Reklama

Reklama

Wybory prezydenckie. Wieczór wyborczy w sztabie Trzaskowskiego, czyli wygórowany optymizm?

Sondażowy wynik Rafała Trzaskowskiego w pierwszej turze wyborów prezydenckich jest niższy od dwóch poprzednich kampanii Bronisława Komorowskiego (2015, 2010), a wcześniej Donalda Tuska (2005). W sztabie przyjęto go jednak z nieskrywaną euforią.

Warto spojrzeć na tendencję. Platforma Obywatelska od miesięcy była obolała. Kolejne przegrane wybory, zmiana szefa partii, wystawienie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej w morderczym boju o prezydenturę, aż w końcu wymiana kandydata w dobie pandemii. Potykającą się wicemarszałek Sejmu zastąpił Rafał Trzaskowski. I była to zmiana przynosząca efekty, bo słupki prezydenta Warszawy poszybowały.

Reklama

Rosnące słupki to rosnące nadzieje i oczekiwania, co dało się wyczuć podczas wieczoru wyborczego Trzaskowskiego. Nie przypominał dwóch ostatnich - po wyborach do Sejmu i Senatu, a wcześniej Parlamentu Europejskiego. Tam politycy robili dobrą minę do złej gry. Tłumaczyli, że koalicja trzyma się świetnie i to oni wygrali wybory (choć przegrywali). Po krótkich wypowiedziach medialnych dość szybko uciekali.

Wynik Trzaskowskiego nadzieją dla PO

Tym razem w sztabie wyborczym Trzaskowskiego pojawiła się nowa energia. Choć prawdopodobnie jest ona i przedwczesna, i przesadzona, to da się wyczuć coś nowego, czego do tej pory Platformie brakowało. Choć nikt nie mówił o tym głośno, z Platformą nie było tak kolorowo, jak przedstawiali to jej politycy. Świadczy o tym choćby wypowiedź Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, którą zapytaliśmy o wymianę kandydata.

- Moja decyzja podjęta po 10 maja była słuszna. Wiem, że zrobiłam dobrze. Dzisiejszy wynik Rafała pokazuje, że to było dobre i sensowne rozwiązanie, dające nadzieję nie tylko nam jako formacji, ale też Polakom - odpowiedziała na pytanie Interii.

Wydaje się więc, że wynik Trzaskowskiego może być ważniejszy dla samej PO, niż być rzeczywistym prognostykiem do wygranej 12 lipca. Zapewne część polityków KO właśnie w ten sposób odczytała exit polle. Oczywiście, wiele może się zdarzyć, ale fakty są takie, że w drugiej turze Trzaskowskiemu będzie piekielnie ciężko - Andrzej Duda uzyskał najwyższy indywidualny wynik od wygranej Aleksandra Kwaśniewskiego w 2000 roku, z kolei wynik Trzaskowskiego jest słabszy od Tuska (2005) i Komorowskiego (2010, 2015).

Który elektorat uda się pozyskać?

Sztab Trzaskowskiego szansy będzie upatrywał wśród innych wyborców - świadczy o tym choćby pierwsze przemówienie prezydenta Warszawy, który odwołał się do wyborców Szymona Hołowni, Władysława Kosiniaka-Kamysza, Roberta Biedronia, ale też Andrzeja Dudy i Krzysztofa Bosaka. Te słowa pokazały wyraźnie, że kampania przed drugą turą już się rozpoczęła.

Co ciekawe, już po wieczorze wyborczym, gdy Trzaskowski przebywał nad Jeziorem Zegrzyńskim, powiedział na antenie Polsat News, że jeśli zostanie prezydentem, to jego kancelaria będzie otwarta na ludzi z innych formacji, głównie Hołowni. Perspektywa ważnych stanowisk może być atrakcyjnym kąskiem dla ludzi związanych do tej pory z innymi kandydatami i jednocześnie będzie zapewne elementem targów w kwestii udzielenia oficjalnego poparcia.

Marszałek Senatu Tomasz Grodzki: - To bardzo dobry punkt wyjściowy. Przed nami dwa tygodnie ciężkiej pracy. Przekonania tych, którzy myślą, że inni kandydaci byli lepsi, ale teraz, kiedy zostało dwóch, trzeba pokazać, który z nich jest lepszy.

Borys Budka: - Będę apelował do wszystkich kandydatów, też Szymona Hołowni, który zajął zaszczytne trzecie miejsce. Każdy, kto nie głosował na obecnego prezydenta, opowiedział się za zmianą.

Narracja o "opowiedzeniu się za zmianą" płynęła z ust wszystkich polityków KO, którzy podkreślali, że 58 proc. Polaków nie chce prezydentury Dudy. Tyle tylko, że jak pokazały wszystkie poprzednie wybory, wyniki się w ten sposób nie dodają. Sztaby obu kandydatów zapewne już dzisiaj analizują, jakie grupy wyborców można przeciągnąć na swoją stronę. I budują nowe strategie.

Dwa tematy na najbliższe dni

Po wieczorze wyborczym Trzaskowskiego uwagę przykuwają dwie sprawy. Pierwsza to zapowiedź większej mobilizacji, a w akcję profrekwencyjną ma się zaangażować np. marszałek Senatu, który zapowiedział też, że będzie namawiał innych senatorów, by ruszyli w Polskę.

Barbara Nowacka: - Frekwencja zawsze jest wyższa w drugiej turze. Można się spodziewać, że będzie to nawet milion nowych wyborców. Trzeba więc do nich dotrzeć.

Druga sprawa to temat, który najpierw wybrzmiał ze sceny, a o którym później chętnie opowiadał Tomasz Grodzki. Trzaskowski przekonuje, że deficyt budżetowy jest wyższy od tego, który przedstawiają władze. Ze sceny wspomniał, że może on wynosić nawet 100 mld zł. Jak pisaliśmy w Interii, deficyt budżetu państwa po maju wzrósł do 25,9 mld zł. Jednak jeśli uwzględnimy 42,6 mld zł pozyskane już przez Bank Gospodarstwa Krajowego na rzecz specjalnego Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 kwota rośnie do 68,5 mld zł.

Kilkuset sympatyków Trzaskowskiego przy Elektrowni Powiśle w Warszawie słuchało też zapowiedzi, która do tej pory nie wybrzmiała. Trzaskowski po raz pierwszy publicznie obiecał, że 13. emerytura nie zostanie odebrana. Polityk KO ma też nie podwyższyć wieku emerytalnego i zachować 500 plus, co jest ewidentnym zwrotem w kierunku wyborców PiS i starszego elektoratu, który w gigantycznych proporcjach jest zdominowany przez Dudę.

Nieco ponad godzinę po zakończeniu wieczoru wyborczego scena, z której chwilę wcześniej przemawiał Trzaskowski, była rozbierana. Na placu przed Elektrownią Powiśle zostali tylko nieliczni dziennikarze. Kandydat KO pojechał do Wołomina i Płocka. Kampania rozpoczęła się na nowo.

Łukasz Szpyrka

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje