Reklama

Reklama

Bardzo oldskulowy prezydent Bronisław "Kotylion" Komorowski

Jak co roku od lat dwóch, od których włada nami prezydent Wąs-Komorowski, cały naród za prezydenckim poduszczeniem rusza robić kotyliony. Przedmiot nieco niedzisiejszy, kojarzący się cokolwiek XVIII-wiecznie. Na stronie internetowej prezydenta można znaleźć instrukcje, jak też ten kotylion wykonać. Wydawać się wręcz może, że jest to kolejny ruch prezydenta mający zbliżyć nas do polskiego etosu sprzed wojny. Tego dworkowego, ziemiańskawego, ze starym szarmem. A jakie są te inne?

1. Język. Od "hulaj dusza bez kontusza" po "ho-ho-ho". Kojarzy się nieco z językiem Zagłoby i generalnie - staroszlacheckim gawędziarstwem w stylu Paska. Które to gawędziarstawo obśmiał świetnie Gombrowicz w "Ferdydurke".

Reklama

2. Polowania. Jak wszak wiadomo, przed wojną bez polowań ani rusz. Kto chciał się liczyć w towarzystwie, musiał brać flintę, manierkę czegoś mocniejszego i do lasu. A tam dopiero "hulaj dusza bez kontusza"...

3. Prezencja. To pierwszy polski prezydent, który przypomina tych międzywojennych. Choćby z racji wąsów. No dobrze, wąsy miał i Wałęsa, ale przyznacie, że to jednak nie to samo.

4. Podkreślanie szlacheckości. Dawniej, niezależnie od tego, co o tym myślimy, niełatwo było komukolwiek spoza warstw najwyższych dochrapać się najwyższego stanowiska. W gruncie rzeczy Wałęsa był pierwszym "z chłopa królem" od Piasta Kołodzieja. No, chyba, że policzyć władców PRL-u...

5. Belweder. Głównym powodem (nieoficjalnych) przenosin Kotyliona do tradycyjnego Belwederu, kojarzącego się z Piłsudskim, Narutowiczem i Wojciechowskim, było to, że mu pod oknem krzyczeli i wyzywali od "Komoruskich". "Dziki Kraj" się nie dziwi, też by się wkurzył i poszedł w diabły. Ale wydaje się, że prezydent przyjął to zrządzenie losu z ulgą. Belweder ma jednak bardziej dworkowy klimat, niż położony przy głównej ulicy Pałac Prezydencki. A Komorowski to wszak szlachta, nie mieszczaństwo.

6. Litwa. Związki prezydenta z Litwą przypominają stosunki ludzi międzywojnia z tym krajem. Dla ówczesnych Polaków, szczególnie szlachty, której duża część się z Litwy wywodziła, niepodległa Litwa nie była do końca obcym krajem, a raczej częścią ojczyzny, która podążyła za swoją bałtyjską tożsamością. Duża część historycznej Litwy zresztą w Polsce międzywojennej była - Wileńszczyzna, tereny obecnie należące do Białorusi. Litwinami (o polskiej tradycji kulturowej) byli Piłsudski i Narutowicz (brat tego ostatniego był Litwinem lojalnym Kownu i członkiem Taryby). Również przodkowie Komorowskiego pochodzi z Litwy, i prezydent zdaje się mieć do litewskości podejście bliższe temu międzywojennemu właśnie.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy