Reklama

Reklama

Komisja Bundestagu grillowała szefową MON. Chodzi o kilkaset milionów euro

Minister obrony nie potrafiła dostatecznie wyjaśnić trybu wydawania zleceń przez MON, więc zajmie się tym komisja śledcza Bundestagu.

Aferą, jaka wyszła na jaw w niemieckim ministerstwie obrony, zajmie się parlamentarna komisja śledcza. Członkowie komisji ds. obronności Bundestagu z partii opozycyjnych: Zielonych, FDP i Lewicy uchwalili w środę (12.12.2018) powołanie komisji śledczej, która zbadałaby nieprawidłowości w wydawaniu zleceń przez MON. Okazało się, że wydano tam kilkaset milionów euro na zlecenia dla zewnętrznych firm eksperckich w czasie, gdy resortem tym kieruje Ursula von der Leven (CDU). Głosy członków tych trzech opozycyjnych klubów poselskich wystarczyły, by powołać taką komisję.

Reklama

Afera w MON wyszła na jaw w sierpniu br. po raporcie Federalnej Izby Obrachunkowej, która krytykowała niegospodarność i niezgodne z przepisami zatrudnianie firm eksperckich. W latach 2015 - 2016 wydano tam co najmniej 200 mln euro na ekspertyzy zewnętrznych specjalistów. MON stawia się zarzut szastania pieniędzmi podatników i nepotyzmu.

Specjalistka z McKinseya

Przed decyzją o powołaniu komisji śledczej minister Ursula von der Leyen była w środę po raz drugi grillowana przez kilka godzin na nadzwyczajnym posiedzeniu parlamentarnej komisji ds. obronności. Jej była sekretarz stanu Katrin Suder nie pojawiła się na tym posiedzeniu i była gotowa odpowiadać na pytania posłów tylko w formie pisemnej. To właśnie zadecydowało o ustanowieniu komisji śledczej, która ma prawo powoływać wszystkich na świadków.

Katrin Suder przyszła do MON z McKinseya

Minister von der Leyen w czasie poprzedniej kadencji ściągnęła Katrin Suder do ministerstwa obrony z firmy doradczej McKinsey, aby ta zrobiła porządek w dziale uzbrojenia. Suder zakończyła pracę w ministerstwie tuż przed wyjściem na jaw afery w MON. Partie opozycyjne są zdania, że powinna ona wyjaśnić zarzuty nepotyzmu przy wydawaniu zewnętrznych zleceń.

Szefowa MON: potrzebni byli zewnętrzni doradcy

Minister von der Leyen oświadczyła w czasie dzisiejszych zeznań, że nie ma żadnego wpływu na to, czy pani Suder stawi się przed komisją obronności czy nie, bo jej podlegają wyłącznie pracownicy ministerstwa. Broniła jednocześnie angażowania zewnętrznych doradców, szczególnie w zakresie cyfryzacji, ponieważ resort obrony ma ogromną potrzebę nadrobienia zaległości i działa pod presją czasu. Z tego względu potrzebni byli zewnętrzni eksperci - przyznała. 

Na krytykowane niedociągnięcia w zakresie wydawania zleceń, w przyszłości ma być stosowany mechanizm kontrolny.

Parlamentarna komisja ds. obronności może zostać przekształcona w komisję śledczą, czyli jej skład osobowy pozostanie taki sam. Ta szczególna regulacja wynika z wrażliwości kwestii bezpieczeństwa.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy