Reklama

Reklama

Walim: Sen o podziemnym mieście

Medialne doniesienia ekipa „Odkrywcy” poddaje naukowej weryfikacji.

Ukryte pod ziemią miasto, zbudowane rękami tysięcy więźniów. Wydrążone w skale, wydarte górom i ziemi, ukryte przed ludzkim wzrokiem. Wielkie sale nie widziały światła przez dziesiątki lat, nikt nie chodzi już szerokimi chodnikami, nie budzi maszyn ze snu... Cóż może działać na wyobraźnię bardziej? Tylko czy ono istnieje, czy nie jest jedynie wytworem wyobraźni, marzeniem poszukiwacza?

Reklama

W ciepły poranek 29 października wyruszyliśmy, aby sprawdzić czy istnieje tunel, rzekomo prowadzący do tajemniczego podziemnego kompleksu. Do przeprowadzenia badań zaprosili nas Wójt Gminy Walim Adam Hausman i dyrektor  Centrum Kultury i Turystyki w Walimiu, Paweł Brzozowski. Okolice Walimia przeżywają obecnie ponowne wielkie zainteresowanie eksploratorów i pasjonatów historii.

Cała ta gorączka zaczęła się 18 sierpnia 2015 r., kiedy media obiegła informacja, że dwóch mężczyzn (wówczas jeszcze anonimowych) przez pełnomocnika prawnego zgłosiło w Starostwie Powiatowym w Wałbrzychu odnalezienie drugowojennego pociągu pancernego. Miały się w nim znajdować cenne materiały przemysłowe, przedmioty wartościowe, szlachetne kruszce oraz działa samobieżne. Zanim potwierdzono, że pociąg znajduje się na 65 kilometrze linii kolejowej nr 274 Wrocław-Wałbrzych w prasie, spekulowano odnośnie kilku miejsc. Jednym z nich był Walim.

Medialna gorączka

Ku naszemu zdziwieniu informacja o "znalezisku" obiegła dosłownie cały świat. Pojawił się termin "złoty pociąg", wymieniany we wszystkich najważniejszych światowych serwisach informacyjnych. A przecież temat jest znany niemal każdemu pasjonatowi historii od blisko 50 lat. Niezbitym dowodem na istnienie pociągu miała być grafika sporządzona na podstawie odczytu urządzenia KS-700, którym posługiwali się Piotr Koper i Andreas Richter. Staraliśmy się zidentyfikować parametry i możliwości techniczne tej aparatury ("Odkrywca" nr 10/2015 tekst dr Wiesława Nawrockiego).

Mimo zaangażowania wielu instytucji naukowych z kraju i zagranicy nie udało się ustalić wiarygodności odczytów i zasad działania tego urządzenia. Wciąż więc mamy do czynienia z efektem działania oprogramowania graficznego, który przedstawia falogram w efektownej formie przestrzennej, do złudzenia przypominającej zarysy pociągu pancernego.

I wciąż nic nie wiemy o urządzeniu pozwalającym precyzyjnie odwzorować obraz z głębokości aż ośmiu metrów. Co więcej, nie udało nam się również ustalić, czy przy pomocy tej aparatury kiedykolwiek odkryto podziemny obiekt, do którego udało się dostać, bądź potwierdzić jego istnienie poprzez odwiert lub inną metodę.

Kolejną rewelacją, która trafiła do agencji informacyjnych były nowe zgłoszenia obiektów podziemnych, być może na miarę "złotego pociągu". Osoba, która była powodem nowego szumu medialnego, jest prezes stowarzyszania Riese, dzierżawca podziemnego obiektu Włodarz - Krzysztof Szpakowski. Okazuje się że prowadził bezinwazyjne badania razem ze słynnymi już znalazcami "złotego pociągu" i ich tajemniczym urządzeniem KS-700.

Mimo moich usilnych starań nie otrzymałem żadnych informacji z Urzędu Miejskiego w Wałbrzychu, dotyczących dotychczasowych zgłoszeń. Tak samo sprawę potraktowało wałbrzyskie starostwo powiatowe. Czy urzędnicy celowo nabrali wody w usta? W oparciu o doskonale poinformowaną "Gazetę Wrocławską" postaram się przedstawić chronologicznie przebieg wydarzeń związanych z tą sprawą.

8 września 2015 w "Gazecie Wrocławskiej" pojawiła się informacja, że w Walimiu, w okolicach byłego dworca, odkryto tunel. Starosta potwierdził odkrycie. Autor tekstu sugeruje, że odkrywcami są te same osoby, które zgłosiły odnalezienie tak zwanego "złotego pociągu". Na niemieckiej mapie z 1926 roku zaznaczone jest torowisko prowadzące w kierunku wzgórza. W tym właśnie wzgórzu anonimowi informatorzy umiejscawiają dwukilometrowy tunel prowadzący do znacznie większego kompleksu. Pojawiło się również zdjęcie, które zrobiło furorę w internecie. Opublikowali je Andreas Richter i Piotr Koper, domniemani znalazcy "złotego pociągu". Tłumaczyli, że nie jest to złoty pociąg a zdjęcie szybu z innych badań, ale skala znaleziska może dorównywać "złotemu pociągowi". Wszystko wskazywało na to, że chodzi właśnie o Walim.

Portal dziennik.wałbrzych.pl 11 września 2015 zamieszcza informację o tym, że Krzysztof Szpakowski, przedsiębiorca dzierżawiący kompleks Włodarz, 10 września za pośrednictwem kancelarii prawnej z Wałbrzycha, dokonał zgłoszenia trzech obiektów znajdujących się w Walimiu, a konkretnie w masywie góry Włodarz.  Zgłoszono dwa tunele biegnące do dużego nieodkrytego jeszcze kompleksu, nazwanego przez pana Szpakowskiego "blokiem A". W dniu 11 września 2015 ów odkrywca zwołał konferencję prasową, na której zaprezentował mapy terenu i grafiki z georadaru. Znalazca podkreślił, że te wyniki są efektem kilku dekad jego pracy badawczej. Całość badań opiera się na dokumentach i relacjach świadków, z których najważniejszy jest Jan Latański, ostatni żyjący człowiek, który brał udział w pracach przy kompleksie Riese. Jedną z metod badawczych są badania radiestezyjne. Całość kompleksu ma mieć 200 km2, do dziś udało się odkryć jedynie 10%...

Krzysztof Szpakowski nie wypowiedział się na temat zawartości podziemi. Grafiki georadarowe przedstawiają pustkę z butelkowatym kształtem pośrodku o wysokości 2 m. Nie wykluczył że obiekty mogą być zaminowane.

Po zgłoszeniach pan Szpakowski przekonał wicestarostę powiatu Wałbrzyskiego, Krzysztofa Kwiatkowskiego, do autentyczności swoich badań podczas prezentacji pracy georadaru.

- Do sprawy odkrycia w Walimiu podchodziłem sceptycznie. Dopiero kiedy znalazca przy mnie zastosował georadar nad podziemnymi obiektami, które są dostępne na terenie Walimia dla turystów, a następnie w miejscach dokonania odkryć, uwierzyłem że nieznane dotychczas podziemne obiekty istnieją - wyjaśnia Krzysztof Kwiatkowski, wicestarosta powiatu wałbrzyskiego.

Następnie wicestarosta powiadomił generalnego konserwatora zabytków, ministerstwo kultury, ministerstwo skarbu, premier Ewę Kopacz i Wójta Walimia.

Znalazca zastrzegł sobie prawo do znaleźnego bądź nagrody. Zgłoszone podziemia mają znajdować się na głębokości od 20 do 70 metrów. Padła deklaracja kolejnych badań bezinwazyjnych oraz to, że odkryte obiekty mają mieć w przyszłości charakter turystyczny. 14 września odbyło się pierwsze posiedzenie sztabu kryzysowego powołanego przez starostę powiatu wałbrzyskiego, który to miał zająć się zgłoszeniami.

W przypadku tego zgłoszenia, w przeciwieństwie do "złotego pociągu",  zdecydowano się na dotarcie do kompleksu własnymi środkami. W operację, oprócz Starostwa Powiatowego, zaangażowano Wójta Gminy Walim, Adama Hausmana oraz Krzysztofa Szpakowskiego.

Warto wspomnieć, że konferencja przyciągnęła przedstawicieli niemal wszystkich mediów polskich, od lokalnych po główne stacje, a także sporo redakcji zagranicznych.

24 września 2015 r. "Gazeta Wrocławska" opublikowała artykuł o badaniach w Walimiu, które zakończyły się dzień wcześniej. Badania trwały tydzień i potwierdziły istnienie tuneli. Prowadzone je prawdopodobnie przy pomocy urządzenia KS-700. Na grafice widnieje logo firmy XYZ należącej do panów Kopra i Richtera. Widoczne są na niej puste przestrzenie na głębokości 20 metrów. Wytypowano miejsca odwiertów, w których będzie można użyć kamer inspekcyjnych, aby potwierdzić ponad wszelką wątpliwość istnienia podziemi.


Co stwierdzona po odwiertach?

W sobotę 10 października 2015 r. na zlecenie starostwa powiatowego w Wałbrzychu wykonano siedem odwiertów w miejscach wytypowanych na podstawie badań urządzeniem KS-700. "Gazeta Wrocławska" jak i władze starostwa zapowiadały, że prace miały być jedynie formalnością. Wicestarosta Wałbrzyski Krzysztof Kwiatkowski mówił o pięciu pewnych ponad wszelką wątpliwość miejscach, gdzie istnieją podziemne struktury. Jednak w żadnym z odwiertów nie udało się wykorzystać kamery inspekcyjnej. Fakt ten nie zniechęcił jednak sztabu kryzysowego (odpowiedzialnego za prowadzone prace).

Uczestnicy prac uznali, że trzy odwierty potwierdziły znalezisko, cztery kolejne jedynie częściowo. Padły słowa, że działano pod presją czasu, że lasy państwowe nie zgodziły się na prowadzenie prac na ich terenie. Na konferencji prasowej, która odbyła się 16 października przed wejściem do obiektu turystycznego Włodarz nie podano żadnych dowodów na istnienie tuneli bądź podziemnego bloku A. Interesujący jest fakt, że na konferencji nie było reprezentanta gminy. Czyżby pojawił się spór o to, kto ma zarządzać nowymi obiektami?

W tym samym czasie gmina Walim wystąpiła do konserwatora zabytków o zgodę na przeprowadzenie badań przy pomocy georadaru. Walimskie Centrum Kultury i Turystyki zawarło umowę z geologiem pracującym na co dzień dla kopalni granitu w Strzegomiu. Wobec niepowodzenia poprzednich prac władze powiatowe oznajmiły, że kolejne badania prowadzone będą przez specjalistów zatrudnionych przez gminę Walim.

22 października 2015 specjalista z Wrocławia przeprowadził badania, które miały potwierdzić, czy w okolicach byłego walimskiego dworca i lokomotywowni jest tunel kolejowy. Prace badawcze prowadzone były powyżej budynków na obszarze około 1000 m2. Na mapie z 1926 roku widać torowisko biegnące w stronę zbocza.

Późniejsze mapy nie przestawiają tego obiektu. Zamaskowany przez Niemców pod koniec wojny tunel kolejowy pojawia się w relacjach kilku autochtonów. Badania georadarowe nie wykazały istnienia tego rodzaju struktur. W dwóch miejscach zlokalizowano anomalia metodą magnetometryczną. Ustalono jednak, że nie chodzi o tunel, lecz o starą drogę, która jest na mapach z 1860 roku.

Badamy trzema metodami

29 października 2015 rozpoczęliśmy naszą weryfikacje. Obok analizy znajdujących się w naszej dyspozycji materiałów źródłowych, między innymi zdjęcia lotniczego Luftwaffe z 1945 roku, głównym elementem badań było bezinwazyjne prześwietlanie gruntu. Zdecydowaliśmy się na użycie trzech metod: naszego georadaru typu Zond obsługiwanego przez dr inż. Wiesława Nawrockiego z Zakładu Badań Nieniszczących KPG Kraków, magnetometru protonowego i urządzenia do tomografii elektrooporowej, użyczonego przez Politechnikę Krakowską, obsługiwanego przez specjalistkę w tej dziedzinie, dr inż. Bernadettę Pasierb.

Do weryfikacji wybraliśmy teren wymieniony w pierwszej części zgłoszeń, z rzekomym tunelem, który miał prowadzić do tak zwanego "bloku A". Zdecydowaliśmy się na ten obszar ze względu na relatywnie niewielką głębokość, na której umiejscawiany był domniemany tunel - około 10-15 metrów. Zgodnie z opinią dr Nawrockiego, wiarygodne wyniki badań georadarowych można uzyskać dla tego typu podziemi, czyli takich, których szerokość nie przekraczaj 2 metrów. Odczyty nie są wiarygodne poniżej 10 metrów. Okazało się jednak, że warunki geologiczne w tym rejonie są wyjątkowo niekorzystne dla metody georadarowej. 

Po analizie danych zebranych 29 i 30 października nasz specjalista dr inż Wiesław Nawrocki sporządził krótkie podsumowanie. Skorelowanie różnych metod badawczych pozwala nam stwierdzić  z dozą prawdopodobieństwa graniczącą z pewnością, że tunel mający wieść do "bloku A" nie istnieje. Mit podziemnego miasta rozpalający wyobraźnię niejednego pasjonata nie znajduje potwierdzenia w wynikach badań przeprowadzonych przez wysokiej klasy specjalistów. Jednak nie oznacza to, że okolice Walimia nie kryją podziemnych tajemnic.

Podczas naszych badań, już poza rejonem zgłoszonym do starostwa odnaleźliśmy interesującą anomalię, sugerującą istnienie nieznanej podziemnej pustki. Choć nie ma ona związku z "podziemną metropolią" to z pewnością powinna stać się obiektem kolejnych badań.  

Grzegorz Góra

redaktor "Odkrywcy", członek Grupy Eksploracyjnej GEMO

Metoda Tomografii Elektrooporowej Electrical Resistivity Tomography (ERT)

Metoda tomografii elektrooporowej należy do grupy metod geofizycznych, które pozwalają na bezinwazyjne badanie podłoża w szerokim zakresie: od rozpoznania geologiczno-inżynierskiego, poprzez monitoring środowiska, aż po detekcję obiektów antropogenicznych. Metody geofizyczne wykorzystują prawa i zasady fizyki, a podstawą ich zastosowania jest zróżnicowanie własności fizycznych ośrodka (np. przewodnictwa elektrycznego, oporności elektrycznej, podatności lub przenikalności magnetycznej, namagnesowania skał, gęstości utworów itp.) i zależności między nimi, a budową ośrodka. Najbardziej uniwersalne, ze względu na dokładność odwzorowania ośrodka, możliwość stosowania w najróżniejszych warunkach terenowych, interpretację w geometrii 2D i 3D oraz koszty prowadzonych prac są metody: georadarowa i tomografii elektrooporowej. 

Podstawą metody tomografii elektrooporowej jest badanie zmian pola elektrycznego, powstałego w podłożu przez układ elektrod zasilanych prądem. Prąd elektryczny wprowadzany przez elektrody do ziemi w różnym stopniu przewodzony jest przez skały i przedmioty znajdujące się w podłożu; w zależności od składu mineralnego, budowy, wilgotności, stopnia spękania.
Z tego względu, w oparciu o wartości wyznaczonej oporności elektrycznej można określić rodzaj  i sposób budowy podłoża, miejsce występowania pustek lub obiektów antropogenicznych oraz ich wzajemne ułożenie. Metodą tomografii elektrooporowej wykonuje się serię ciągłych pomiarów,  w trakcie których w sposób automatyczny dla zadanego typu układu, złożonego najczęściej  z 4 elektrod, wybierane są elektrody, spośród wszystkich podłączonych do kabla (może ich być nawet 200) rozciągniętego wzdłuż profilu. Pomiary wykonywane są kolejno układami o coraz większych rozstawach wybranych elektrod, aż do wyczerpania wszystkich zaprogramowanych kombinacji, co powoduje wzrost zasięgu głębokościowego badań. Średnia głębokość penetracji pomiaru wynosi około 1/5 odległości między skrajnymi elektrodami, czyli długości profilu. 

Badania metodą tomografii elektrooporowej umożliwiają określenie zróżnicowania oporności ośrodka w kierunku pionowym i poziomym na powierzchni przekroju wzdłuż profilu pomiarowego. Odpowiednio zaprojektowana metodyka pomiarowa umożliwia wykonanie interpretacji metodą inwersji 2D (rys. 1), a w celu uzyskania przestrzennego obrazu badanego ośrodka w inwersji 3D (rys. 2). Inwersja wykonywana jest iteracyjnie z założeniem minimalizacji błędu dopasowania parametrów założonego modelu badanego ośrodka, z parametrami pomiarowymi. Wynikiem przetwarzania i interpretacji jest uzyskanie najbardziej prawdopodobnego obrazu rozkładu oporności ośrodka. Do badań metodą tomografii elektrooporowej w Walimiu wykorzystano aparaturę ARES firmy GF Instruments (fot. 3). W celu weryfikacji prowadzonych wcześniej pomiarów zastosowano układ Schlumbergera, z odległością między elektrodami wynoszącą 1.5 metra i 2 metry. Poprowadzono trzy profile o długości 165 m, 82.5 m, oraz 110 m. Przetwarzanie  i analizę danych przeprowadzono za pomocą programu Res2DINV firmy Geotomo Software.

Autor: dr inż. Bernadetta Pasierb Politechnika Krakowska

Badanie georadarem

Na podstawie przeprowadzonych badań geofizycznych można stwierdzić, że podłoże gruntowe w miejscach wykonanych pomiarów wykazuje bardzo silne tłumienie fal elektromagnetycznych wykorzystywanych w georadarach (dotyczy to również aparatury KS700). Praktyczny zasięg tego typu aparatur w tych warunkach nie przekracza 5 m. Z tego powodu na podstawie samych badań georadarowych nie można potwierdzić lub zaprzeczyć istnieniu podziemnych  obiektów na dużych głębokościach.

Dokładnie w tych samych miejscach, gdzie zlokalizowano podziemne obiekty z zastosowaniem aparatury KS700 i zaznaczonych na zał. 2 wykryto  (z zastosowaniem georadaru ZOND) wyraźne niejednorodności podłoża, ale występujące płytko pod powierzchnią terenu. Należy więc podejrzewać, że wykryte podziemia są efektem błędów aparaturowych powielających i "przenoszących" przypowierzchniowe zmiany w gruncie na większe głębokości, przyczyniając się do błędów interpretacyjnych.

Autor: dr inż. Wiesław Nawrocki







Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje