Reklama

Reklama

Wybory prezydenckie 2020 jednak w trybie mieszanym?

Wiele wskazuje na to, że wybory prezydenckie w 2020 roku odbędą się w trybie mieszanym – tradycyjnym i korespondencyjnym. Kwestią drażliwą pozostaje sprawa tzw. praw nabytych kandydatów. Wciąż nieznany jest termin nowych wyborów.

Na mocy kompromisu zawartego między Jarosławem Gowinem a Jarosławem Kaczyńskim Porozumienie ma przygotować, przy udziale PiS, nowelizację ustawy o wyborach korespondencyjnych. Mimo że pierwsze doniesienia mówiły o tym, że najbliższe wybory mają się odbyć wyłącznie w formie korespondencyjnej, teraz partia Gowina zmienia front.

Reklama

Wiele wskazuje na to, że wybory prezydenckie odbędą się w trybie mieszanym - zarówno w formie tradycyjnej z głosowaniem w lokalach wyborczych, jak i korespondencyjnej - dla osób chorych, w kwarantannie lub obawiających się o swoje zdrowie.

Wydaje się na dziś, że takie rozwiązanie akceptują wszystkie strony politycznej układanki - zarówno partie współtworzące koalicję, jak i ugrupowania opozycyjne.

Przywrócona rola PKW

Zmiana ma też zakładać przywrócenie pełnej kontroli nad wyborami Państwowej Komisji Wyborczej. Przypomnijmy, że jej rola została wyraźnie okrojona zgodnie z art. 102 tzw. ustawy covidowskiej. Teraz PKW ma sprawować cały nadzór nad procesem wyborczym. Wyłączenie tego zapisu było jednym z kluczowych żądań Gowina w rozmowach z Kaczyńskim.

Jednocześnie pewna część przywilejów zagwarantowana Poczcie Polskiej i ministrowi aktywów państwowych Jackowi Sasinowi zostanie zachowana, bo wymaga tego głosowanie korespondencyjne. Zostaną one jednak wyraźnie okrojone.

Pakiety za potwierdzeniem odbioru

Co równie istotne, pakiety wyborcze mają być dostarczane pod konkretny adres za pisemnym potwierdzeniem odbioru. Jeśli ktoś nie będzie mógł odebrać pakietu danego dnia, przez jakiś czas będzie mógł udać się w tym celu na pocztę. To rozwiązanie powinno sprawić, że pakiety trafią w odpowiednie ręce, choć oczywiście powstanie ryzyko ustawiania się wielkich kolejek przed placówkami pocztowymi.

Kwestią, która na dziś pozostaje nierozstrzygnięta, są tzw. prawa nabyte kandydatów, które musiałyby zostać wprowadzone prawdopodobnie odrębną ustawą. Chodzi o to, by kandydaci, którzy zostali zarejestrowani przed 10 maja, nie musieli od nowa zbierać podpisów. Zdaniem konstytucjonalistów nowe wybory oznaczają, że podpisy zbierać trzeba od nowa. Jednocześnie można będzie równolegle zgłaszać nowych kandydatów - to furtka m.in. dla tych, którzy nabędą bierne prawo wyborcze przed nowym terminem wyborów.

Termin nieznany

Nowy termin wciąż jest nieznany. Na mocy niedzielnej uchwały Państwowej Komisji Wyborczej ma on zostać zarządzony przez marszałek Sejmu Elżbietę Witek w ciągu najbliższych 14 dni. Wiemy, że obóz rządzący chciałby przeprowadzić wybory jak najszybciej. Najczęściej pojawiającym się terminem jest 28 czerwca dla pierwszej tury i 12 lipca dla ewentualnej drugiej tury.

Szczegóły nowelizacji ustawy do wyborów korespondencyjnych zostaną podane najwcześniej we wtorek.

Tymczasem w poniedziałek (11 maja) na konferencji prasowej Platforma Obywatelska przedstawiła swój pomysł na wybory prezydenckie. Co ciekawe, jest on niemal zbieżny z tym, który jest rozważany przez Zjednoczoną Prawicę. Zmiana jest jedna - pakiety wyborcze mają zostać udostępnione wszystkim w formie korespondencyjnym. Wyborca natomiast sam ma zdecydować, czy uda się z kartą do lokalu wyborczego, czy na pocztę.

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje