Reklama

Reklama

Ratunku, zalewa nas!

- W naszej piwnicy i na podwórku przed domem pływały ścieki z całego miasta - mówi Jolanta Kocielska. - Boimy się każdego deszczu, bo powódź do nas wróci. Ściany i podłogi w naszym mieszkaniu już zaczęły pękać. Wszystko przez wodę.

Kocielscy mieszkają przy ulicy Kubika, tuż za Rynkiem. Łatwo do nich trafić, bo z daleka widać górę żwiru na chodniku przed domem i barykady z worków wypełnionych piachem. To na wypadek, gdyby zaczął padać deszcz. - W ciągu tygodnia przeżyliśmy dwie powodzie - skarży się Jolanta Kocielska. - Zresztą nie tylko my. W okolicy zalało wiele podwórek i domów, nawet sklep Eko przy Kubika. Tego nigdy wcześniej nie było. To przecież centrum miasta, a nie zalewowe tereny na Bobrem.

Reklama

Pod ulicą Kubika zbudowany jest ogólnospławny kolektor ściekowy, jeden z głównych kolektorów w mieście. Trafiają do niego ścieki z połowy Bolesławca, a także z okolicznych miejscowości, deszczówka, ale i ścieki komunalne. - Ostrzegałem urzędników i wykonawców, że będzie nas zalewać, bo ta część ulicy Kubika leży w depresji. Robotnicy też przyznawali mi rację, ale robili swoje, bo za to im płacą - mówi Janusz Kocielski. - Tu działają prawa fizyki. Wszystkie ścieki wpadają do tego kolektora i nie ma tak szerokiej rury, aby je odprowadziła dalej. Skutek jest taki, że przez studzienki kanalizacyjne wszystko wybija na powierzchnię.

Po pierwszej powodzi, magistrat dał worki z piaskiem i obietnicę podwyższenia krawężników, zalepiono również pokrywy studzienek kanalizacyjnych. - To tylko doraźne rozwiązania - mówi rzecznik urzędu miasta, Agnieszka Gergont. - Inwestycja jeszcze się nie zakończyła, stąd te kłopoty. Mieszkańcom udzielimy wszelkiej pomocy.

Kocielscy śledzą wszystkie prognozy pogody. W pogotowiu czekają wiadra i kalosze, na wypadek, gdyby trzeba było bronić domostwa przed wdzierającą się wodą. - Mam dosyć tego sprzątania i suszenia, brzydzę się i nie wiem jaką mogę mieć teraz zarazę w nasiąkniętych ścianach - mówi Jolanta Kocielska.

Rodzina martwi się, że powódź mogła uszkodzić konstrukcję poniemieckiej kamienicy. Mieszkanie jest ich własnością. - Nawet gdybyśmy planowali sprzedaż mieszkania, teraz nikt go od nas nie kupi - mówi Janusz. - Cała nieruchomość straciła na wartości, bo nikt nie zagwarantuje, że sytuacja nie powtórzy się.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy