Reklama

Reklama

Trzy prekursorki polskiej sztuki feministycznej w Zachęcie

Ewa Partum, Natalia Lach-Lachowicz i Maria Pinińska-Bereś - prace tych trzech artystek, uznawanych za pionierki rodzącej się w Polsce lat 70. sztuki kobiet, zgromadzono na wystawie "Trzy kobiety". Jej otwarcie w poniedziałek w warszawskiej Narodowej Galerii Sztuki Zachęta.

Mająca charakter historyczny ekspozycja "Trzy kobiety" prezentuje prace, które otworzyły w historii polskiej sztuki rozdział działalności artystycznej podejmującej temat kobiecości. Pionierska twórczość trzech artystek na wystawie została zestawiona z ich najpóźniejszymi pracami tworzonymi w czasie dwóch ostatnich dekad. Fotografiom, rzeźbom i instalacjom towarzyszą materiały archiwalne, oddające realia, w których tworzyły prekursorki.

Reklama

Opowiadając o początkach swojej twórczości feministycznej, Ewa Partum podkreśliła, że jej prace początkowo spotykały się z wielką niechęcią i niezrozumieniem. Jako pierwsi zaatakowali jej prace koledzy-artyści. - Podchodzili do mnie i mówili "Słuchaj, czy ty oszalałaś? Robisz dobre prace konceptualne, po co ci ten feminizm?" - opowiadała podczas poniedziałkowej konferencji prasowej artystka.

Partum przypomniała, jak polska krytyka oceniała wówczas jej prace. W ramach zorganizowanego w latach 1978-79 performance'u "Mój problem jest problemem kobiety" artystka rozwiesiła w Warszawie plakaty z jej postarzonym wizerunkiem. Wówczas "krytyk Andrzej Osęka w znanym, poważnym piśmie "Kultura" napisał: "jak do tego doszło, że młoda kobieta, którą ( ) można uważać za urodziwą, chce swoimi zmarszczkami, których jeszcze nie ma, zająć całą Warszawę" - opowiadała. Partum stwierdziła, że w tamtym czasie krytyka nie była przygotowana na kobiecą sztukę. - Nasz kraj uważał, że moja feministyczna sztuka mu zagraża - dodała.

Występująca w imieniu nieżyjącej od 1999 roku Marii Pinińskiej-Bereś córka artystki Bettina Bereś podkreśliła, że jej mama - mimo że była feministką - "sprzeciwiała się sztuce feministycznej, ponieważ uważała, że największym zagrożeniem dla sztuki jest ideologia". Żyjąc w kraju ograniczającym wolność myśli, Pinińska-Bereś zrozumiała, że sztuki nie można tworzyć pod dyktando żadnej ideologii - mówiła córka artystki.

Lach-Lachowicz powiedziała, że do podjęcia tematu kobiecości w swojej sztuce zdecydowała się po powrocie z sympozjum artystek-feministek w Innsbrucku w 1975 roku. Uznała wtedy, że problem nierówności pomiędzy artystami i artystkami dotyczy również Polski. Artystka zaczęła tworzyć sztukę w kraju, w którym o feminizmie nie mówiono prawie wcale. Jak powiedziała, recenzenci zaczęli krytykować jej prace, "bo przecież u nas kobieta wszystko może, więc co to jest za problem".

Zdaniem kuratorki wystawy Ewy Toniak, zdumiewająca była odwaga twórcza trzech młodych artystek tworzących w PRL-u. W czasie, gdy wszystkie ekspozycje były cenzurowane, a publiczność nieprzyzwyczajona do tak śmiałej sztuki, one potrafiły mówić w otwarty sposób o seksualności kobiet i jej roli w przestrzeni publicznej - opowiadała kuratorka.

Toniak przyznała, że w odróżnieniu od kobiecej działalności artystycznej na Zachodzie, tworzona w innej rzeczywistości polska sztuka kobieca podejmowała bardzo często grę z władzą.

Tytuł ekspozycji nawiązuje do wystawy sztuki feministycznej, zorganizowanej w poznańskim Arsenale w 1978 roku. Była to pierwsza zbiorowa manifestacja sztuki kobiet w Polsce. Do zatytułowania wystawy w ten sposób zainspirował wówczas artystki film Roberta Altmana "Trzy kobiety".

Czynnej do 8 maja wystawie towarzyszyć będzie program edukacyjny. W jego ramach pokazane zostaną m.in. filmy: "Rewizja osobista" Janusza Kondratiuka i "Aktorzy prowincjonalni" Agnieszki Holland. Zaplanowano spotkania z artystkami, wykłady i dyskusje.

8 marca - w rocznicę ustanowienia Dnia Kobiet - odbędzie się dyskusja "Między dziewczyną a kobietą pracującą. Obrazy kobiet w oficjalnej kulturze PRL".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje