Reklama

Reklama

"Niemcy nie potrzebują pouczania od orędownika Donalda Trumpa"

Poniedziałkowe wydania gazet komentują sankcje USA dla firm budujących gazociąg Nord Stream 2 oraz skutki tej decyzji dla Niemiec. "Europejczycy nie potrzebują pana Grenella w roli opiekuna, a Niemcy nie potrzebują pouczania od orędownika Donalda Trumpa" - komentuje sprawę jedna z niemieckich gazet.

Regionalny dziennik "Passauer Neue Presse" pisze:

Reklama

"Niemcy i Europa nie są posiadłościami kolonialnymi Stanów Zjednoczonych. Jest to oczywiste dla każdego niemieckiego ucznia. Wydaje się, że ambasador USA w Berlinie Richard Grenell w swoim wykształceniu dyplomaty przegapił lekcję na ten temat. Jeśli rozmaite kraje UE krytykują niemiecko-rosyjski projekt gazowy, to ich zadaniem jest przedstawić swoje wątpliwości w Berlinie. A zadaniem Niemców jest wyjaśnić, dlaczego współpracy z Rosją nie postrzegają jako drogi do polityczno-energetycznego uzależnienia się od Moskwy. Europejczycy nie potrzebują pana Grenella w roli opiekuna, a Niemcy nie potrzebują pouczania od orędownika Donalda Trumpa".

"Volksstimme" z Magdeburga konstatuje:

"Nord Stream 2 stał się wydarzeniem politycznym. Dzięki sankcjom USA doprowadził on do ciężkiego trzęsienia w stosunkach niemiecko-amerykańskich. Pomruki niezadowolenia w UE są dla Amerykanów środkiem do celu w polityce sankcji wobec konsorcjum gazowego. Podobnie zakłamane jest ubolewanie nad ograniczeniami tranzytu gazu przez Ukrainę. Trump traktuje Ukrainę jak republikę bananową, którą można szantażować. Amerykanie chcą Niemcom sprzedać ciekły gaz, ale przeszkodą jest Nord Stream. Dlatego przystępują do działania. A ambasador Richard Grenell - gubernator Trumpa w Berlinie, stosuje szantaż w stylu wczesnych sowieckich przedstawicieli w NRD. Rząd Niemiec musi koniecznie wezwać do siebie Grenella i zakazać mu mieszania się oraz wyjaśnić, że Niemcy są partnerem USA, a nie ich kolonią".

Zdaniem "Mitteldeutsche Zeitung" z Halle:

"Dla rządu Niemiec sytuacja ta nie może być bardziej zagmatwana. Ale sam sobie zawinił. Dzięki strategii energetycznej polegającej na odejściu od węgla i atomu, przy powolnym rozwoju energii odnawialnych gaz będzie miał w przyszłości wyjątkowe znaczenie. Jednocześnie tym projektem gazowym urażono sąsiadów, głównie tych ze wschodniej Europy. I to ma głównie na uwadze ambasador USA Richard Grenell kreując się wraz ze swoim rządem na adwokata europejskich interesów. Niemieckie działanie na własną rękę dopiero teraz daje Trumpowi możność użycia szantażu. Czy dojdzie do zakończenia budowy Nord Stream 2, przy dzisiejszym stanie? Nie jest to pewne".

Dziennik "Nürnberger Nachrichten" wskazuje:

"USA nie mają nic do tego, czy Niemcy dzięki Nord Stream 2 uzależnią się od Rosji. Jednakże w obliczu sankcji rząd Niemiec wydaje się bezradny. Ale częściowo sam sobie zawinił. Także kilku partnerów unijnych, w tym Francja, są przeciwko gazociągowi. Niemcy w niemądry sposób same się wyizolowały".

Natomiast "Allgemeine Zeitung" z Moguncji komentuje:

"Nord Stream 2 nie jest niemieckim projektem wymierzonym w UE. Mówimy tu o niemiecko-francusko-brytyjsko-holendersko-austriackim konsorcjum, które jednak karygodnie zaniedbało wątpliwości krajów wschodnioeuropejskich. Tak, że teraz UE oraz stojące za konsorcjum z Rosją rządy muszą szukać nie tylko wyjścia, by zakończyć ostatni odcinek Nord Stream 2. Ale muszą one w dialogu z Polską i krajami bałtyckimi zabezpieczyć wewnątrzeuropejskie dostawy gazu, by uwolnić sąsiadów Rosji od lęków i obaw". 

Alexandra Jarecka/Redakcja Polska Deutsche Welle 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje