Okrutna zbrodnia znów na wokandzie

Sprawa okrutnego zabójstwa na młodym studencie z Głowna Piotrze Seferyńskim, która w styczniu 2006 roku wstrząsnęła całym Łowiczem, była przyczynkiem do czarnego marszu milczenia i w której wyroki na zabójców wydawały już sądy trzech instancji, powtórnie wróciła na wokandę w poniedziałek, 30 listopada.

Konrad Ł. dziś lat 22, wykształcenie gimnazjalne odsiaduje karę dożywocia, Krzysztof K. dziś lat 24, wykształcenie podstawowe również odsiaduje karę dożywocia, Łukasz J., wykształcenie podstawowe zawodowe, dziś lat 26 odsiaduje karę 25 lat pozbawienia wolności - wszyscy za jedno, czyli za to, że cztery lata temu w bratoszewickiem lesie zakatowali swego kolegę Piotra Seferyńskiego. Piotr miał 21 lat. Motywem zbrodni było 150 zł, jakie ofiara winna była Krzysztofowi K.

Reklama

Na dwa dożywocia i 25 lat pozbawienia wolności zabójcy zostali skazani wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Łodzi 11 lipca 2007 roku. Wyroku tego nie zmienił również Sąd Najwyższy. Czy zmieni go rozstrzygnięcie Trybunału Konstytucyjnego? Poprzedni wyrok zapadł w oparciu o przepis znowelizowanej w roku 2005 ustawy Prawo Karne, który to przepis został uznany przez Trybunał Konstytucyjny w styczniu tego roku za niezgodny z Konstytucją RP. W świetle decyzji Trybunału wyrok w sprawie zabójstwa Piotra Seferyńskiego stał się teraz już tylko częściowo prawomocny. W zakresie ustaleń faktycznych oraz sprawstwa nic się nie zmienia. Wówczas jednak nie można było orzec innej kary, a dzisiaj można i obrona skazanych chce to wykorzystać. Przed sądem stoi teraz rozpatrzenie kwestii proporcjonalności kary. Dziś ma on do wyboru szerszy wachlarz możliwości, bo od 8 poprzez 12, 15 i 25 lat pozbawienia wolności aż do dożywocia.

Rozdrapywanie niezabliźnionych ran

30 listopada w Sądzie Okręgowym w Łodzi znów spotkały się rodziny ofiary i zbójców. Błędy legislacyjne spowodowały, że najbliżsi zamordowanego Piotra Seferyńskiego po latach powrócić muszą do traumatycznych przeżyć. - To są rany, które się nie zabliźniły i są rozgrzebywane dalej. Tak się nie da żyć, tak nie można. Pytam dlaczego jeszcze raz, dlaczego to musi wracać. Przecież w sumie dostali wyroki sprawiedliwe. Modlę się tylko o to, żeby wyroki zostały chociaż właśnie takie jakie są, żeby nie były zmienione, bo jak nie, to jeśli tylko będę miała możliwość, będę się odwoływać - mówiła matka Piotra Seferyńskiego, Bogumiła Seferyńska. Rodzina zamordowanego nie ukrywała pod salą sądową żalu do polskich prawodawców, że dopuścili do tego, aby ich życie na nowo wzburzyły tragiczne wspomnienia. - Największy żal do naszego rządu, że do takiego czegoś dopuścił. To właśnie ci, co ustalili takie prawo, powinni przeżyć to, co my przeżyliśmy po śmierci mojego brata. Oni powinni usiąść tutaj na takiej rozprawie, ci którzy właśnie to ustalili i patrzeć się nam w oczy, bo po takim czasie dali im prawo odwoływać się od takich wyroków, ale co im to zależy, że rodzina cierpi - mówiła Anna Kapusta, siostra Piotra Seferyńskiego.

Czy to coś zmieni?

Adwokaci mają natomiast nadzieję, że sąd na nowo wymierzy dla każdego z oskarżonych karę adekwatną do okoliczności, osobowości, sposobu życia, bycia, myślenia i to zarówno przed przestępstwem, w jego trakcie jak i po jego popełnieniu. Właśnie na to ostatnie obrońcy oskarżonych położyli największy nacisk na rozprawie 30 listopada. - Nie ma dyskusji, mój klient od początku się przyznawał do czynu i wie, że postąpił źle. Tu nie będzie więc obrony na brak winy, tylko walka o 25 lat - powiedziała mec. Krystyna Skolecka-Kona obrończyni skazanego na dożywocie Konrada Ł. - Bardzo mi przykro, to jest bardzo smutna sprawa. Matka mojego klienta przez te wszystkie lata chodzi we Wszystkich Świętych na grób ofiary. To oczywiście nie może być zasadniczy argument ku zmniejszeniu kary, ale łącznie z jego postawą w zakładzie karnym i w ogóle postawą wobec swojego czynu może mieć znaczenie.

Zbrodnia pozostaje zbrodnią

Podczas poniedziałkowej rozprawy ponownie odczytany został akt oskarżenia, pokazujący makabrę jaka rozegrała się 26 stycznia 2006 roku. Konrad Ł., Łukasz J. i Krzysztof K. zostali oskarżeni o przestępstwo z art. 148 par. 2 opkt. 1 kk, a konkretnie o to, że działając wspólnie i w porozumieniu w zamiarze bezpośrednim pozbawienia życia Piotra Seferyńskiego ze szczególnym okrucieństwem zadawali mu uderzenia kijem bejsbolowym, pięściami i kopali po całym ciele, szczególnie po głowie. Piotr Seferyński zmarł gwałtowną śmiercią na skutek licznych masywnych obrażeń czaszkowo-mózgowych. Napastnicy spowodowali u niego obrażenia ciała w postaci masywnych sińców i otarć naskórka twarzy, około 50 ran tłuczonych na twarzy i na głowie, stłuczenia stałych powłok głowy, wieloodłamowych złamań wszystkich kości twarzoczaszki, wieloodłamowych złamań chrząstek małżowin usznych, wybicia dwóch zębów, wieloodłamowych otwartych złamań kości sklepienia czaszki przechodzących na kości podstawy wszystkich dołów czaszki, rozerwaniu ochrony twardej i miękkiej mózgu oraz płata ciemieniowego, masywnych krwiaków podajęczynówkowych, stłuczenia mózgu oraz wylewów krwawych do komór mózgu, masywnych stłuczeń powłok kończyn górnych i otwartych wieloodłamowych złamań palców rąk. Jako oskarżyciel posiłkowy w sprawie występuje tak jak poprzednio matka Piotra Seferyńskiego.

Co teraz mają do powiedzenia

Po czterech latach od mordu sędziowie na nowo badają okoliczności sprawy pod kątem kwalifikacji prawnej i wymiaru kary. Po czterech latach oskarżeni i więźniowie jednocześnie znów stawili się na salę rozpraw. Dwóch z nich bronią adwokaci z wyboru, jednego adwokat z urzędu. Konrad Ł. oraz Krzysztof K., którzy od początku przyznawali się do zarzucanego im czynu odmówili teraz składania wyjaśnień przed sądem, jednocześnie negując częściowo to, co zeznali zaraz po wyjściu na jaw zbrodni na policji, a później w trakcie trwania rozpraw. Konrad Ł. nie potwierdził całości pierwszych wyjaśnień opisujących motywy i przebieg zdarzenia, bo jak powiedział do ich złożenia w tej formie nakłoniła go policja, strasząc go, że zostanie pobity. Nie pamięta teraz dokładnie, który policjant go zastraszał, bo minęło zbyt wiele czasu.

Odmówił też odpowiedzi na pytania sędziów i oskarżycieli, o to jak było naprawdę. Zgodził się odpowiadać tylko na pytania swojego obrońcy. - Czy po wydaniu wyroku pierwszej i drugiej instancji, w końcu kasacji, miał pan poczucie krzywdy? Czy po tych czterech latach ma pan jakieś swoje przemyślenia? - pytała mec. Krystyna Skolecka-Kona. - Na pewno dziś nie jestem takim samym człowiekiem i każdej nocy wracam do tego co się zdarzyło. Rozumiem, że mama Piotrka nie jest mi w stanie wybaczyć, a mimo wszystko chciałbym ja raz jeszcze przeprosić, choć wiem, że nic już tego co się stało nie zmieni - odpowiedział Konrad Ł.

Również Krzysztof K. potwierdził swoje przyznanie się do przestępstwa, ale nie potwierdził w całości złożonych zeznań odmawiając jednocześnie składania wyjaśnień na nowo. Teraz mówi, że celem wywiezienia Piotra Seferyńskiego do lasu był nie jego zabicie, ale nastraszenie przez pobicie. Na pytanie swego obrońcy adw. Tomasza Banasiaka dlaczego wówczas mówił o zamiarze zabicia, a dziś już tylko o pobiciu, Krzysztof K. powiedział, że to było pod przymusem policji, że podczas pierwszego przesłuchania został uderzony w twarz przez jednego z policjantów, a później powtarzał złożone zeznania, żeby nie wyszło na to, że kłamie.

Obrońca Krzysztofa K. zadał mu jeszcze szereg szczegółowych pytań o zachowanie Konrada Ł. zmierzających do zasiania w składzie orzekającym wątpliwości o faktycznej roli jego klienta w samym akcie morderstwa. Na to jednak sąd nie dał już przyzwolenia zwracając uwagę obronie, że w zakresie ustaleń tego jak było faktycznie i tego, kto był sprawcą mordu, wyrok jest nadal prawomocny.

Łukasz J., który feralnej nocy 26 stycznia 2006 roku siedział za kierownicą samochodu, jakim wywożono do lasu nieświadomego zagrożenia Piotra Seferyńskiego, podał kij, a później klucz, którym okładano ofiarę, dogonił ją i przewrócił, patrzył na wszystko i nie sprzeciwiał się, tak jak podczas pierwszego wyroku, tak i teraz nie przyznaje się do tego, że działał w celu pozbawienia życia Piotra. W poniedziałek jako jedyny chciał odpowiadać na pytania sądu i oskarżycieli - Moją winą było jedynie to, że dopuściłem do tego zdarzenia. Nie zadałem żadnego ciosu. Dogoniłem go odruchowo, ale nie tak że upadł bezpośrednio na ziemię, ale zsunął się po mnie. Klucz dałem, bo wiedziałem, że chodziło o nastraszenie - broni się dziś Łukasz J. Na pytanie swojego obrońcy adw. Andrzeja Karasińskiego, dlaczego nie reagował widząc co się dzieje Łukasz J. odpowiada, że doznał psychicznej blokady, po której myślał już tylko o tym, żeby uciec z miejsca zbrodni. - Przez te cztery lata sumienie gryzie mnie każdego dnia. Oddałbym swoje życie za Piotrka, ale nie mam takiej mocy - powiedział.

Wyrok nie tak szybko

Chociaż z przebiegu poniedziałkowej, długiej rozprawy można było się domyślać, że wyrok zapadnie w ciągu kilku najbliższych dni, to jednak tak się nie stanie. Obrońca Krzysztofa K. , postanowił bowiem złożyć wniosek o dopuszczenie nowych dowodów w postaci tzw. teczki skazanego z aresztu śledczego oraz opinii zbiorczych z więzienia w Strzelcach Opolskich, w którym obecnie przebywa jego klient. Dowody te, zdaniem adwokata, powinny mieć wpływ na współmierność kary. Obrońcy pozostałych dwóch oskarżonych jakkolwiek nie pochwalili sposobu złożenia takiego wniosku dopiero na rozprawie, a nie przed jej rozpoczęciem, co nie powodowałoby jej wydłużenia, to również zgłosili chęć dołączenia do akt analogicznych opinii o swoich klientach, o ile sąd uzna w ogóle taki wniosek za zasadny. Sąd uznał zasadność wniosku, a kolejną rozprawę wyznaczył na 21 grudnia.

(ljs)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje