Reklama

Reklama

​USA: Dramatyczne zeznania, historyczne konsekwencje

Brett Kavanaugh w czwartek w Senacie /AFP

Takiego spektaklu Ameryka jeszcze nie widziała. Oskarżony o napaść seksualną sędzia Brett Kavanaugh, nominat do Sądu Najwyższego, krzyczał, płakał i domagał się jak najszybszego zatwierdzenia swojej kandydatury. Wcześniej przez cztery godziny zeznawała przed senacką komisją oskarżająca go dr Christine Blasey Ford.

Reklama

Przypomnijmy, o co oskarża Kavanaugha zajmująca się na co dzień psychologią na uniwersytetach w Stanford i Palo Alto dr Ford. Według niej, latem 1982 roku 17-letni wówczas Brett Kavanaugh próbował ją zgwałcić podczas imprezy. Kavanaugh miał być kompletnie pijany. Według Ford, która miała wtedy 15 lat, Kavanaugh przycisnął ją do łóżka całym swoim ciężarem, próbował z niej zerwać ubrania, a gdy zaczęła krzyczeć, zakrył jej usta ręką. Całej sytuacji miał przyglądać się przyjaciel Kavanaugha, Mark Judge. Ford wspomina, że Kavanaugh unieruchomił ją tak mocno, że bała się, iż ją udusi. Wedle kobiety Judge w pewnym momencie wskoczył na nich, wówczas cała trójka spadła z łóżka, a ona zdołała uciec.

Ford po raz pierwszy opowiedziała o tym zdarzeniu w 2012 roku podczas terapii małżeńskiej. Ślad tej rozmowy znalazł się w notatkach terapeuty - nazwisko Kavanaugha nie zostało przez nią wymienione.

Reklama

Gdy sędzia Kavanaugh znalazł się na liście potencjalnych nominatów do Sądu Najwyższego, Ford zapytała przyjaciółki, co powinna w takiej sytuacji zrobić. Wówczas, w mailach, padło nazwisko Kavanaugha jako sprawcy ataku.

Za poradą przyjaciółki Ford zawiadomiła swoją przedstawicielkę w Kongresie Annę Eshoo i "Washington Post". Eshoo, uznawszy, że Ford jest wiarygodna, poleciła jej napisać list do senator Dianne Feinstein. W międzyczasie sprawą zainteresował się "Post". Ford cały czas chciała pozostać anonimowa. W pewnym sensie to senator Feinstein ją wypchnęła przed szereg, ujawniając treść listu bez zgody Ford. Wówczas Ford postanowiła się ujawnić i zgodziła się zeznawać w Senacie. Wcześniej, za namową swoich prawników, poddała się badaniu wariografem, który wskazał, że mówi prawdę (skuteczność wariografów jest jednak kwestionowana).

Nawet Trump się nie odważył

Jeśli republikanie liczyli na to, że czterogodzinne przesłuchanie, na potrzeby którego zatrudniono prokurator Rachel Mitchell, zrujnuje wiarygodność Ford, to srodze się przeliczyli.

Choć w opowieści Ford są duże luki - nie ma ani daty, ani miejsca zdarzenia, jej zeznania w ani jednym momencie nie trąciły fałszem. Nieco przestraszona i introwertyczna Ford na pytania odpowiadała wprost, bez przygotowanych prawniczych formułek czy emocjonalnego szantażu, bez atakowania kandydatury Kavanaugha.

"To było niesamowicie emocjonalne, czyste i wiarygodne. Nikt kto słuchał tych słów, nie mógł nie współczuć dr Ford. Przecież ona ewidentnie doznała traumy" - komentował Chris Wallace z Fox News, a więc stacji sprzyjającej republikanom.

"Format tego przesłuchania to katastrofa dla republikanów" - Wallace skrytykował w ten sposób zatrudnienie prokurator na potrzeby tego posiedzenia.

Ford wypadła na tyle szczerze i wiarygodnie, że nawet prezydent Donald Trump, Brett Kavanaugh czy republikańscy senatorzy nie ośmielili się jej atakować po zeznaniach. 

"Jej zeznania zrobiły na mnie duże wrażenie, a ona sama wygląda na bardzo porządną kobietę" - ocenił prezydent USA i w ani jednym słowie nie zdecydował się zakwestionować jej prawdomówności.

Co więcej, sam Kavanaugh wskazywał, że Ford niewątpliwie była ofiarą ataku, a jedynie sprawcą nie był on.

Jednak zapytana, jak pewna jest tego, że to właśnie Kavanaugh ją napastował, odpowiedziała: "Tak pewna, jak tego, że z państwem teraz rozmawiam. Na sto procent".

Wiarygodność Ford wzmacnia fakt, że o ataku zawiadomiła swoją przedstawicielkę w Kongresie, jeszcze zanim Kavanaugh otrzymał nominację. Chciała, jak twierdzi, by ktoś ostrzegł Biały Dom. Cały czas prosiła o anonimowość, trudno więc dziś zarzucać, że szukała rozgłosu.

Wściekły Kavanaugh

Po dr Ford przed komisją stanął Brett Kavanaugh. I poszedł na ostro. Proces nominacji nazwał "narodową hańbą" i "cyrkiem, który będzie się za nami ciągnął dekadami". Stwierdził, że jest to "zemsta Clintonów" za przegraną w wyborach w 2016 roku.

Kavanaugh podniesionym głosem mówił, że bezpowrotnie zniszczona została jego reputacja i opowiadał, jak oskarżenia odbiły się na jego rodzinie.

Podkreślał, że uczestnicy imprezy - Judge oraz PJ Smyth, których wymieniła Ford - zaprzeczyli, by byli świadkami ataku.

Jako kluczowy dowód wymieniał swój kalendarz z 1982 roku, w którym, jego zdaniem, nie ma wzmianki o żadnej tego typu imprezie.

Sędzia na zmianę podnosił głos i płakał. Łzy pojawiły się w jego oczach, gdy mówił o swoich córkach, o swoim ojcu, a także... o swoich sukcesach w szkole średniej.

Kavanaugh zapowiedział, że w żadnym wypadku nie zrezygnuje z kandydowania do Sądu Najwyższego. "Nie dam się zastraszyć" - mówił.

Sędzia lubi piwo

Z opowiadań znajomych Kavanaugha wynika, że młody Brett często się upijał. Czy zatem jest możliwe, że upił się, zaatakował Ford i później tego nie pamiętał?

Pytany, czy zdarzało mu się upić tak, że "urywał mu się film", odpowiadał cokolwiek nerwowo.

"Nie wiem, a pani? Zdarzało się to pani?" - odbijał piłeczkę w stronę senator, co było o tyle niestosowne, że pytająca go senator Klobuchar była wychowywana przez ojca alkoholika.

Senator Klobuchar cały czas próbowała uzyskać odpowiedź "tak" lub "nie" na pytanie o urwany film, a Kavanaugh grał na czas, opowiadając nic nieznaczące historie o wynoszeniu mebli przez skonfliktowanych kumpli.

"Czyli nigdy się to panu nie zdarzyło, tak? Taka jest pana odpowiedź?" - pytała.

"Taa... zastanawiam się, czy pani się to zdarzyło" - odparł.

Niemrawe i urwane "taaa..." trudno uznać za jednoznaczną odpowiedź pod przysięgą.

Wcześniej sędzia ilustrował swoje relacje z alkoholem jako niewinne i okazjonalne wychylenie kilku piw. Nerwowy Kavanaugh nie mógł jednak przestać o tym piwie mówić.

"Piłem piwo z moimi przyjaciółmi. Prawie każdy tak robił. Czasem wypiłem za dużo piwa. Czasem było to udziałem innych. Lubiłem piwo. Nadal lubię piwo" - perorował w otwierającym oświadczeniu.

Później uparcie do piwa wracał.

"Piliśmy piwo w szkole średniej. Ja i moi przyjaciele. Chłopcy i dziewczyny. Tak, piliśmy piwo. Lubiłem piwo. Nadal lubię piwo. Piliśmy piwo. Tak, piliśmy piwo. Czasem za dużo piw. Tak, piliśmy piwo. Lubiliśmy piwo" - wywodził Kavanaugh.

Można się śmiać, można robić memy z sędzią i jego piwem, ale ta kuriozalna mantra pokazuje, jak zdenerwowany był, gdy pytano go o alkohol.

Co więcej, we wspomnianym kalendarzu będącym również pamiętnikiem, są momenty, gdy Kavanaugh np. chwali się, że nie pamięta wyniku meczu, gdyż był tak pijany.

"Jest dla mnie oczywiste, że Kavanaugh kłamał pytany o swoje zwyczaje alkoholowe. Myślę, że doszedł do wniosku, iż musi kłamać, ponieważ jeśli przyzna, że zdarza mu się ‘urwany film’, to jego zaprzeczenia staną się mało warte, zważywszy na to, że podczas incydentu miał być bardzo pijany. Dla każdego, kto śledzi tę sprawę wnikliwie, jasnym jest, że świadomie nie mówi prawdy przy pytaniach o alkohol" - to ocena Nate’a Silvera, analityka cenionego przez obie strony barykady.

Pani prokurator na tropie

Prokurator Rachel Mitchell przepytywała Kavanaugha z zapisków w jego w kalendarzu. Zainteresował ją zwłaszcza wpis z 1 lipca 1982 roku - wymienione są tam pseudonimy osób, które miały być również uczestnikami przyjęcia, o którym mówiła Ford.

Wpis w oryginale brzmiał: "Go to Timmy’s for Skis w/ Judge, Tom, PJ, Bernie, Squi".

"Skis" odnosi się do "brewskis", a więc piwa. Wpis wskazuje również, że tego dnia, a był to weekend, grupka znajomych Kavanaugha spotkała się w domu niejakiego Timmy’ego.

Czy było to przyjęcie, o którym mówiła Ford? Prokurator Mitchell nie było dane to ustalić, bowiem kierujący pracami komisji republikanie odebrali jej głos i już do końca go nie oddali. Później podważali jej kompetencje, twierdzili, że nie dysponowała "narzędziami" i "umiejętnościami", których od niej oczekiwali.

Śledztwo FBI? A po co?

Innym niewygodnym momentem dla Kavanaugha były powracające pytania, czy poparłby ideę śledztwa FBI, które mogłoby oczyścić jego imię.

"Jestem niewinny. Zrobicie, co uważacie za stosowne" - odpowiadał.

A później wręcz poganiał senatorów. Twierdził, że każdy dzień tego upokarzającego procesu jest dla niego jak wieczność i sugerował, że śledztwo FBI będzie w tym kontekście okrucieństwem.

Gdy senator demokratów kolejny raz próbował wymóc na Kavanaughu zgodę na śledztwo FBI - po to, by np. przesłuchać pod przysięgą Marka Judge’a - sędzia po prostu zamilkł.

Później przypominał, że ma czworo świadków swojej niewinności. Przytaczał także listy 65 znających go kobiet, które stanęły w jego obronie.

Inna twarz sędziego

Wybuchy złości Kavanaugha, przerywanie pytań, docinki pokazały inną, nieznaną do tej pory twarz sędziego.

Ze spokojną i wystraszoną Ford kontrastowały także przechwałki Kavanaugha, który uznał za stosowne opowiadać o swoich wybitnych wynikach w nauce i w sporcie w czasach szkoły średniej, choć nie miało to żadnego znaczenia dla meritum sprawy.

Pojawiły się nawet pytania, czy niezależnie od jego winy lub niewinności człowiek tak niestabilny emocjonalnie powinien zasiadać w Sądzie Najwyższym.

Republikanie stoją przed nie lada dylematem. Mają niepowtarzalną szansę nadać Sądowi Najwyższemu konserwatywny charakter na całe dekady. Jednocześnie ryzykują wściekłość wyborców, jeśli w badaniach okaże się, że czwartkowe przesłuchania uwiarygodniły opowieść dr Ford. A przecież listopadowe wybory do Kongresu tuż-tuż.

Jakim sędzią jest Kavanaugh

Sprawa domniemanej napaści seksualnej sprawiła, że Brett Kavanaugh oceniany jest przez pryzmat tego, czy wierzy się jemu czy Christine Ford.

Ta perspektywa zaciemnia obraz kandydatury Kavanaugha. To sędzia sprzyjający wielkim koncernom, przeciwny ochronie środowiska i konsumentów. Aż 75 razy wyrokował przeciwko regulatorowi w sprawach dot. ograniczania zanieczyszczeń czy rozwiązań prokonsumenckich. Instytucję będącą odpowiednikiem naszego UOKiK uważał za niekonstytucyjną ze względu na ograniczanie wolności gospodarczej. Jako sędzia próbował także uniemożliwić nielegalnej imigrantce przerwanie ciąży, a w 2011 r. opowiedział się przeciwko zakazowi powszechnej sprzedaży broni półautomatycznej w Dystrykcie Kolumbii.

I takie może też być orzecznictwo Sądu Najwyższego przez najbliższe kilkanaście-kilkadziesiąt lat.

Historia w istocie dzieje się na naszych oczach, nie tylko ze względu na czwartkowy spektakl - bezprecedensowy pod wieloma względami - i nie tylko ze względu na osobisty dramat dr Ford, którego nikt, z sędzią Kavanaughem włącznie, już nie kwestionuje.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy