Jak zarobić na łóżku?

We Wrocławiu nieźle można się dorobić na... wynajmowaniu pościeli. Przekonali się o tym ci, którzy założyli tu hostele. Na turystach, którzy tylko chcą przyłożyć głowę do poduszki, zarabia już kilkunastu przedsiębiorców.

Dominik Miturski prowadzi najmniejszy wrocławski hostel. Założył go razem z kolegą na początku tego roku. Wynajęli duże mieszkanie w kamienicy przy ul. Curie-Skłodowskiej i tam ulokowali "Hi Way". Do dyspozycji gości są tu dwie sypialnie, pokój dzienny, kuchnia i łazienka. Jednocześnie nocować może 12 osób.

Reklama

- Kolega w trakcie urlopu dziekańskiego pracował w hostelu w Szkocji. Poza jego "know-how" nie mieliśmy wielkiego kapitału. Z uwagi jednak na prognozy dla wrocławskiego rynku turystycznego, zdecydowaliśmy się założyć hostel - opowiada Dominik Miturski.

Hostel Mleczarnia

Kolejnym "hostelarzem" został Artur Witkowski. Chciał zagospodarować pomieszczenia w kamienicy, w której działa jego klub - "Mleczarnia" i zapewnić nocleg muzykom, koncertującym w lokalu.

- Gdy rozpoczynaliśmy działalność, we Wrocławiu istniał tylko jeden hostel. Teraz mamy już konkurencję, ale na brak klientów i tak nie narzekamy - twierdzi właściciel "Mleczarni".

Od początku tego roku we Wrocławiu powstało kilka nowych tego typu miejsc. W sumie jest ich już kilkanaście.

- To jednak ciągle zbyt mało, by zaspokoić potrzeby turystów, którzy szukają taniej bazy noclegowej - twierdzi Andrzej Szafrański, szef portalu internetowego e-hotelarz. pl. - W ubiegłym roku Wrocław odwiedziło około trzech milionów obcokrajowców, w tym prawdopodobnie będzie ich o milion więcej. Znaczna część przyjezdnych to ludzie młodzi, do 30 roku życia, którzy najchętniej korzystają z taniej bazy noclegowej.

Wrocław trzeci

Dotychczas tacy mało wymagający turyści mieli do dyspozycji jedynie 18 skategoryzowanych placówek, w tym 12 hoteli jedno- i dwugwiazdkowych, 4 schroniska młodzieżowe oraz po jednym pensjonacie i zajeździe. Obecnie baza ta powiększyła się jeszcze o ponad 650 miejsc w hostelach. W tym roku Wrocław znalazł się na trzecim miejscu w Polsce pod względem ich liczby. Druzgocącą przewagę nad nami ma jednak Kraków. Tam działa ich około 70. Szafrański twierdzi, że będzie lepiej, bo hostele są najprężniej rozwijającym się segmentem rynku noclegowego.

- Decyduje o tym minimum formalności, które trzeba załatwić, by założyć taką działalność. Hosteli nie trzeba rejestrować, nie podlegają kategoryzacji - wyjaśnia.

Płacą za łóżko, nie za pokój

Rajmund Papiernik, zastępca dyrektora Biura Sportu, Turystyki i Rekreacji UM twierdzi, że nawet jeśli we Wrocławiu powstanie sto hosteli, to i tak nie zaspokoją one potrzeb rynku.

- We Wrocławiu brakuje 50-60 tys. miejsc noclegowych - mówi. - To bardzo dobry moment na taki biznes. Każda osoba, która we Wrocławiu prowadzi hostel narzeka jednak, że polscy turyści nie rozumieją jego idei.

- W przeciwieństwie do Brytyjczyków czy Niemców, mają opór przed tym, by dzielić sypialnię z kilkoma innymi osobami. Nie rozumieją, że hostel tym różni się od hotelu, że tu wynajmuje się łóżko, a nie pokój - mówi Małgorzata Januszkiewicz, menedżer wrocławskiego Centrum Informacji Turystycznej. - Nasze hostele chwalą za to zachodni turyści. Mówią, że mają one przyzwoity standard i przystępne ceny. Większość z nich działa w ścisłym centrum miasta. Za nocleg w takim miejscu trzeba zapłacić średnio od 35 do 65 zł.

Agnieszka Korzeniowska

agnieszka.korzeniowska@echomiasta.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy