Reklama

Reklama

Wybuch w Kamiennej Górze. Areszt dla pracownika firmy gazowej

Sąd zastosował w czwartek 27 sierpnia tymczasowy areszt wobec pracownika firmy gazowej podejrzanego o doprowadzenie do wybuchu w Kamiennej Górze. W wyniku wybuchu gazu i pożaru w mieszkaniu poważnie ucierpiała 12-latka. W bloku prowadzono wymianę instalacji gazowej.

W środę pracownik usłyszał zarzut sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa zdarzenia, skutkującego zagrożeniem dla wielu osób. Prokuratura złożyła też wniosek o tymczasowy areszt. Za to przestępstwo grozi kara do ośmiu lat więzienia.

Reklama

"Sąd przychylił się do wniosku prokuratury i zastosował wobec tego pracownika tymczasowy areszt na trzy miesiące. Prowadzimy teraz czynności z drugim zatrzymanym w tej sprawie pracownikiem, który również wykonywał tam prace przy instalacji. Dopiero po ich zakończeniu zapadnie decyzja, czy też złożony będzie wniosek o areszt" - powiedziała w czwartek prokurator rejonowa w Kamiennej Górze Anna Kaczyńska.

Jak informowała w środę, śledczy ustalili między innymi, że niewłaściwie wykonywano prace przy sprawdzaniu szczelności, nie dopełniono zasad bezpieczeństwa. Mieszkańcy zgłaszali, że czuć było woń gazu. "Okazało się, że zawór w mieszkaniu, w którym doszło do wybuchu i pożaru był nieznacznie uchylony, a nie powinno tak być" - powiedziała prokurator.

Wybuch w Kamiennej Górze

12-latka ucierpiała podczas wybuchu gazu w bloku przy ul. Piastowskiej w Kamiennej Górze, do którego doszło w poniedziałek. Dziewczynkę z ranami oparzeniowymi zabrano śmigłowcem LPR do specjalistycznego szpitala w Ostrowie Wlkp.

Na 90 procent oceniono oparzenia powierzchni jej ciała. "Dziewczynka ma dramatycznie mało skóry" - informował we wtorek ordynator oddziału chirurgii i traumatologii dziecięcej w ostrowskim szpitalu dr n. med. Witold Miaśkiewicz.

Ocenił, że stan zdrowia poparzonej 12-letniej Martyny z Kamiennej Góry jest bardzo ciężki. "Dziewczynka doznała oparzenia ekstremalnego" - podkreślił.

Dr n. med. Witold Miaśkiewicz stwierdził we wtorek, że zespół lekarski ma "koncepcję leczenia dziewczynki". Wyjaśnił, że lekarze pobrali fragmenty skóry i będą przystępować do hodowli komórek, "ponieważ dziewczynka ma dramatycznie mało skóry" - stwierdził ordynator.

Dodał, że jeżeli będzie potrzeba, to zostaną zastosowane też przeszczepy rodzinne. "To jest bardzo długi proces. Zobaczymy, jak to dziecko wszystko przetrzyma. Te rokowania nie do końca są korzystne. To wszystko na razie jest wróżeniem z fusów, bo to jest przygotowywanie dziecka do zabiegów dość radykalnych, które są ogromnym obciążeniem, a musimy to zrobić" - oświadczył ordynator.

Ciężki stan poparzonej 12-latki

12-latka w stanie śpiączki farmakologicznej będzie przebywała przez ok. dwa tygodnie. Ale - jak powiedział dr Miaśkiewicz - jeżeli będzie można zredukować ten okres, to lekarze tak zrobią, bo "nerki mogą tego nie wytrzymać".

Nikt poza 12-latką nie ucierpiał fizycznie. W bloku prowadzono prace przy wymianie instalacji. Nadzór budowlany ocenił, że nie została naruszona konstrukcja budynku i nadaje się do zamieszkania.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje