Lekarze pomogą pozamykać zadłużone szpitale

Przez ponad miesiąc szpitale w Łódzkiem wykorzystywały połowę swoich możliwości i nikomu nic się nie stało. Lekarski strajk udowodnił, że bez obaw można zamknąć część szpitali - mówi Agnieszka Łukomska-Dulaj z łódzkiego urzędu wojewódzkiego, cytowana przez "Gazetę Wyborczą".

Ten sposób myślenia może dziwić pacjentów. Przecież wielu z nich z powodu strajku musiało odłożyć wizyty i zaplanowane wcześniej operacje. Czy dalej tak ma być? - pyta "GW".

Reklama

Urzędnicy uważają, że likwidacja szpitali nie musi oznaczać kłopotów dla chorych. Idea polega na tym, że te same pieniądze, które dziś nie wystarczają na utrzymanie wszystkich placówek, trafią tylko do wybranych. Najlepszych i najpotrzebniejszych. I tam będzie można uzyskać specjalistyczną pomoc. Tyle że to może być inny szpital niż dotychczas. W przypadku chorych z mniejszych miejscowości - szpital w innej miejscowości.

Resort zdrowia szacuje, że zbędna jest co piąta publiczna lecznica. A decyzja o likwidacji szpitala zawsze napotka na opór - pacjentów i lekarzy. Dlatego minister zdrowia Zbigniew Religa uważa, że szansą na przeprowadzenie tego projektu jest właśnie strajk lekarzy. Bo kto będzie bronił szpital, który strajkuje. Religa zaczął od zadłużonego na 130 mln zł łódzkiego Centrum Zdrowia Matki Polki. W miejscu wielkiego szpitala ma powstać nowa jednostka dostosowana do potrzeb mieszkańców województwa, czyli - według ministra - mniejsza o połowę.

Co likwidacja kilku szpitali oznaczałaby dla mieszkańców Łódzkiego? Według urzędników to, że pacjenci będą się leczyć w lepszych szpitalach. Zamiast leczyć się u kardiologów w szpitalu powiatowym, trafią do łódzkich klinik. Tam są wolne miejsca: łódzki Szpital Wojskowej Akademii Medycznej wykorzystuje zaledwie 40 proc. swoich możliwości, a oddziały szpitala MSWiA 60 proc.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje