Pokłonili się tańcem i śpiewem

Cygański Teatr Muzyczny "Terno" wystąpił 6 stycznia w Akademickim Ośrodku Inicjatyw Artystycznych. Śpiewem i muzyką artyści włączyli się w obchody 66. rocznicy zagłady Romów i Sinti, z podobozu cygańskiego, znajdującego się w Litzmannstadt Getto.

Koncert odbył się pod patronatem prezydenta Łodzi Jerzego Kropiwnickiego i poprzedził główne uroczystości, które odbędą się 7 stycznia o godz. 12.00 przy tzw. starej kuźni (ul. Wojska Polskiego 84).

Reklama

Widownia akademickiego ośrodka zapełniła się po brzegi. Cyganie z zespołu dziękowali za gościnność naszego miasta, a swoim występem oddali hołd pomordowanym, gdyż taniec i śpiew to nieodłączny element ich życia - bez względu na to, co przynosi los.

Barwne stroje i różnorodne instrumenty przeniosły nas w świat taborów i życia nasyconego radością i zabawami. Cygański Teatr Muzyczny "Terno" pochodzi z Gorzowa Wielkopolskiego, popularyzuje kulturę cygańską już 50 lat i jest znany w świecie.

Prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki przypomniał dramatyczne losy Cyganów z Litzmannstadt Getto. Ich podobóz powstał jesienią 1941 roku. Funkcjonował zaledwie kilka miesięcy. Przywieziono tu 5007 Romów z pogranicza Austrii z Węgrami.

Byli poniżej 50. roku życia, a 2689 z nich to dzieci. Z zachowanych dokumentów wynika, że byli to ludzie zamożni. Przywieźli ze sobą biżuterię i instrumenty muzyczne. Zamknięto ich za podwójnymi zasiekami w 5 budynkach z oknami zabitymi deskami, bez latryny i wody, po kilkanaście osób w izbie. Nie mieli się gdzie umyć, nie mieli czym jeść: łyżki i miski dostali pod koniec listopada, gdy już chorowali.

Kiedy lekarze z getta stwierdzili epidemię tyfusu - niemieckie władze miasta wojskowe i cywilne postanowiły zlikwidować podobóz i wymordować ludzi. Na tyfus zmarło 629 osób. Zostali pochowani na cmentarzu żydowskim na polu gettowym w kwaterach 4 i 5.

Do Chełmna nad Nerem Niemcy wywieźli 4300 Cyganów. W drodze do obozu zostali otruci spalinami w samochodach-komorach śmierci. Nikt nie przeżył. Oprawcę dosięgła sprawiedliwość losu. Pies Oigena Jansena, komendanta obozu, którym poszczuł cygańskie dzieci, zaraził go śmiertelnym tyfusem.

Jerzy Kropiwnicki mówił także o tym, że tymczasowa tablica upamiętniająca to miejsce, zostanie zastąpiona wiosną inną, umieszczoną na 7-tonowym głazie, z napisami w kilku językach. - Każdy, kto będzie tamtędy przechodził lub przyjedzie w celach turystycznych, przechowa pamięć o przeszłości tego miasta, także tej tragicznej - mówił.

Miejscem upamiętniającym wydarzenia zajmują się uczniowi pobliskiej szkoły.

Wiadomość pochodzi z oficjalnej strony Łodzi.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje