Reklama

Reklama

RMF: Trzecia doba poszukiwań 3,5-letniego Kacperka

Dziś o godzinie 9 służby wznowiły poszukiwania 3,5-letniego Kacpra, który zaginął w poniedziałek w Nowogrodźcu (woj. dolnośląskie). Jak przyznaje bolesławiecka policja, utonięcie chłopca to jedna z najbardziej prawdopodobnych hipotez - informuje RMF FM.

Służby robią wszystko, by znaleźć chłopczyka. Głównym miejscem poszukiwań jest rzeka Kwisa. Wczoraj otwarto śluzę, by obniżyć w niej poziom wody. Specjalny zespół kontrterrorystów przez 12 godzin przeczesywał dno rzeki na odcinku od Nowogrodźca do Parzyc, ale bez efektów. "Na dnie znajduje się bardzo dużo różnych przeszkód, w postaci konarów, gałęzi, co bardzo spowalnia pracę" - relacjonowała Anna Kublik-Rościszewska z bolesławieckiej policji.

Reklama

W czwartek (30.04) służby mają wrócić na ten sam odcinek, a później przenieść się na inne części rzeki.

Dotychczas przeszukano obszar o powierzchni 500 hektarów. Oprócz ogrodów działkowych i koryta rzeki, przeszukano m.in. tereny kolejowe. W akcji poszukiwawczej uczestniczyli policjanci, strażacy, nurkowie, żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej. Wykorzystywany był dron, policyjny helikopter, kamery termowizyjne oraz łodzie. Policjanci sprawdzali też teren z psami tropiącymi.

Zarzuty dla ojca chłopca

Ojcu chłopca został postawiony zarzut - według śledczych mężczyzna nie sprawował nad chłopcem należytej opieki. Rafał P. zeznał prokuraturze, że był na działce z Kacprem i tam w pewnym momencie stracił chłopca z oczu.

Ojciec Kacpra po przesłuchaniu trafił do więzienia, gdzie spędzi pół roku za kradzieże. Gdy służby otrzymały zgłoszenie o zaginięciu dziecka, okazało się, że Rafał P. jest poszukiwany. W momencie zatrzymania mężczyzna był pod wpływem alkoholu. 

Kacperek zaginął w poniedziałek

Poszukiwania 3,5-latka rozpoczęły się w poniedziałek wieczorem, po tym, gdy około godz. 19 wpłynęło zgłoszenie o jego zaginięciu.

Świadek w rozmowie z RMF FM opowiedział, że widział Kacperka i jego ojca na działce. "Cały dzień byłem tutaj z żoną i dziećmi i widziałem: ojciec ciął drzewo, a dziecko sobie jeździło tutaj, tam i z powrotem, na rowerku. No i po prostu... chwila, moment, ja też nie zauważyłem. On przejeżdżał tylko tam i z powrotem, bardziej się nie oddalał" - opowiadał mężczyzna.

Nicole Makarewicz

Czytaj na RMF 24

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje