Rowerami do Karpacza

1286 km pokonali rowerami Aleksandra i Wacław Wnukowie z Łowicza. Ich wakacyjny wyjazd trwał 10 dni, a głównym celem podróży był Karpacz.

O tych amatorach turystyki rowerowej pisaliśmy niejednokrotnie na naszych łamach. Przypomnijmy, że Wnukowie od 10 lat organizują sobie wakacyjne wycieczki na trasach przekraczających 1.000 km. Od wiosny do jesieni jeżdżą rowerami niemal codziennie.

Reklama

Można ich spotkać na drogach naszego powiatu do Kiernozi, Nieborowa, Łęczycy itp. Jednego dnia potrafią przejechać od kilkudziesięciu do 230 km.

Trasę tegorocznej wycieczki pani Aleksandra opracowywała w styczniu. Kilka miesięcy później zastanowiła się, czy uda się jej z mężem pokonać odcinek Jelenia Góra - Karpacz. Słyszała bowiem, że problemy z podjazdami na tej trasie mieli nawet zawodowcy, uczestnicy wyścigu kolarskiego Tour de Pologne.

Pomyślała jednak, że gdyby było zbyt stromo, część drogi można przejść pieszo. - Zawodowcy podjeżdżają z prędkością 30 km/h, my najbardziej strome podjazdy pokonujemy z prędkością 7 km/h - mówi pan Wacław. Tak też założyła jego żona: miała nadzieję, że uda im się jechać, tym bardziej że nie są uczestnikami wyścigu, więc nie muszą się spieszyć i miała rację.

Dali sobie radę.

Jeśli chodzi o zjazdy, to nie zawsze można nadrobić na nich czas. Jaki jest stan polskich dróg wszyscy wiemy, więc rozpędzanie się do większych prędkości może być na rowerach szosowych, o wąskich oponach bardzo niebezpieczne. Pan Wacław nie boi się zjeżdżać nawet z prędkością 57 km/h, jego żona mówi, że nie przekracza 45 km/h.

Trasa wyprawy wiodła z Łowicza przez Łęczycę, Poddębice, Zduńską Wolę, Oleśnicę, Wrocław, Oławę, Brzeg, Strzelin, Dziedżoniów, Świdnicę, Książ pod Wałbrzychem, Strzegom, Legnicę, Złotoryję i Lwówek Śląski do Jeleniej Góry i Karpacza. Stantąd wracali do domu przez Jelenią Górę, Pilichowice, Gryfów Śląski, Leśną, Lubań, Żagań, Zieloną Górę, Nową Sól, Głogów, Leszno, Śrem, Środę Wielkopolską, Wrześnią, Konin, Licheń, Koło, Kłodawę i Łęczycę.

Po zakończeniu wyprawy rowery nie idą w zapomnienie. Jak mówią Wnukowie, tego samego dnia rozpakowują sakwy, robią pranie i następnego dnia mogą jeździć dalej. Zaprawa przed dłuższym wyjazdem rozpoczyna się już w marcu. A w maju, od 1 do 4, przejechali 488 km z Łowicza do Jury Krakowsko-Częstochowskiej, przez Ujazdów Wolbórz i Przedbórz do Ogrodzieńca, który zrobił na nich ogromne wrażenie.

Zobaczyć rynek, zwiedzić ciekawe miejsca

Podróżowanie rowerem ma dobre i złe strony. Dobre jest to, że w każdej chwili można sie zatrzymać, jak ma się chęć popatrzeć na krajobrazy. Jak mówią nasi rozmówcy, im więcej zjazdów i podjazdów, a więc im trasa trudniejsza, tym ciekawszy krajobraz. Do złych stron na pewno należy to, że nie da się zwiedzić wszystkich miejsc, jakie chciałoby się zobaczyć.

Problem polega na tym, że na rowerze są bagaże i nie ma gdzie ich bezpiecznie zostawić. Zawsze jednak łowiczanie starają się dotrzeć do głównego punktu miasta, zwiedzić zamki i kościoły, które tworzyły jego historię.

Zwykle robią to już po zakwaterowaniu. Korzystają ze schronisk młodzieżowych, w których ceny są najbardziej przystępne (cena około 15-25 zł od osoby). Problem w korzystaniu z tych miejsc polega na tym, że trudno nieraz się do nich dodzwonić, aby upewnić się, czy schronisko na pewno działa i czy będą wolne miejsca.

Jak nauczyło ich doświadczenie z poprzednich wycieczek, nawet w wydanym w danym roku informatorze Polskiego Towarzystwa Schronisk Młodzieżowych znaleźć się mogą informacje o schroniskach, których już nie ma. Dlatego zawsze lepiej je sprawdzić.

Podczas lipcowej wycieczki Wnukowie zwiedzili m. in. zamek w Oleśnicy. - Bardzo ładny i ładnie położony, choć widać, że dawno nie remontowany - mówi pani Aleksandra. Tym razem tylko przejechali przez Wrocław, któremu więcej czasu poświęcili podczas jednej z poprzednich wypraw. Spore wrażenie zrobił na nich budynek bramy w Brzegu, zdobiony sztukateriami, oraz zamek w Książu.

Ten ostatni położony był tak wysoko, że z jego okien widać było wierzchołki drzew w pobliskich lasach. Z Książa kilka kilometrów jechali aleją parkową w kierunki Świebodzic.

Co jeszcze warte jest wzmianki? Kościół w Strzegomiu (jeden z największych kościołów w tej części Polski), obóz Gross Rosen w Rogoźnicy (w obozie tym zginęło 40 tys. osób, wycieńczonych pracą w pobliskich kamieniołomach), zamek w Legnicy.

Na tym etapie podróży pogoda przestała sprzyjać łowickim turystom. Jak wspominają, trasa wiodła pod górę i z Legnicy do Złotoryji jechali pod wiatr. Potem, w drodze do Lwówka Śląskiego było jeszcze gorzej, bo zaczął padać deszcz.

- Wtedy to już były wszystkie biedy na raz, ale nie było innego wyjścia, jak tylko jechać dalej - mówi pani Aleksandra.

Nie zdobyli Śnieżki

Pomimo dużej różnicy wysokości, udało się Wnukom dojechać rowerami do Jeleniej Góry i Karpacza. Już w Jeleniej Górze musieli się pogodzić z myślą o rezygnacji z pieszej wycieczki na Śnieżkę. Widać było wyraźnie, że jest niski pułap chmur, a miejscowi wyjaśnili im, że "to, co widzą, to są chmury, a to czego nie widzą, to są góry".

W takiej sytuacji piesza wycieczka nie miała sensu.

Spędzili jednak w Karpaczu cały dzień, choć po mieście poruszali się pieszo. Mieli okazję zobaczyć paradę samochodów strażackich i kramy z pamiątkami dla turystów - niemal takie same, jak we wszystkich miejscowościach nastawionych na turystykę w naszym kraju.

Dojechali do zapory pilichowskiej, dość trudno było im jechać do Gryfowa Śląskiego. Tym razem zmęczyli się nie tylko podjazdami, ale też zakrętami. Dojeżdżając do każdego z nich mieli już nadzieję, że teraz będzie zjazd, a więc chwila odpoczynku, tymczasem droga cały czas wiodła pod górę.

Gdy byli blisko granicy, zdecydowali się na krótki wypad do czeskiego Srbska, ze względu na kiepską pogodę zrezygnowali za to z wycieczki do Niemiec, gdzie mieli chęć pojechać ze Zgorzelca.

Dojechali do Żagania, który chcieli odwiedzić ze względu na historię słynnych ucieczek z hitlerowskiego stalagu dla oficerów i lotników, który był tam w czasie II wojny światowej. - Takie miejsce warto poznać, bo to jest zupełnie coś innego, niż przeczytać o nim w książce, niż zobaczyć w telewizji - mówi pani Aleksandra.

Miejsc z tragiczną historią jest przecież wiele. Na trasie tegorocznej wycieczki był też Głogów, w którym koniecznie trzeba zobaczyć pomnik Dzieci Głogowskich, które przywiązane do machin oblężniczych zginęły podczas obrony miasta w 1109 roku. Pomimo upływu wieków, ich historia wciąż porusza.

Tydzień po powrocie z wycieczki Wnukowie, podczas rozmowy z NŁ przyznają, że w tym roku nie planują drugiej tak długiej wycieczki. Dość dużo czasu spędzają teraz z ze swoimi wnukami. Po przejściu pani Aleksandry na emeryturę, mają dla nich trochę więcej czasu.

Autor: Mirosława Wolska-Kobierecka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje