Reklama

Reklama

Historycy krytykują uchwałę Bundestagu o Karcie wypędzonych

Kilkudziesięciu renomowanych historyków skrytykowało uchwałę Bundestagu o jubileuszu "Karty niemieckich wypędzonych". Niech Polacy wiedzą, że wielu Niemców nie zgadza się z uchwałą - powiedział jeden z inicjatorów oświadczenia naukowców prof. Michael Wildt.

Pod listem podpisało się 68 historyków głównie z Niemiec, ale też z: Polski, Czech, Słowacji, USA i Izraela. Ocenili oni, że podjęta w zeszły czwartek uchwała Bundestagu to "fałszywy sygnał historyczno-polityczny".

Reklama

W uchwale, przeforsowanej przez frakcje chadeków i liberałów, uznano, że "Karta niemieckich wypędzonych ze stron ojczystych" z 5 sierpnia 1950 roku była "kamieniem milowym na drodze do integracji i pojednania", bo organizacje wypędzonych, zaledwie pięć lat po wojnie, wyrzekły się w niej zemsty i odwetu oraz zobowiązały się do budowy zjednoczonej Europy. Bundestag zwrócił się również do rządu Niemiec, by rozważył ustanowienie 5 sierpnia dniem pamięci o ofiarach wypędzeń.

W liście historyków podkreślono: "Uciekinierzy i wypędzeni na całym świecie, także niemieccy wypędzeni, posiadają prawo do szacunku i pamięci. O milionach uciekinierów na świecie, których zmuszono do opuszczenia swych ojczyzn, wspomina się każdego roku 20 czerwca, będącego na mocy uchwały Zgromadzenia Ogólnego NZ, Światowym Dniem Migrantów i Uciekinierów".

"Po co dokładać do tego ogólnoniemiecki dzień pamięci o ofiarach wypędzeń?" - pytają historycy. I dodają: "Karta niemieckich wypędzonych ze stron ojczystych" z 5 sierpnia 1950 roku jest dla takiego ewentualnego upamiętnienia najgorszą z legitymacji".

"W Karcie nie ma bowiem ani słowa o przyczynach wojny, narodowosocjalistycznych masowych zbrodniach, mordach na Żydach, Polakach, Sinti i Romach, radzieckich jeńcach wojennych i innych prześladowanych grupach, ani słowa o Generalnym Planie Wschodnim (Generalplan Ost), który przewidywał wypędzenie i wyniszczenie milionów 'słowiańskich podludzi' po ostatecznym zwycięstwie" - czytamy w oświadczeniu.

Zamiast tego - komentują historycy - niemieccy wypędzeni zaliczyli się sami do "najbardziej doświadczonych cierpieniem tych czasów".

"Słowo 'pojednanie' nie pojawia się w Karcie niemieckich wypędzonych z ojczyzny. Zamiast tego, w sposób całkowicie niedopuszczalny, 'rezygnują' oni w tym dokumencie z zemsty i odwetu, tak jak gdyby można mieć do zemsty prawo. A za proklamowanym prawem do ojczyzny stało w 1950 roku nadal żądanie terytorialnej rewizji powojennych granic" - piszą naukowcy.

W ich ocenie dla Polaków, Czechów, Słowaków, byłych obywateli ZSRR, ocalałych z Holokaustu oraz członków innych narodów, którzy zostali napadnięci, byli wypędzani, mordowani, Karta nie stanowi dokumentu pojednania. "Podnoszenie jej do rangi legitymacji nowego narodowego dnia pamięci sprzeciwia się wysiłkom wszystkich ludzi, którzy w Niemczech i zagranicą zabiegają o godną europejską pamięć wypędzeń" - czytamy w oświadczeniu historyków.

Wśród naukowców, którzy podpisali się pod dokumentem są polscy profesorowie m.in.: Włodzimierz Borodziej, Jerzy Tomaszewski, Jerzy Kochanowski, Jerzy Holzer, Marek Zybura, a także dwaj polscy historycy, którzy zasiadają w radzie naukowej niemieckiej Fundacji "Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie": profesorowie Krzysztof Ruchniewicz i Piotr Madajczyk.

Oświadczenie zostało podpisane także przez wielu wybitnych historyków z Niemiec m.in.: Eckarta Conzego, Wolfganga Benza, Klausa J. Badego czy Heinricha Augusta Winklera.

List to sygnał, "że jest sporo historyków, zarówno w Niemczech, ale i innych krajach, którzy uważają, iż Karta niemieckich wypędzonych byłaby bardzo złą podstawą dla porozumienia z Polską, na którym zależy sygnatariuszom listu" - powiedział profesor Wildt z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie, który wspólnie z wrocławskim historykiem Krzysztofem Ruchniewiczem doprowadził do powstania wspólnego oświadczenia.

Zdaniem niemieckiego naukowca na szczególną krytykę zasługuje to, że niemieckie partie rządzące przeforsowały swoje stanowisko jako całego Bundestagu.

- Mam nadzieję, że rząd Niemiec, przede wszystkim minister spraw zagranicznych, uczyni teraz wszystko, by ograniczyć szkody, jakie wyrządziła ta uchwała - oświadczył Wildt. - Życzyłbym sobie, aby polska opinia publiczna dostrzegła, iż wielu Niemców, w tym historyków, ma całkowicie odmienne zdanie i je głośno wyraża - dodał.

Dowiedz się więcej na temat: oświadczenia | Nie | historycy | Niemcy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy