30 lat temu powstał wojskowy obóz internowanych

Działacze opozycji z lat 80. i historycy spotkali się w poniedziałek z okazji 30 rocznicy powstania wojskowego obozu internowanych w Chełmnie (woj. kujawsko-pomorskie). Przez kilka zimowych miesięcy przetrzymywano tu ponad 300 osób.

Na przełomie 1982 r. i 1983 r. powołano 304 żołnierzy rezerwy na ćwiczenia wojskowe do Chełmna. Powołani na ćwiczenia rezerwiści byli w większości działaczami opozycji antykomunistycznej i członkami NSZZ "Solidarność", którzy nie zostali internowani w stanie wojennym.

Reklama

Powołani na ćwiczenia spędzili okres od listopada 1982 do marca 1983 roku na poligonie 9. Pomorskiego Pułku Pontonowego w Chełmnie. Spali w namiotach, na terenie prowizorycznego obozowiska urządzonego między wałami przeciwpowodziowymi i brzegiem Wisły.

Jak wspominają zmobilizowani, poddawano ich wojskowej musztrze, zlecano im też różnego rodzaju - najczęściej nieprzydatne - zadania, jak np. kopanie rowów lub noszenie skrzyń amunicyjnych wypełnionych cegłami. Broni nigdy im nie wydano, natomiast obóz był obstawiony uzbrojonymi wartownikami - żołnierzami służby czynnej.

Według prokuratorów gdańskiego oddziału IPN, władze komunistyczne wykorzystały wbrew przepisom prawa procedury wojskowe, by zmobilizowanych prześladować z przyczyn politycznych. Z dotychczasowych ustaleń wynika, że warunki panujące na ćwiczeniach były surowsze od tych, w jakich trzymano w tym czasie internowanych opozycjonistów.

Jednocześnie już sam dobór i stan osób skierowanych do Chełmna wskazywał, że szkolenie wojskowe jest tylko pretekstem do ich przetrzymywania. Wśród powołanych znalazła się osoba na wózku inwalidzkim, inna nosiła gipsowy gorset ortopedyczny, był "poborowy", który nie miał książeczki wojskowej.

- Nie mieliśmy żadnego szkolenia wojskowego, jedynie zajęcia polityczne. Na poligonie doznałem zawału serca, ale nie udzielono mi pomocy medycznej, a następnie skierowano do wojskowego aresztu z uzasdanieniem "źle wpływam na morale wojska" - relacjonował Józef Pintera, szef Stowarzyszenia Osób Internowanych "Chełminiacy 1982".

Wszystkim skoszarowanym wydano stare sorty mundurowe, bez dystynkcji, mimo że byli wśród nich oficerowie rezerwy. Dostęp do ciepłej wody zmobilizowani mieli tylko raz w tygodniu, a widzenia z bliskimi ograniczano do 15 minut.

- Perspektywa 30 lat swoje robi, ale nie można zapominać o pewnych formach niegodziwości i represji względem tzw. opozycji w tamtym ustroju. Dziś widzimy to w całkiem innym świetle i można powiedzieć, że to wszystko opłacało się, warto było - ocenił Jerzy Olszewski, jeden ze skoszarowanych w chełmińskim obozie.

Organizacja i funkcjonowanie wojskowych obozów internowania przez długie lata znane było głównie ze wspomnień osób, które do nich trafiły. Obecnie wiadomo, że stworzono w kraju dziesięć tego typu miejsc i skierowano do nich około dwóch tysięcy osób.

Oficjalne dokumenty wojskowe związane z tą sprawą były niszczone już w latach 80., a zachowane w archiwach trafiły do historyków po likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych.

- Do niedawna dysponowaliśmy głównie wiedzą, którą dysponowały osoby tam internowane. Dopiero od przełomu lat 2005/06 pierwsze dokumenty zaczynały być odtajniane i coś więcej na ten temat można było powiedzieć - zaznaczył dr Marek Szymaniak kierujący pracami pionu edukacyjno-naukowego Delegatury IPN w Bydgoszczy.

Podczas zorganizowanych w poniedziałek obchodów rocznicowych w Chełmnie odbyły się m.in. panele historyczno-polityczne zatytułowane: "Tak było", "Białe plamy" oraz "Człowiek... brzmi dumnie". Ośmiu osobom wręczono Krzyże Wolności i Solidarności, przyznane na wniosek Stowarzyszenia Osób Internowanych "Chełminiacy 1982".

W sprawie zorganizowania wojskowego obozu internowania w Chełmnie zarzuty postawiono trzem peerelowskim generałom: b. szefowi Sztabu Generalnego WP gen. Florianowi Siwickiemu, b. wiceszefowi MSW gen. Władysławowi Ciastoniowi i b. dyrektorowi z MSW gen. Józefowi Sasinowi. Biegli uznali jednak, że stan zdrowia Siwickiego nie pozwala mu na uczestniczenie w procesie. W śledztwie żaden z oskarżonych nie przyznał się do winy. Grozi im do 10 lat więzienia.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy