Reklama

Reklama

Były policjant skazany na 25 lat więzienia za zabójstwo 36-latka

Na karę 25 lat więzienia został skazany w piątek były policjant, Łukasz M., którego prokuratura oskarżyła o zabójstwo 36-letniego znajomego. Wyrok w tej sprawie - wydany przez Sąd Okręgowy w Łodzi - jest nieprawomocny. Proces trwał od czerwca ubiegłego roku.

Mężczyzna został również ukarany 15-letnim zakazem wykonywania zawodu związanego z dostępem do broni palnej. Ponadto sąd zasądził od oskarżonego tytułem zadośćuczynienia na rzecz dwójki dzieci ofiary po 50 tys. zł oraz na rzecz brata pokrzywdzonego 30 tys. zł.

Reklama

Łukasz M. odpowiadał również za paserstwo i "pomocnictwo do uchylania się od opodatkowania podatkiem akcyzowym". Za pierwsze przestępstwo sąd skazał go na 10 miesięcy więzienia, za drugie został uniewinniony.

Uzasadnienie wyroku

Uzasadniając wyrok, sędzia Agnieszka Boczek podkreślała, że składane przez oskarżonego wyjaśnienia, zarówno w sprawie samego zdarzenia jak i relacji między nim a ofiarą - były nielogiczne, pełne sprzeczności i nieprzekonywujące. Zdaniem sądu oskarżony "zbudował" swoją wersję zdarzeń, aby uzyskać łagodniejszy wyrok. Próbował przedstawić siebie jako osobę zastraszaną przez ofiarę, bojącą się jej, a w czasie zabójstwa działającą pod wpływem silnego wzburzenia. Jak stwierdziła sędzia, prezentowana przez oskarżonego wersja nie znalazła potwierdzenia w trakcie przewodu sądowego w tej sprawie.

Zdaniem sądu bezdyskusyjne jest, że Łukasz M. dokonał zabójstwa. To wynika m.in. z materiału dowodowego, zarejestrowanych jego rozmów ze współosadzonymi w celi. Według sądu motyw dokonania zabójstwa nie jest jednoznaczny, bo "wielu rzeczy w tej sprawie nie wiadomo". Natomiast wiele wskazuje na to, że jedynym, co wywoływało konflikty między zabójcą a jego ofiarą, był dług, jaki Łukasz M. miał wobec pokrzywdzonego.

Uzasadniając wysokość kary, sędzia stwierdziła, że jedyną okolicznością łagodzącą w tej sprawie jest dotychczasowa niekaralność oskarżonego. Przypomniała, że co prawda na ostatnim terminie rozprawy Łukasz M. wyraził skruchę i przeprosił zarówno najbliższych ofiary jak swoich, jednak - zdaniem sądu - ta skrucha nie była autentyczna. Sąd uznał m.in., że skoro wyjaśnienia oskarżonego były sprzeczne, to trudno przyjąć, że skrucha jest szczera.

Natomiast okolicznością obciążającą jest fakt, że mężczyzna był policjantem, a więc osobą, od której należy oczekiwać "przestrzegania prawa, a nie dopuszczenia się czynu, o tak wysokim stopniu społecznej szkodliwości". Sąd zwrócił uwagę, że Łukasz M. nadużywał alkoholu, a także zażywał amfetaminę. Dlatego zdaniem sądu kara 25 lat więzienia jest adekwatną do popełnionego czynu.

Po wyjściu z sali sądowej obrona zapowiedziała, że "z dużym prawdopodobieństwem złoży apelację".

Ofiara otrzymała sześć strzałów

Do zbrodni doszło w ostatni dzień grudnia 2016 roku. Według prokuratury, były już policjant z jednej z jednostek powiatu kutnowskiego od dawna znał swoją przyszłą ofiarę, u której miał ok. 20 tys. zł długu. Znajomość była na tyle bliska, że od sierpnia 2016 roku pomagał pokrzywdzonemu ukrywać, przechowując u siebie w domu, 3 tys. sztuk nielegalnie wyprodukowanych, przeznaczonych do sprzedaży papierosów i 540 litrów spirytusu. Właśnie tego wątku sprawy dotyczyły zarzuty paserstwa i "pomocnictwa do uchylania się od opodatkowania podatkiem akcyzowym"

W okresie bezpośrednio poprzedzającym morderstwo 36-letni wierzyciel regularnie ponawiał żądanie zwrotu pieniędzy przez Łukasza M., ale ten był w trudnej sytuacji finansowej i nie był w stanie uregulować długu.

31 stycznia 2016 roku, kiedy 36-latek po raz kolejny zażądał zwrotu pieniędzy, policjant zapewnił, że ma kwotę, ale w innym miejscu i muszą tam pojechać. Mężczyźni pojechali swoimi samochodami. Kierowali się w stronę Kutna, następnie skręcili w trasę prowadzącą do Żychlina. Po kilku kilometrach skręcili w drogę biegnącą przez las z dala od budynków mieszkalnych.

Tam policjant zabił swojego wierzyciela, oddając z broni służbowej sześć strzałów - pięć w okolice klatki piersiowej i jeden w głowę. Następnie umieścił ciało na tylnym siedzeniu samochodu ofiary. Po zabójstwie najpierw pojechał do domu, a później do pracy.

Pozostawione w samochodzie ciało 36-latka zostało odnalezione następnego dnia przez spacerującą w pobliżu kobietę.

Kilka dni później policjant został zatrzymany.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne