Matusewicz: Nie jestem świnią

Dokładnie tydzień temu były prezydent Piotrkowa, były marszałek województwa łódzkiego, wojewoda, kandydat na posła, działacz PZPR i SLD, Waldemar Matusewicz, rozpoczął odbywanie 3,5-letniego wyroku. Czy ta data to koniec największej politycznej kariery człowieka z naszego miasta? Czy może swoiste katharsis, po którym powróci nie tylko na wolność, ale także do polityki?

W samo południe

Reklama

W samo południe 17 maja Waldemara Matusewicza pod siedzibę piotrkowskiego aresztu przywozi żona. W obecności zaproszonych wcześniej dziennikarzy, mikrofonów i kamer, były prezydent wygłasza oświadczenie.

Podkreśla, że nie popełnił żadnego z zarzucanych mu czynów, a prokuratorów oskarża o fabrykowanie pomówień. Ci, po kilku godzinach, oświadczają, że zarzuty te są bezpodstawne.

Waldemar Matusewicz swoją sprawę porównuje do sytuacji, w jakiej znalazł się bohater Franza Kafki, Józef K. Według b. prezydenta Piotrkowa nie ma żadnych dowodów, które wskazywałyby, że popełnił przestępstwo. - Marek Kubiak, który został namówiony do poświadczenia nieprawdy, próbuje wycofać się z tego, ale tak się chłopak zagmatwał, że sam namówił świadków do składania fałszywych zeznań i teraz nie może się z tego wycofać - mówił Matusewicz.

Pytany przez przedstawicieli mediów, dlaczego trafił do zakładu karnego, odpowiada: "Tak trzeba". Mówi, że gdyby był marszałkiem województwa reprezentującym inną partię niż SLD, wówczas nikt nie "fabrykowałby przeciwko niemu pomówień". Zwraca się też z apelem do sędziów, w związku z rozprawą kasacyjną wyznaczoną na 5 czerwca w Warszawie, by "przeczytali dokładnie dokumenty".

Uznany za winnego

Waldemar Matusewicz został skazany za to, że w latach 1999-2000, gdy był marszałkiem województwa, żądał korzyści majątkowych o łącznej wartości nie niższej niż 540 tys. zł; przyjął ponad 49 tys. zł, w tym dla siebie ponad 24 tys. zł. Zdaniem sądu jego działania podyktowane były m.in. "zaspokojeniem potrzeb Sojuszu Lewicy Demokratycznej". Uznając go za winnego, sąd przyjął za wiarygodne zeznania najważniejszego świadka w tym procesie, byłego prezesa Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Łodzi Marka K. (oskarżonego w innym procesie), z których wynika, że Matusewicz żądał i przyjmował od niego korzyści majątkowe. Zdaniem sądu zeznania te poparte były też innymi dowodami - zdaniem samego Matusewicza, nie ma żadnych dowodów, są jedynie pomówienia. W tej sprawie złożył już wniosek o kasację wyroku do Sądu Najwyższego.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje