Reklama

Reklama

Władze RFN bały się procesu Eichmanna

Schwytanie nazistowskiego zbrodniarza Adolfa Eichmanna w 1960 r. przez izraelski wywiad wywołało panikę w ówczesnym rządzie RFN pod kierunkiem kanclerza Konrada Adenauera - informuje w najnowszym wydaniu niemiecki tygodnik "Der Spiegel".

Tygodnik powołuje się na nieznane dotychczas dokumenty niemieckiego rządu, wywiadu BND oraz amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej CIA. Według "Spiegla" Amerykanie oceniali, że rząd Adenauera był "na skraju histerii", gdy nadeszła informacja, iż Eichmann jest w izraelskich rękach i stanie przed sądem. Obawiano się, że zeznania zbrodniarza obciążą osoby sprawujące wysokie stanowiska w młodej RFN, a także negatywnie wpłyną na wizerunek tego kraju za granicą.

Reklama

Postępowanie przeciwko Eichmannowi "niesie ze sobą tak wiele niebezpieczeństw związanych z wystąpieniem niepożądanych konsekwencji w kraju i za granicą, że nie da się przewidzieć, jakie trudności mogą nas czekać" - zanotował wówczas wysoki urzędnik urzędu prezydialnego RFN. Z kolei sekretarz stanu w MSZ pisał zaniepokojony, że "jest bardzo możliwe, iż dojdzie do ujawnienia materiałów, które obciążą urzędników federacji i krajów związkowych". Jak się później okazało, obawy niemieckich władz się nie potwierdziły.

"Spiegel" przypomina, że do dziś krążą pogłoski, iż Adenauer chciał chronić wysokich niemieckich urzędników, którzy byli uwikłani w reżim nazistowski. "Gdy oficer SS (Eichmann) wpadł w końcu w ręce Mosadu, rząd federalny Niemiec i BND chciały chronić przede wszystkim jednego człowieka: Hansa Globke, zagadkowego szefa Urzędu Kanclerskiego i najbliższego doradcę Adenauera. Wprawdzie w czasach nazistowskich jako urzędnik ministerstwa spraw wewnętrznych Rzeszy pomagał on prześladowanym i osłabił dobrych kilka antyżydowskich posunięć, ale był też odpowiedzialny za komentarz na temat norymberskich ustaw rasowych i współtworzył takie przepisy, jak to rozporządzenie, które zmuszało Żydów o nieżydowskich nazwiskach, by przybrali dodatkowe imiona Israel albo Sara" - pisze "Spiegel".

Tygodnik dodaje, że Globke był najbardziej kontrowersyjnym sekretarzem stanu w historii RFN. "Krytycy Adenauera uznali jego osobę za dowód na to, że RFN rządzili ludzie o wstecznych poglądach. Nic dziwnego, że Adenauer wszelkimi środkami chciał trzymać Globkego z dala od procesu Eichmanna" - ocenia tygodnik.

SS-obersturmbannfuehrer Eichmann jako szef wydziału żydowskiego w Głównym Urzędzie Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA) odpowiadał za realizację "ostatecznego rozwiązania" - gromadzenie Żydów i ich wysyłkę do niemieckich obozów zagłady w okupowanej Polsce.

Choć w 1945 roku Eichmann przebywał w amerykańskich obozach jenieckich, nie odkryto jego prawdziwej tożsamości. W 1950 roku uciekł z Niemiec do Argentyny dzięki pomocy siatki dawnych nazistów.

Pod nazwiskiem Klement pozostawał na wolności do maja 1960 roku, gdy agenci izraelskiego Mosadu porwali go spod domu w Buenos Aires.

W przebraniu pracownika linii lotniczych El-Al i pod wpływem narkotyków przewieziono Eichmanna specjalnym samolotem do Izraela, gdzie stanął przed sądem za zbrodnie dokonane na narodzie żydowskim podczas II wojny światowej. Został skazany na karę śmierci. Stracono go w Tel Awiwie w 1962 roku.

Na początku roku niemiecka prasa ujawniła, że wywiad RFN znał miejsce pobytu Eichmanna już osiem lat przed jego schwytaniem w 1960 r., lecz zataił tę informację.

Dowiedz się więcej na temat: wywiady | Der Spiegel

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne