Jak Polacy Żydów prześladowali...

Książka Jana T. Grossa "Strach" wywołała nie tylko... strach, ale przede wszystkim ogólnonarodową dyskusję, w której najważniejszą tezą wydaje się być ta, że przynajmniej część Polaków, to antysemici.

Gross opisuje przypadki mordowania Żydów przez Polaków, do których dochodziło po wojnie, z najsłynniejszym i najokropniejszym pogromem kieleckim na czele. Czy tej niechlubnej przeszłości powinni wstydzić się także mieszkańcy naszego regionu? Czy na terenie Piotrkowa i okolic dochodziło do podobnych tragedii?

Reklama

"Strach" opisuje rodzimy antysemityzm, opisuje pogrom kielecki, mordowanie Żydów, którzy po wojnie wrócili do Polski, opisuje inne, nieco tylko mniej drastyczne przypadki. Te opisy porażają. Zwłaszcza młodszych, dla których II wojna światowa i lata tuż po jej zakończeniu to prehistoria. Porażają takie fragmenty: "Zabijanie odbywało się w ten sposób, że rzucano w biegających bezradnie po peronach i torowiskach Żydów kamieniami, aż padli. Gdy ofiara upadła, dobijano leżącego żelaznymi klockami hamulcowymi". Takich fragmentów jest o wiele więcej. Niedowiarków, którzy nie chcą wierzyć, że to, co napisał prof. Gross, mogło być prawdą, mają przekonać dokumenty. Te przekonują, ale nie wszystkich. Część historyków zarzuca autorowi "Strachu", że za łatwo daje wiarę opowieściom z tamtych tragicznych lat, że nie do końca weryfikuje, że zapomina o historycznym kontekście. Wreszcie, że pogrom kielecki, incydenty w Rzeszowie, Krakowie czy kilku innych miastach, to wyjątki. Haniebne, ale wyjątki, niemogące świadczyć o całym narodzie polskim.

Piotrkowianie, którzy najgłośniejszą książkę ostatnich lat przeczytali, z pewnością zadają sobie pytanie: czy też powinni obawiać się "Strachu" i wstydzić za przodków? Czy w naszym regionie także dochodziło do incydentów na tle wyznaniowym? Czy byliśmy antysemitami?

Żydzi w Piotrkowie

Tuż przed wybuchem II wojny światowej w Piotrkowie mieszkało ok. 12 tysięcy przedstawicieli mniejszości żydowskiej, głownie w okolicach Starego Miasta. W październiku 1939 r. w naszym mieście powstało pierwsze w okupowanej Europie getto żydowskie, gdzie zwieziono Żydów nie tylko z regionu Piotrkowa i okolic, ale nawet z terenu Wielkopolski. W 1942 r. w getcie znajdowało się ponad 25 tys. ludzi, z czego połowę stanowili piotrkowianie. Kiedy niemieccy okupanci wprowadzili akcję "Ostateczne rozwiązanie", mieszkańców getta przewieziono do obozu koncentracyjnego w Treblince. Stamtąd ogromna ich większość już nigdy nie wróciła.

- Wywóz piotrkowskich Żydów do Treblinki nie oznaczał całkowitej likwidacji getta w naszym mieście - mówi historyk Marcin Gąsior, dyrektor Muzeum w Piotrkowie. - Pozostało tzw. małe getto, znajdujące się mniej więcej na ulicach Starowarszawskiej i Garncarskiej. Przebywało tam ok. 3 tys. ludzi pochodzenia żydowskiego starannie wyselekcjonowanych przez Niemców. Byli to młodzi, sprawni mężczyźni, przydatni okupantowi do pracy, np. w tartaku na Bugaju. W 1944 r. przewieziono ich do Mauthausen. Ten obóz koncentracyjny przeżyło ok. 300 piotrkowskich Żydów.

Część z nich wróciła do miasta po zakończeniu wojny. Wśród nich był m.in. lekarz stomatolog, wówczas znany prawie wszystkim piotrkowianom, dr Chain Hennig.

- Doktor wytrzymał u nas do 1958 r. W tym roku wyjechał do Izraela. Spotkałem go 11 lat temu - wspomina M. Gąsior. - Nie wiem, czy jeszcze żyje, ale wiem, że bardzo wiele pomógł mieszkańcom Piotrkowa - leczył ich przez wiele lat, był uznanym stomatologiem i naprawdę lubianym człowiekiem. Wyjechał podobnie jak wielu innych Żydów w wielu innych miastach: atmosfera wokół nich gęstniała, już w 1946 r. doszło do pogromu kieleckiego opisywanego dokładnie w książce "Strach".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy