Reklama

Reklama

USA: Walka wyborcza z karabinami

W Stanach Zjednoczonych przybywa uzbrojonych straży obywatelskich. Ich członkowie identyfikują się z polityką Donalda Trumpa.

Peter Diaz jest na tajnej strzelnicy w lesie w stanie Waszyngton. Wokół niego mała grupa ludzi. Jest upalna sierpniowa niedziela, w uszach dudni od automatycznych karabinów, powietrze pachnie kurzem i testosteronem.

Reklama

Diaz, wysportowany, wygolone skronie, w okularach przeciwsłonecznych, jest przywódcą grupy American Wolf. Śmieje się, kiedy mówi, rozdaje wizytówki, zawsze ze słowami "for the good guys" (dla dobrych facetów).

Ci "dobrzy" to dla Diaza amerykańscy patrioci, którzy podziwiają prezydenta Donalda Trumpa, jego politykę, determinację i oczywiście zapisane w konstytucji prawo do posiadania broni. "Breaking News, I don't care" - głosi napis na jego t-shircie.

Niektórzy z jego kompanów noszą pistolety za pasem, a karabiny zawieszone na szyi.

Blisko Donalda Trumpa

Peter Diaz chce pozyskać tych "dobrych" dla swojej sprawy, swojej małej armii cywilów.

181 takich milicji istniało w 2019 roku w USA - wynika z analizy przeprowadzonej przez Southern Poverty Law Center. Ich liczba rośnie. 

Łączy je bliskość z prezydentem Donaldem Trumpem, odrzucenie tradycyjnych mediów i zamiłowanie do broni. I to właśnie w tym czai się największe niebezpieczeństwo - ostrzegają socjolodzy i historycy, bo na kilka tygodni przed wyborami, w atmosferze niepokojów i protestów, podgrzewają nastroje w kraju, maszerują podczas protestów Black Lives Matter, strzelają do demonstrantów.

Niektórzy nawet ostrzegają przed stanem podobnym do wojny domowej, jeśli sytuacja się zaogni. Nastroje podsycają zbliżające się wybory i zapowiedź Donalda Trumpa, że niekoniecznie uzna swoją porażkę.

38-letni przedsiębiorca Peter Diaz nie myślał o wojnie, kiedy trzy miesiące temu założył swoją milicję, mając 180 tys. dolarów prywatnego majątku. Nie chce też, by nazywać ich milicją czy strażą obywatelską. To odstrasza - mówi. Zamiast tego mówi o "ruchu politycznym", pochodzącym ze "środka społeczeństwa".

Kałasznikow w obronie amerykańskich wartości

Kiedy Peter Diaz mówi o swoich celach, jest mniej szczegółowy. Chce "ratować Amerykę", ponieważ ciemne siły obalą rząd i wprowadzą w Ameryce socjalizm, mówi, korzystając z repertuaru znanych teorii spiskowych.

A potem sięga po AK-47, kałasznikowa radzieckiej produkcji i oddaje kilka z 30 strzałów. Peter Diaz ma słabość do "starych dobrych czasów".

To, że akurat kałasznikow jest bronią byłego wroga klasowego, którego socjalistyczną politykę określił jako największe zagrożenie dla Ameryki, pozostaje sprawą drugorzędną. - Tak dobrej broni nie produkuje się już dzisiaj - mówi Diaz. Kałasznikowa można wrzucić w błoto i nadal działa.

Około dziesięciu innych członków straży obywatelskiej przyjechało na szkolenie strzeleckie, ale Diaz nie zdradza, ilu członków liczy cały jego oddział. Zapewnia, że każdy może być "amerykańskim wilkiem", jeśli podziela jego konserwatywne wartości i wiarę w "wolną Amerykę", w której każdy jest kowalem swojego losu, a państwo w jak największym stopniu trzyma się z dala od spraw prywatnych.

Ofiary śmiertelne w Kenosha

Wśród obecnych są byli żołnierze, student i Afroamerykanin. Diaz, syn nielegalnego imigranta z Meksyku, nie chce być zaszufladkowany jako biały rasista.

Jakie to konkretnie niebezpieczeństwo, stało się jasne pod koniec sierpnia w Kenosha w stanie Wisconsin. Po tym, jak policjant oddał siedem strzałów w kierunku Afroamerykanina Jacoba Blake'a, Kenosha stało się centrum protestów Black Lives Matter. Niektórzy protestujący podpalili budynki.

Straże obywatelskie, takie jak Kenosha Guard patrolowały potem na własną rękę teren, w kamizelkach kuloodpornych, maskujących spodniach, z karabinami. Nagrania z telefonów komórkowych pokazują, jak policjanci im dziękują lub dostarczają im wodę. Nieoficjalnie pomoc uzbrojonych cywilów jest ceniona w kręgach amerykańskiej policji.

Wśród nich był 17-letni student i fan Trumpa, Kyle Rittenhouse, który przyjechał z sąsiedniego Michigan, aby przy pomocy swojego karabinu chronić sklepy przed szabrownikami. W końcu zastrzelił dwóch demonstrantów.

Dla jednych bohater, dla innych terrorysta

Od tego czasu sprawa Rittenhouse'a, aresztowanego i oskarżonego o podwójne zabójstwo, polaryzuje Amerykę. Dla jednych jest bohaterem i amerykańskim patriotą, zgodnie z dewizą: jeśli państwo nie zapewnia porządku, musi to zrobić 17-latek.

Grupa Petera Diaza zebrała dziesiątki tysięcy dolarów, rzekomo na obronę Rittenhouse'a, a na konferencji prasowej w Białym Domu prezydent Trump bronił oskarżonego, mówiąc, że demonstranci zabiliby go, gdyby nie stawiał oporu.

Przez demonstrantów Black Lives Matter Rittenhouse jest uważany za wcielenie terrorysty, który używa przemocy, aby dalej dzielić i brutalizować amerykańskie społeczeństwo, dzięki któremu sceny zbrojnych bitew na ulicach Ameryki stają się czymś normalnym.

Peter Diaz uważa, że ​​jako patriota ma obowiązek interweniować tam, gdzie policja jest zmuszana przez politykę do bierności. Uważa to za jedno ze swoich podstawowych zadań, a konstytucja pozwala mu otwarcie nosić broń.

Limuzyną przez Amerykę

Czarnym mercedesem-limuzyną z wielkim napisem American Wolf grupa jeździ po Stanach Zjednoczonych, aby zapewnić prawo i porządek w samozwańczych "misjach pokojowych". Kiedy protestujący Black Lives Matter maszerowali ulicami jego rodzinnego miasta - Olimpii - Diaz i jego ludzie strzelali do tłumu z pistoletów do paintballa.

Pod koniec sierpnia Diaz chciał zobaczyć protesty w Portland, które również uważa za "gwałtowne". Protesty te trwają od ponad trzech miesięcy, w większości są pokojowe, ale zdarzały się i ofiary śmiertelne w starciach między prawicowymi i lewicowymi demonstrantami.

Grupa, ubrana w te same czarne koszulki z napisem "Freedom Fighter", bez masek, poczuła nieprzyjazne nastawienie zaraz po wyjściu z limuzyny. Wielu protestujących uznało ich pojawienie się w tłumie bez maski za prowokację. Niektórzy wyzywali ich od nazistów.

Ostatecznie członkowie straży musieli się wycofać. W limuzynie uszkodzono szyby i karoserię. Dla Petera Diaza to dowód na to, że protestujący Black Lives Matter to przestępcy, którzy próbują "zdestabilizować rząd i zniszczyć nasz styl życia".

Takie demonstracje, jak w Portland, rozpędziłby siłą, jeśli tylko miałby pod dostatkiem ludzi i sprzętu. Przygotował się już na następną wizytę w mieście. Na Twitterze zaprezentował niedawno z dumą swój najnowszy nabytek: używaną ciężarówkę z wbudowaną armatką wodną. Mówi, że walki uliczne w Ameryce muszą przejść do następnej rundy.

Oliver Sallet/Redakcja Polska Deutsche Welle 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje