Reklama

Reklama

Niemiecki polityk: Ośrodek dokumentacji w Berlinie, a nie pomnik

Grupa niemieckich intelektualistów forsuje pomysł budowy w Berlinie pomnika Polaków zamordowanych przez Niemców podczas wojny i okupacji. Polityk SPD Markus Meckel uważa, że lepszy byłby ośrodek dokumentacyjny.

Polityk SPD Markus Meckel w artykule opublikowanym na łamach dziennika "Tagesspiegel" krytykuje niemiecki parlament za niezdolność do uzgodnienia przed przerwą wakacyjną tekstu rezolucji z okazji 80. rocznicy napaści na Polskę 1 września 1939 roku, od której rozpoczęła się II wojna światowa.

Reklama

Meckel zwraca uwagę, że dla Polski początek wojny wiąże się nierozerwalnie z dniem 23 sierpnia 1939 r. - paktem Ribbentrop-Mołotow. Na mocy tego porozumienia 17 września 1939 r. do Polski wkroczyła Armia Czerwona. "W Niemczech nie ma tradycji upamiętniania tamtego dnia, a w Rosji (pakt) bywa wręcz usprawiedliwiany" - pisze socjaldemokrata.

Niemcy mało wiedzą o niemieckich rządach terroru w Polsce

Meckel przypomina, że w czasie II wojny światowej Polska przeżyła prawie sześcioletnią okupację, podczas której doszło do "straszliwych zbrodni na ludności cywilnej". "O niemieckich rządach terroru w Polsce, które zaczęły się już w pierwszych tygodniach wojny, w Niemczech wiadomo niewiele" - przyznaje polityk SPD. "Szwadrony śmierci z premedytacją mordowały elity społeczeństwa, polityków, intelektualistów, adwokatów, lekarzy i księży. Polacy mieli jako niższy naród niewolników służyć niemieckiemu narodowi panów. Dominowały masakry, wypędzenia i terror" - czytamy w "Tagesspiegel".

Odnosząc się do Holokaustu, Meckel pisze że niemieckie obozy zagłady Auschwitz, Treblinka i Majdanek zbudowane zostały na okupowanych ziemiach polskich. "Mord na europejskich Żydach rozpoczął się od Żydów polskich. Lecz od początku więźniami obozów koncentracyjnych było też wiele tysięcy Polaków" - zaznacza socjaldemokrata.

"Kiedy 75 lat temu, w sierpniu 1944 r. podziemna polska Armia Krajowa w Warszawie podjęła ryzyko powstania, chcąc własnymi siłami wyzwolić Polskę, Armia Czerwona wyczekiwała, aż Wehrmacht i inne siły niemieckie zdławią powstanie, zabiją niezliczoną liczbę cywilów i systematycznie zniszczą Warszawę" - kontynuuje.

Postulat pomnika dla polskich ofiar słuszny, ale...

"O tym wszystkim, o całym terrorze i jego ofiarach w Niemczech nie wie się prawie nic" - podkreśla Meckel. Nawiązując do propozycji wzniesienia w Berlinie pomnika dla Polaków - ofiar wojny i niemieckiej okupcji w latach 1939-1945, Meckel zaznacza, że "zasadniczo" podziela intencje towarzyszące tej propozycji, lecz mimo to uważa ją za problematyczną.

"Czy rzeczywiście należy zacząć odrębnie czcić ofiary narodowego socjalizmu każdego narodu? A co z milionami ofiar napaści na Związek Sowiecki; przecież wojna na wyniszczenie, rozpętana w Polsce, od 1941 była kontynuowana w sposób nie mniej przerażający, a nawet nabrała jeszcze innych wymiarów. Czy rzeczywiście powinniśmy Polakom, Białorusinom, Ukraińcom i Rosjanom - a wszędzie liczba ofiar idzie w miliony - budować osobne pomniki? Gdzie w takim razie zacząć, gdzie skończyć?" - pyta autor.

Jego zdaniem pomnik przypomina tylko o wydarzeniach już znanych niemieckiej opinii publicznej. "Problem polega jednak na tym, że w Niemczech niemal nieobecna jest świadomość tego, jak wyglądała wojna na Wschodzie" - powtarza. "Kto wie o tym, że pod "pieczą" Wehrmachtu samych sowieckich jeńców wojennych zginęły ponad trzy miliony, a w Leningradzie podczas blokady milion ludzi zmarło z głodu?" - pyta.

Potrzebne centrum dokumentujące tę zbrodniczą wojnę

"Dlatego proponuję budowę w Berlinie centrum dokumentującego tę wojnę na wyniszczenie i stworzenie w nim również możliwości upamiętnienia ofiar. Centrum powinno w zróżnicowany sposób informować o tamtych wydarzeniach. Bo naturalnie były też różnice chronologiczne i między poszczególnymi krajami. Do współpracy przy opracowaniu takiej koncepcji powinniśmy zaprosić historyków z różnych krajów" - pisze Meckel. Jego zdaniem Niemcy powinni zaprosić też uczestników z Polski i Węgier na obchody 30. rocznicy pokojowej rewolucji w NRD.

Zaprośmy Polaków i Węgrów

"Pokojowa rewolucja w NRD 30 lat temu przynależy do kontekstu serii przełomów w całej Europie Środkowo-Wschodniej w 1989 roku. Polacy i Węgrzy odegrali w nich znakomitą rolę. Myślę, że byłoby dobrze, gdybyśmy my, Niemcy, zaprosili w tym roku ważnych ówczesnych aktorów z tych krajów i wyrazili im nasze podziękowanie" - pisze Meckel. Ich działania "podobnie jak polityka Gorbaczowa, legły u podstaw jedności Niemiec".

Według polityka SPD Polacy powinni także wziąć udział w przyszłorocznych obchodach 75. rocznicy zakończenia II wojny światowej. "My, Niemcy, powinniśmy wreszcie przypomnieć i o tym, że Polacy walczyli we wszystkich armiach aliantów i wraz z nimi wyzwalali nas od narodowego socjalizmu. Tylko, że Stalin uniemożliwił odpowiednie uznanie ich wkładu - a my do dziś nie okazaliśmy im należnej czci" - uważa Meckel.

Ewangelicki pastor Markus Meckel od lat 70. był zaangażowany w działalność opozycyjną w NRD. Był pierwszym i zarazem ostatnim demokratycznie wybranym ministrem spraw zagranicznych NRD przed zjednoczeniem Niemiec w październiku 1990 roku. Jest członkiem kuratorium Europejskiej Sieci Pamięć i Solidarność. Do dziś aktywnie uczestniczy w dialogu polsko-niemieckim.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy