Reklama

Reklama

Trudna sytuacja wałbrzyskich bokserów

Polski boks amatorski już od dawna nie zapewnia zawodnikom finansowej stabilizacji. Kluby nie mają pieniędzy, a utalentowani pięściarze często przedwcześnie kończą kariery. Taka sytuacja grozi dwóm byłym mistrzom kraju z klubu Kaczor Boks Team Wałbrzych.

25-letni Mariusz Burzyński to mistrz Polski w kategorii 56 kg z 2010 roku. Poza tym dwukrotnie był wicemistrzem i tyleż razy brązowym medalistą oraz trzykrotnie zostawał młodzieżowym mistrzem kraju. Na tegoroczne MP do Zawiercia jednak nie pojechał.

Reklama

- Poważnie traktuję swoje sportowe obowiązki i wypracowałem taką formę, jak jeszcze nigdy przedtem, ale wszystko rozbiło się o skromne klubowe finanse, które uniemożliwiły mi udział w turniejach kwalifikacyjnych. Udało się tylko coś wyskrobać z klubowej kasy na wyjazd na turniej Grand Prix PZB do Ząbkowic Śląskich. Moim rywalem był tam Daniel Żaboklicki z Legii Warszawa, z którym wcześniej dwukrotnie wygrałem. Byłem przekonany, że i tym razem dałem sobie z nim radę, ale sędziowie wskazali na mojego przeciwnika. PZB nie dał mi szansy jako ubiegłorocznemu wicemistrzowi Polski i skończyło się na apetycie - wspomina.

Popularny w Wałbrzychu "Burza" szuka więc okazji, by spożytkować swoje pięściarskie walory.

- Mimo rozlicznych przeciwności chcę mieć kontakt z dyscypliną, której się poświęciłem, by nie zapomnieć tego, czego nauczyłem się pod okiem trenera Zenona Kaczora. W klubie trenuję pięć razy w tygodniu po 1,5 godziny. Treningi uzupełniam domowym workiem. Co pewien czas jadę do czeskiego Decina, by wspomóc tamtejszy zespół I-ligowy. Pieniądze z tego są niewielkie, ale mogę trochę poboksować i "być w kursie" - podkreślił.

- Po ukończeniu Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej pracuję na terenie Wałbrzyskiej Strefy Ekonomicznej na linii produkującej układy kierownicze dla samochodów. Praca na stojąco, w wysokiej temperaturze, często po 12 godzin. Ale służba nie drużba, jeśli ma się na utrzymaniu rodzinę (żona i 4-letni syn - PAP) nie ma co biadolić, ale nie ukrywam, że nie sprzyja to treningom bokserskim. Ostatnio ze starostwa dostałem stypendium ok. 400 zł. Tak się ceni bokserskiego wicemistrza Polski, a stypendia niemal dwukrotnie wyższe otrzymali piłkarze którejś tam ligi... Bardzo bym chciał jeszcze coś w boksie zdziałać i odebrać prymat w kraju Mateuszowi Mazikowi, ale proza życia daje po krzyżu i nie wiem, jak długo jeszcze wytrzymam - dodał Burzyński.

Z podobnymi kłopotami boryka się też inny wałbrzyski bokser, 29-letni Krzysztof Sadłoń. To ubiegłoroczny mistrz Polski w kategorii 81 kg, a wcześniej wywalczył ten tytuł w 2008 roku. Dwukrotnie był też wicemistrzem. Jego popisowym występem była wygrana (2008) w meczu Polska - Anglia z Tonym Jeffriesem, który na igrzyskach w Pekinie zdobył brązowy medal. Sadłoń dotarł też w 2009 roku do finału Turnieju im. Feliksa Stamma.

- Starania o igrzyska w Pekinie storpedowała długotrwała kontuzja prawej dłoni i operacja. Z kolei przed Londynem złamałem żebra. No i ciągłe kłopoty finansowe. Nie wypłacano mi stypendium i stale miałem problemy ze zwrotem kosztów podróży. A tymczasem mam na utrzymaniu żonę i dwie córki (2,5 i 9-letnią - PAP). Trzeba opłacić m.in. mieszkanie. Po zdobyciu drugiego mistrzostwa Polski coś we mnie pękło. Ubiegać się o kolejny tytuł w tak siermiężnych i zaściankowych warunkach? Postanowiłem dać sobie spokój z wyczynowym boksem, ale nie tracić z nim kontaktu - powiedział.

Sadłoń udziela prywatnych lekcji boksu. - Opiekuję się grupą 30 osób w różnym wieku, z którymi pracuję indywidualnie. Planuję utworzenie bokserskiej szkoły z prawdziwego zdarzenia, m.in. przy współudziale Mariusza Burzyńskiego. Dzięki lekcjom oraz pomocy w ochronie jednego z lokali mogę jako tako utrzymać rodzinę, ale na emeryturę jeszcze nic nie odłożyłem. Starostwo przyznało mi stypendium w wysokości 360 zł, ale mimo, że dostałem je za mistrzostwo Polski, stale muszę się z niego tłumaczyć przed urzędnikami. To upokarzające. Zwłaszcza, że na przygotowania do MP wydałem 5 tys. zł z rodzinnych oszczędności - żali się.

Czy jeszcze kiedykolwiek stanie do walki w ringu? - Nie wykluczam tego w przypadku interesującego kontraktu zawodowego - podkreślił. Na razie pech go nie opuszcza - otwarte złamanie prawej ręki i znowu długa rozłąka z boksem.

Na poprzednich MP Kaczor Boks Team Wałbrzych zajął drugie miejsce w punktacji drużynowej. W tym roku do Zawiercia z tego klubu nie pojechał nikt. Klub z 25 tys. zł dotacji od miasta 15 tys. wydaje na wynajęcie hali. Pojawiają się jednak nowe talenty. Ostatnio na mistrzostwa Polski juniorów trener Kaczor zabrał dwóch podopiecznych, z których Patryk Trofimiak zdobył złoty medal w kat. 65 kg.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy