Proces Demjaniuka - rola strażników w obozach

W trwającym w Monachium procesie Johna Demjaniuka, oskarżonego o udział w zagładzie Żydów, historyk z monachijskiego Instytutu Historii Współczesnej Dieter Pohl mówił o roli strażników, często byłych jeńców wojennych z krajów ZSRR, w hitlerowskich obozach zagłady.

Urodzony na Ukrainie Demjaniuk oskarżony jest o pomoc w zamordowaniu 27 900 Żydów w obozie w Sobiborze w 1943 roku.

Reklama

Na początku wojny Demjaniuk służył w Armii Czerwonej i w 1942 r. trafił do niemieckiej niewoli. Według prokuratury został wysłany do obozu szkoleniowego SS w Trawnikach, z którego wywodzili się strażnicy stanowiący późniejszą obsługę obozów koncentracyjnych i obozów zagłady. Jako wachman Demjaniuk miał pędzić ludzi do komór gazowych. On sam odrzuca zarzuty, twierdząc, że nigdy nie służył jako strażnik w obozie.

Dieter Pohl mówił podczas środowej rozprawy, że byli radzieccy jeńcy wojenni byli szkoleni przez hitlerowców i stanowili stały element machiny zagłady. Jak przypomniał, udział strażników w mordowaniu Żydów rozpoczął się od operacji likwidacji gett w Polsce na początku 1942 r. Następnie strażnicy służyli w obozach. W Sobiborze stacjonowało 100-140 strażników wyszkolonych w ośrodku SS w Trawnikach - mówił monachijski historyk.

Według świadków, strażnicy "byli aktywni we wszystkich częściach obozu, w tym w komorach gazowych" - relacjonował Pohl. Między innymi pomagali w rozładunku pociągów z transportami ludzi przywożonych do obozów i zamykali kolumny tych, których kierowano do komór gazowych.

Chociaż o stosowaniu przemocy przez strażników mówi wiele przekazów, to w niewielu przypadkach można powiązać czyny z konkretnymi jednostkami - mówił Pohl. Dodał, że dokumentacja roli strażników w Sobiborze jest fragmentaryczna.

Gdy ochotnicy na strażników zgłaszali się na służbę, musieli zadeklarować, iż nie mieli żydowskich przodków, nie byli członkami organizacji komunistycznych; zobowiązywali się też do służby przez okres trwania wojny - wskazał Pohl. Niemcy uważali ich za personel niepewny, słabo wykształcony i źle mówiący po niemiecku. Wśród strażników szkolonych w eskortowaniu więźniów byli m.in. Ukraińcy, byli więźniowie z krajów nadbałtyckich, obywatele ZSRR niemieckiego pochodzenia - mówił monachijski historyk.

Jak pisze agencja Associated Press, w procesie Demjaniuka nie ma żyjących świadków jego domniemanej działalności w Sobiborze. Prokuratura uważa, że jeśli był strażnikiem w obozie, to uczestniczył w masowym mordowaniu ludzi.

Obrońcy Demjaniuka kwestionują autentyczność głównego dowodu przeciwko Demjaniukowi - potwierdzenia służby w SS z numerem 1393. Według odręcznej notatki na dokumencie, w marcu 1943 roku jego posiadacz został odkomenderowany do Sobiboru.

Agencja Associated Press zauważa, że proces Demjaniuka jest pierwszą próbą skazania osoby tak niskiej rangi bez dowodu na konkretny popełniony czyn.

Ze względu na zły stan zdrowia i podeszły wiek Demjaniuk może brać udział w rozprawach nie dłużej niż przez dwie 90-minutowe sesje dziennie. Monachijski sąd zaplanował 35 dni procesowych do maja 2010 roku. Jeśli Demjaniuk zostanie uznany za winnego, grozi mu kara 15 lat więzienia.

Dowiedz się więcej na temat: ZSRR | strażnicy | historyk | Sobibor | John Demjaniuk | Niemcy

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje