Reklama

Reklama

​Podbiegają dziennikarze, zadają pytania... czas z tym skończyć!

Marszałek Senatu Stanisław Karczewski wyjaśniał w Radiu Zet, dlaczego dziennikarze będą mieli ograniczony dostęp do polityków w parlamencie.

"Ja nie chcę być zaskakiwany na korytarzu" - oznajmił marszałek Karczewski i myśl swoją rozwinął.

Reklama

"Wie pan, a może ja mam jakiś problem, inny zupełnie, nagle podbiega do mnie, ja już byłem w takich sytuacjach nie raz, nie dwa, podbiegają dziennikarze z kamerami, zadają pytanie na temat, o którym nic nie wiem, nawet nie wiedziałem, że się coś takiego wydarzyło..." - podał przykład.

Ponadto dochodzi do skandalicznych sytuacji, gdy dziennikarze nagabują polityka, który się nie wyspał.

"No panie redaktorze, no chciałby pan być zaskakiwany w sytuacjach, kiedy pan, no jest w złej formie, no może pan się nie wyspał i nagle pytania, albo dziesięć pytań?" - pytał Konrada Piaseckiego Karczewski.

Poza tym, wskazał marszałek Karczewski, dziennikarze przychodzą do Sejmu w japonkach i krótkich spodenkach, przez co marszałek Karczewski musi się wstydzić przed zagranicznymi delegacjami.

Marszałek Karczewski przypomniał, że do tanga trzeba dwojga.

"Panie redaktorze, no żebyśmy rozmawiali, no to musi i pan chcieć, i ja chcieć, i to tak jest" - podkreślił marszałek Karczewski.

Myli się jednak ten, kto sądzi, iż marszałek Karczewski jest krytyczny wobec dziennikarzy i bezkrytyczny wobec siebie.

"Czasami jakieś odpowiedzi [na pytania dziennikarzy] sprawiają mi kłopot. To przyznaję" - usłyszał Piasecki.

Poza tym "to nie są ograniczenia, tylko to są uporządkowania" - marszałek Karczewski sprostował błędne informacje dziennikarza.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje