Reklama

Reklama

Morderca w saunie. Zbrodnia i kara po norwesku

Są takie miejsca, gdzie gwałciciele jeżdżą sobie na rowerach, mordercy opalają się na tarasie, rabusie łowią ryby, a dilerzy nagrywają hiphopowe płyty. Norweskie więzienia. Zapomnijmy na pięć minut o oburzeniu i spróbujmy zrozumieć.

W Norwegii więźniów dużo nie ma. Wyroki odsiaduje ok. 4 tys. przestępców - daje to 75 osób na 100 tys. mieszkańców. W Europie średnia wynosi 126, a w Stanach Zjednoczonych 707.

Reklama

Maksymalny wyrok w Norwegii - o czym cały świat przekonał się przy okazji Andersa Breivika, który na wyspie Utoya zamordował 69 osób - to 21 lat.

Osadzeni funkcjonują w warunkach, które można określić jako hotelowe. Ich cele są jasne i przestronne. Znajdują się w nich m.in. telewizor, komputer i prysznic - również w więzieniach o zaostrzonym rygorze. W dzielonym przez więźniów salonie można usiąść wygodnie na kanapie, obejrzeć wspólnie film, pograć na konsoli.

Więźniowie mogą się dokształcać: zdawać maturę, kończyć uniwersytet, uczyć się fachu np. stolarstwa, korzystać ze studia nagrań. Odbywają kursy językowe. Grają w koszykówkę, kopią piłkę, pływają.

Na wyspie Bastoy osadzeni normalnie żyją i pracują - zbierają jagody, pasą krowy, piorą ubrania. Za swoją pracę otrzymują wynagrodzenie. Skazani za morderstwo mogą korzystać z pełni wyposażonej kuchni - również w ostre noże.

Do swojej dyspozycji mają saunę, siłownię, ściankę wspinaczkową, solarium.

Strażnikom więziennym bliżej do kumpli niż oprawców. Na noc zostaje ich czasem tylko czworo.

W oknach nie ma krat.

Na Bastoy trafiają więźniowie najwcześniej pięć lat przed zakończeniem wyroku. Są starannie selekcjonowani.

W historii tej placówki nigdy nie doszło do zabójstwa, ani nawet pobicia. Jeden próbował uciec, ale mu się nie udało.

To dla dobrze sprawujących się, a reszta? Inni trafiają np. do więzienia o zaostrzonym rygorze w Halden.

"Zaostrzony rygor" brzmi poważnie, ale mało który czterogwiazdkowy hotel może pochwalić się takim standardem jak Halden. Mamy tu m.in. bibliotekę, salę gimnastyczną, pokój gier, siłownię. Prywatne łazienki są duże, nowoczesne i czyściutkie. Cela po skandynawsku prosta, ale schludna i wygodna.

Gdy emerytowany dyrektor jednego z nowojorskich więzień, James Conway, wizytował na potrzeby filmu dokumentalnego placówkę Halden, nie mógł uwierzyć własnym oczom. Sam bowiem kierował się zasadą "a kogo obchodzi, jak czują się przestępcy".

Kiedy zobaczył warunki, w jakich relaksują się - bo trudno to inaczej określić - więźniowie, był zszokowany. Pod koniec wizyty pytał kpiąco, czy więźniowie dostają również klucze do swoich cel (w Halden nie, ale gdzieniegdzie tak).

W wielu czytelnikach z pewnością narasta wściekłość. Jak to - morderca za karę dostaje 21 lat wakacji? To jeszcze kara czy już nagroda? I gdzie tu sprawiedliwość?

Oburzenie zrozumiałe, ale należy wprowadzić dodatkowe wątki.

Norwegia ma najniższy współczynnik recydywy (powrotu do przestępczości) na świecie. Tylko 20 proc. więźniów wraca na "złą drogę". W przypadku więzienia Bastoy - jest to 16 proc. W Stanach Zjednoczonych współczynnik ten wynosi 76,6 proc. W Europie utrzymuje się na poziomie 50-60 proc.

Chcielibyśmy, żeby pedofil "gnił" w zatęchłej celi, jednak należy zwrócić uwagę, że zgodnie z europejskimi standardami, więźniów nie należy karać dodatkowo, ponad odebranie im wolności.

Reguła 102 punkt 2 Europejskich Reguł Więziennych głosi: "Osadzenie poprzez pozbawienie wolności stanowi karę samą w sobie". Zatem każde celowe uprzykrzanie życia więźniom jest niezgodne z europejskim prawem.

- Nic co się w trakcie osadzenia dzieje, nie może być dodawaniem kary, bo wtedy to jest samowola. U nas brakuje wytłumaczenia tego, jest natomiast przyzwolenie na żerowanie na bardzo niskich instynktach - komentuje dla Interii prof. Monika Płatek z Uniwersytetu Warszawskiego.

Mówił o tym również Arne Wilson, dyrektor więzienia Bastoy.

"Według prawa osadzenie w więzieniu nie ma nic wspólnego z zadawaniem cierpienia. Karą jest odebranie wolności. Gdybyśmy traktowali więźniów jak zwierzęta, to po wyjściu na wolność zachowywaliby się jak zwierzęta. Dokładamy starań, by byli traktowani jak istoty ludzkie" - wyjaśniał "Guardianowi".

Oczywiście, prawo można zmienić, ale powinno to być poprzedzone racjonalną, pozbawioną emocji dyskusją.

Prof. Płatek zwraca uwagę, że większym problemem niż gwałciciel grający w Norwegii na Playstation jest gwałciciel przebywający na wolności, chodzący bezkarnie po ulicy. Nasza rozmówczyni postuluje, by zadbać o skuteczność ścigania przestępców, a nie skupiać się na tym, by w więzieniu było im jak najgorzej.

Zresztą gdy wspomnieliśmy o konsoli, pani profesor obruszyła się nie na żarty.

- Jak można zajmować się takimi bzdetami jak Playstation?! Widzi się Playstation, a nie widzi się dziesiątków ludzi, którzy w więzieniu nabawiają się ciężkich, zaraźliwych chorób?

Z Moniką Płatek rozmawiamy nieprzypadkowo. Profesor przez wiele lat zajmowała się skandynawskimi więzieniami. Jej praca habilitacja nosiła tytuł: "Systemy penitencjarne państw skandynawskich na tle polityki kryminalnej, karnej i penitencjarnej".

I właśnie od prof. Płatek dowiadujemy się, że Finowie postanowili zbadać, jak warunki odsiadywania wyroku wpływają na recydywę.

Wieloletnie badania monitorowały więźniów dwóch placówek: jedna z nich to otwarty obóz pracy na łonie natury, a druga to więzienie zamknięte, o znacznie surowszych warunkach.

Okazało się, że warunki w więzieniu nie wpływają w znaczący sposób na powrót do przestępczości: w obu przypadkach dane były do siebie zbliżone. To nie jest tak, że im wygodniejsze łóżko w celi, tym mniejsza skłonność do mordowania.

Mimo to Finlandia czy Norwegia postawiły na więzienia otwarte, o wyższym standardzie.

- Finowie stwierdzili, że skoro nie ma różnicy, to nie ma powodu, żeby ludzi traktować gorzej - mówi Monika Płatek.

Zaraz, ale przed chwilą chwaliliśmy Norwegię za najniższy współczynnik recydywy - o co więc tu chodzi?

- Recydywa to jest pewne równanie. W tym równaniu trzeba wziąć pod uwagę człowieka i to co on ze sobą przedstawia, to jak jest w więzieniu traktowany, podzielone przez skłonność społeczeństwa do przyjęcia z powrotem człowieka, który z więzienia wychodzi - wyjaśnia prof. Płatek.

I to ostatnie zdaje się kluczem do rozwiązania zagadki.

Ilu z nas wynajęłoby mieszkanie byłemu skazańcowi? Ilu z nas, mając do wyboru kogoś z przeszłością kryminalną i kogoś bez niej, zatrudniłoby w swojej firmie tego pierwszego?

Okazuje się, że w Skandynawii gotowość obywateli do włączenia byłych przestępców z powrotem do społeczeństwa jest znacznie większa niż gdziekolwiek indziej. A ponieważ już w więzieniu uczą się, jak w tym społeczeństwie funkcjonować, w większości przypadków to się udaje.

- Nawet w dzisiejszych warunkach, kiedy prawica w Norwegii jest bardzo silna, poczucie wspólnoty jest dużo wyższe niż u nas. I to jest ten czynnik, który sprawia, że w więźniu nie widzi się bestii - taki język by w Norwegii nie przeszedł - czy obcego - zauważa nasza rozmówczyni.

Jeśli o bestiach mowa... Zgodzimy się chyba wszyscy, że Anders Breivik to postać obrzydliwa - pozbawiony empatii socjopata i neonazista, który wciąż uważa, że wyświadczył Norwegii przysługę.

I gdy pół świata oburzało się na łagodną politykę karną Norwegów, sami Norwegowie powiedzieli: nie. Nie zmienimy naszych zasad, naszych wartości z powodu Breivika, ani żadnego innego oprawcy. Bezwstydnie nachodzone przez zagranicznych dziennikarzy rodziny ofiar odpowiadały zgodnie: nie dla kary śmierci.

Z pewnością nie będzie wśród czytelników zgody, czy jest to upadek moralności czy jej triumf.

Obserwuj profil autora na Facebooku

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację
Dowiedz się więcej na temat: Norwegia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne