Reklama

Reklama

W takiej wojnie nie ma zwycięzców

6 sierpnia 1945 roku, godzina 8.15, Hiroszima. Na tle nieba pojedynczy samolot zrzuca bombę. Rozpoczyna się pierwszy w historii atak zbrojny z użyciem broni atomowej. Nad centrum miasta uformował się gigantyczny słup dymu, przybierający kształt grzyba. Jego wysokość sięgała kilkunastu kilometrów. 43 sekundy później miasto wraz z mieszkańcami wyparowuje. Znika z powierzchni ziemi. Hiroszima nie istnieje.

Tak zaczyna się nowa era w dziejach świata. Czas atomu. Ludzkość dostaje do rąk broń, która jest w stanie unicestwić planetę. Rozpoczyna się wyścig zbrojeń światowych mocarstw. Naukowcy rozgryzają tajemnice natury, posłuszni wojskowi skrupulatnie planują możliwe manewry, a politycy borykają się z podjęciem decyzji, których konsekwencje mogą się okazać nie do przyjęcia. Żaden z nich nie chciał rozpocząć wojny nuklearnej, ale wszyscy byli paranoikami co do tego, co może zrobić druga strona.

W tej opowieści występują liczne czarne charaktery - i to po obu stronach żelaznej kurtyny. To mroczny czas paranoicznego strachu przed nuklearną katastrofą.
Dysponujemy bronią zbyt potężną, by można jej było użyć. Zniszczyłaby naszą cywilizację w kilka sekund. Wystarczy błędna ocena sytuacji, zamach terrorystyczny lub... czysty przypadek.

Temat wymaga nowej analizy, a książka Armagedon i Paranoja Braithwaite'a jest cennym punktem wyjścia...

Reklama

Wraz z Wydawnictwem Znak Horyzont przygotowaliśmy dla państwa trzy egzemplarze książki "Armagedon i paranoja. Zimna wojna - nuklearna konfrontacja". Aby zdobyć jeden z nich wystarczy odpowiedzieć na pytanie konkursowe. Wcześniej polecamy fragment książki.

FRAGMENT:

"Rozdział I

DESTRUKCJA JAPONII

Demonizowanie wroga

W czasie wojny pierwsze, co trzeba zrobić, to zjednoczyć społeczeństwo w walce przeciwko wspólnemu wrogowi. Służy do tego propaganda, która podsyca strach, podsuwając obrazy okrucieństwa grożącego ze strony nieprzyjaciela: gwałconych żon i matek, opluwanych dzieci, torturowanych mężczyzn, straconych więźniów, spalonych świątyń. Rodzą-cy się gniew rozpalają różnice rasowe, religijne oraz polityczna ideologia.

Dla Amerykanów druga wojna światowa od samego początku była aktem zemsty. Amerykanie i Brytyjczycy odnosili się do nowego wroga z pogardą: japońscy piloci mieli być krótkowzroczni, ich samoloty i okręty liche, żołnierze pozbawieni inicjatywy, generałowie niezdolni do zaplanowania złożonej operacji bojowej. "Zapewniam was - powiedział pewien brytyjski generał w przeddzień japońskiego ataku - że nie mamy się czego obawiać z ich strony".

Kilka dni później rozpoczęła się długa seria porażek aliantów w starciu z Japończykami. Ci zaś traktowali ludność cywilną i jeńców wojennych z wielką brutalnością. Jak stwierdził generał George Marshall, szef Sztabu Armii Stanów Zjednoczonych, "dowodziła ona tylko powierzchownego wydobycia się z dzikości dokonanego przez Japończyków [...] przyszłość japońskiej rasy całkowicie i nieodwołalnie zależy od ich własnej zdolności do pokonania swoich pierwotnych barbarzyńskich instynktów". Australijski generał Thomas Blamey powiedział do swoich żołnierzy: "Wasz wróg jest skrzyżowaniem człowieka i małpy. Wiedzcie, że musimy zlikwidować te kanalie po to, abyśmy mogli, my i nasze rodziny, żyć dalej. Musimy tak postąpić, aby nasza cywilizacja mogła przetrwać".

Amerykańskie komiksy ukazywały smukłych, długonogich młodych amerykańskich żołnierzy ratujących amerykańskie dziewczyny z rąk skarlałych, krótkowzrocznych, mających wystające zęby, ledwie podobnych do ludzi japońskich porywaczy. W maju 1944 roku magazyn "Life" opublikował zdjęcie tygodnia: Natalie Nickerson pisze do swojego chłopaka, kapitana marynarki walczącego na Pacyfiku, dziękując mu za wojenny podarunek. Obok niej na stole spoczywa czaszka japońskiego żołnierza.

W listopadzie 1944 roku Amerykańskie Biuro Badania Opinii Publicznej przeprowadziło ogólnokrajowy sondaż, w którym jedno z pytań brzmiało: "Co według ciebie powinniśmy zrobić z Japonią jako krajem po wojnie?". Trzynaście procent ankietowanych wybrało odpowiedź: "Zabić wszystkich Japończyków".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje