Reklama

Reklama

Z premedytacją przejechał psa. Rodzina 21-latka wydała oświadczenie

​Prokuratura Rejonowa w Oleśnicy skierowała do sądu wniosek o trzymiesięczny areszt dla Rafała B., który z premedytacją przejechał psa samochodem. Rodzina mężczyzny wydała w jego sprawie oświadczenie.

W sieci pojawiło się oświadczenie rodziny 21-latka:

Reklama

"W związku ze zdarzeniem, jakie miało miejsce w dniu 2 czerwca 2019 roku oraz czynem, którego sprawcą jest członek rodziny - syn i brat - oświadczamy, że jesteśmy głęboko poruszeni jego zachowaniem. Jest nam niezmiernie przykro, że drastyczne obrazy i śmierć czworonoga dotknęły tak wiele osób. Chcemy jednak poinformować, że nie mamy wpływu na działania dorosłego człowieka i w żaden sposób nie utożsamiamy się z zaistniałymi, zasługującymi na potępienie, okolicznościami. W ostatnim czasie spotykamy się z agresją i personalnymi atakami, a nawet groźbami, powodującymi obawy o nasze zdrowie i życie. Prosimy o poszanowanie naszej prywatności i zrozumienie, że nie ponosimy winy za działania członka naszej rodziny. Naganność jego zachowania z pewnością spotka się z konsekwencjami" - brzmi oświadczenie wydane przez siostrę mężczyzny. Opublikowano jest na lokalnym portalu sycow.naszemiasto.pl.

Przypomnijmy, że Patryk B. całe zdarzenie nagrał telefonem, a film umieścił w sieci. Na nagraniu widać, jak kierowca białego samochodu dojeżdża do leżącego na jezdni psa. Zatrzymuje się przed nim i mówi: "Podnoś się, podnoś się". Zwierzę nie reaguje, wygląda na to, że już wcześniej zostało potrącone przez samochód.

Następnie kierowca najeżdża kołami samochodu na psa i zatrzymuje się na nim - zwierzę wciąż żyje.

"Co ci k****? Co ci? Jak chodzić nie umiesz, to masz teraz k*** na łeb" - mówi kierowca. Kilka sekund później odjeżdża. Zwierzę nie przeżyło.

Mężczyzna został zatrzymany w swoim domu w niedzielę wieczorem w Nowym Dworze niedaleko Sycowa. W poniedziałek usłyszał zarzut znęcania się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem. Został też dyscyplinarnie zwolniony z pracy.

21-latkowi grozi pięć lat więzienia i 100 tys. zł grzywny.

Mateusz Czmiel

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy