autorstwa PiS dotycząca wyborów prezydenckich jest dla was zadowalająca?

- Gdyby była dobra, to byśmy ją poparli. Wstrzymaliśmy się od głosu, bo widzimy, że PiS chce szybko zakończyć proces legislacyjny niezależnie od jakości ustawy, a PO chce ten proces wydłużać przez wewnętrzne rozstrzygnięcia. My chcemy, by ustawa była po prostu dopracowana. Jest ona potrzebna, bo żyjemy w pustce prawnej.

Co się w niej panu nie podoba?

- Nie podoba mi się uznaniowość marszałka Sejmu co do wyznaczania terminów, choćby na zbiórkę podpisów. Mamy też swoje postulaty, jak np. dwudniowe głosowanie, które byłoby bezpieczne i możliwe do realizacji. Jeśli się nie uda, to chcemy choćby wydłużyć otwarcie lokali od godz. 6 do 23.

Będzie pan zachęcał Senat, by ustawa szybciej wróciła do Sejmu?

- Będę zachęcał, by wróciła jak najlepsza. W Sejmie PiS nie gra fair, więc w Senacie możemy ich postawić pod ścianą. Nasza oferta jest uczciwa: im szybciej zgodzicie się na nasze poprawki, tym szybciej ustawa wróci do Sejmu. Nie oczekujemy rewolucji, ale dobrze przygotowanej ustawy.

Na co postawi pan w dodatkowym czasie kampanijnym?

- Od stycznia 2018 roku jestem w nieustannej kampanii. Postawię na mój pomysł na Polskę i odbudowę szacunku dla urzędu prezydenta po kadencji Andrzeja Dudy. Najważniejsze jest szukanie porozumienia i przywrócenie normalności. I tu się nic się nie zmienia. Niektórzy rzucają się od ściany do ściany, szukają skrajnych pomysłów lub zmieniają zawodników w trakcie gry. My idziemy jedną drużyną do celu. Wiem, że ten cel osiągnę.

Pańska żona aktywniej włączy się w kampanię?

- Zabiera zdanie w sprawach ważnych, choćby ostatnio napisała list do pierwszej damy ws. chorób rzadkich. Nie dostała odpowiedzi, trudno, widać zdrowie to nie sprawy najważniejsze dla obecnej pary prezydenckiej. Paulina na pewno będzie aktywna i to nie jest jakaś strategia wyborcza, tylko ona taka po prostu jest.

Sondaże długo dawały panu drugie miejsce. W ostatnich tygodniach przeskoczył pana Szymon Hołownia. Dlaczego?

- Sondaże dawały mi piąte miejsce, czwarte, trzecie i drugie. Na razie to rollercoaster. Dopóki nie poznamy wszystkich kandydatów i ich programów, trudno odnosić się do jakiegokolwiek sondażu - dobrego czy złego. Wierzę w jeden sondaż, pewnie 28 czerwca.

Projektuje pan kampanię, by jej finał miał miejsce 28 czerwca?

 - Tak się przymierzamy, bo w trakcie okrągłego stołu zorganizowanego w Sejmie przez Lewicę, takiej odpowiedzi udzielili posłowie PiS. Ich zdaniem to ostatni możliwy termin, kiedy może się odbyć pierwsza tura, by wszystkie procedury zostały zachowane.

Czym jest ostry cień mgły?

- Są różne interpretacje, od talmudycznych po parafrazy występujące w innych utworach. To nie jest łatwe zadanie, by wnikać w przekaz prezydenta Dudy. Chociaż jest typowy dla jego prezydentury, zamiast konkretnych decyzji - jak 2 miliardy na onkologię - pustosłowie.

Rozmawiał Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje