Studenci AHE boją się o swój los

Czy studenci Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej będą mogli kontynuować naukę w Piotrkowie Trybunalskim (poza siedzibą uczelni) i czy do tej pory takie zajęcia się tutaj w ogóle odbywały?

Studenci AHE boją się, że nie będą mogli studiować w lokalnych punktach, natomiast absolwenci placówki obawiają się braku ważności dyplomów. Wszystko przez to, że AHE w Łodzi grozi cofnięcie pozwolenia na utworzenie placówki. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa zagroziło taką decyzją ze względu na "rażące naruszanie prawa polegające na prowadzeniu kształcenia poza siedzibą uczelni".

Reklama

Jednym z takich miejsc jest Punkt Informacyjno-Rekrutacyjny w Piotrkowie. Dyrektor piotrkowskiego punktu zapewnia, że studenci nie mają powodów do obaw. Tłumaczy też, że w punkcie rekrutacyjnym zajęć nie prowadzono. Innego zdania są jednak byli studenci uczelni.

Rektor placówki w piśmie z 3 sierpnia ubolewa, że "docieranie uczelni do najdalszych zakątków Polski odbierane jest jako największe przewinienie".

Zarzuty kierowane pod adresem AHE dotyczą rażącego - zdaniem ministerstwa - naruszenia prawa polegającego na prowadzeniu kształcenia poza siedzibą uczelni. W związku z tym ministerstwo poinformowało na swojej stronie o wszczęciu postępowania w sprawie cofnięcia pozwolenia na utworzenie uczelni oraz w sprawie nakazu jej likwidacji. Jak napisała "Gazeta Wyborcza": "AHE bez zgody Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego potworzyła sobie miniagendy zwane punktami informacyjno-rekrutacyjnymi. Nie służą one jednak do rekrutacji, jak głosi nazwa. Tam się studiuje".

Z kolei rektor AHE (byłej Wyższej Szkoły Humanistyczno-Ekonomicznej) Andrzej Nowakowski jest rozczarowany, że działania w kierunku rozwoju uczelni uznawane są za nieprawidłowości. W jego oświadczeniu czytamy: "(...) Dzięki nowoczesnym technologiom i metodom kształcenia na odległość docieramy z edukacją w najdalsze zakątki Polski, sprawiając, że studia wyższe stają się dostępne dla wszystkich chcących się kształcić. Właśnie to odbierane jest jako nasze największe przewinienie (...)".

Dyrektor piotrkowskiego Punktu Informacyjno-Rekrutacyjnego Artur Goździk zapewnia, że w Piotrkowie zajęć nie było (a to jest główny zarzut ministerstwa dotyczący punktów zamiejscowych?! - przyp. red.), a wszystkie egzaminy studenci zdawali w placówce macierzystej, czyli w Łodzi.

- W Piotrkowie Trybunalskim w roku akademickim 2008/2009 Akademia Humanistyczno-Ekonomiczna w Łodzi nie prowadziła oddziału, a jedynie Punkt Informacyjno-Rekrutacyjny. AHE nie prowadzi w punktach informacyjno-rekrutacyjnych zajęć. Celem istnienia punktów jest udzielanie wszelkich informacji dotyczących uczelni każdemu zainteresowanemu, zarówno kandydatowi na studia, jak i studentowi. Punkty mają również za zadanie promować uczelnię w miejscowościach, w których znajduje się ich siedziba, dlatego w każdym punkcie znajdują się liczne ulotki oraz plakaty. Zadaniem punktów jest rekrutacja kandydatów na studia, udzielanie informacji dotyczących uczelni oraz pomoc studentom w prawidłowym realizowaniu obowiązków wynikających z toku studiów.

Osoby, które odbywają tam kształcenie, są uczestnikami kursów organizowanych przez podmiot zewnętrzny, które to pomagają im lepiej przygotować się do egzaminów na studiach niestacjonarnych w AHE. W roku 2008/2009 było to około 500 osób z Piotrkowa i okolic - tłumaczy Artur Goździk.

Czy studenci są jednak świadomi, że nie uczestniczą w normalnych zajęciach uczelnianych, a jedynie w kursach przygotowujących do egzaminów? Czy w ogóle mają normalne, regularne zajęcia i kim jest ów zewnętrzny podmiot, który organizuje kursy? Kto wpisuje studentom zaliczenia z zajęć?

- W rozumieniu formuły studiów niestacjonarnych prowadziliśmy w Piotrkowie kursy, które pomagały studentom przygotować się do egzaminów na AHE w Łodzi, a kursy prowadził Instytut Postępowania Twórczego Sp. z o.o. Natomiast od 18 czerwca 2009 r., stosując się do zaleceń MNiSW oraz usprawniając naszą działalność, senat AHE w Łodzi podjął decyzję o powołaniu w Piotrkowie Tryb. Zamiejscowego Ośrodka Dydaktycznego AHE w Łodzi - wyjaśnia Artur Goździk.

Studenci i absolwenci AHE o samej placówce wypowiadają się bardzo pochlebnie, jednak wyraźnie informują, że na zajęcia (!!!) przybywali do Piotrkowa.

- Miałam zajęcia w Piotrkowie i były tu bardzo dobre warunki lokalowe - mówi pani Ewa, tegoroczna absolwentka Wydziału Zarządzanie na AHE.

Mimo że władze uczelni uspokajają, że studenci nie mają powodów do obaw, jednocześnie przyznają się do wprowadzenia planu naprawczego.

- W odpowiedzi na oczekiwania Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, w ramach planu naprawczego AHE, senat naszej uczelni powołał uchwałą z dn. 18 czerwca 2009 r. ponad 30 nowych Zamiejscowych Ośrodków Dydaktycznych AHE w Polsce i 4 za granicą. Jeden z takich ośrodków został utworzony także w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie będzie można podjąć kształcenie - mówi Artur Goździk, informując jednocześnie, że w Punkcie Informacyjno-Rekrutacyjnym w Piotrkowie prowadzony jest nabór na Akademię Humanistyczno-Ekonomiczną w Łodzi na kierunki: zarządzanie, transport, filologię angielską, pedagogikę, administrację i informatykę.

Będzie można podjąć kształcenie, jeśli będą chętni. Obecna sytuacja uczelni nie wpływa korzystnie na tegoroczną ilość kandydatów na AHE.

- Uczelnia nadal prowadzi regularną rekrutację na studia (od połowy czerwca br.) i ma do tego prawo (mówił o tym w Polskim Radiu m.in. prof. Marek Rocki, senator Platformy Obywatelskiej, przewodniczący Państwowej Komisji Akredytacyjnej). W Piotrkowie od połowy czerwca prowadzona jest rekrutacja na wspomniane wcześniej kierunki. Dotychczas zapisało się ponad 20 chętnych.

Dwudziestu kandydatów to bez wątpienia nieduża liczba. Dyrektor piotrkowskiego punktu uważa, że to wynik zamieszaniem wokół placówki i działania konkurencji.

- Niewątpliwie szereg niepochlebnych publikacji o naszej uczelni ma wpływ na dotychczasową rekrutację. Nasilenie ataków na AHE zbiegło się z niedawnym przyznaniem uczelni statusu Akademii jako jednej z niewielu uczelni niepaństwowych w Polsce i największej uczelni niepublicznej w Polsce. Mamy świadomość, że sukces kłuje w oczy konkurencję, która wykorzystuje każde potknięcie, szczególnie w obliczu nadchodzącego niżu demograficznego - mówi Artur Goździk.

Absolwenci AHE są niepewni i boją się o ważność swoich dyplomów, studenci natomiast obawiają się likwidacji uczelni i straconych lat edukacji.

Artur Goździk uspokaja jednak byłych, teraźniejszych i przyszłych studentów AHE.

- Informacja o likwidacji AHE jest nieprawdziwa. Wszczęcie przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego procedury w sprawie cofnięcia pozwolenia na utworzenie AHE w Łodzi nie oznacza likwidacji. Do ministerstwa został wysłany program, który usprawnia nasze działania. Czekamy teraz na reakcję pani minister - mówi Artur Goździk.

O tym, że dyplomy uczelni są ważne i nikt nie kwestionuje ich legalności, mówią także m.in. prof. Marek Rocki senator Platformy Obywatelskiej, przewodniczący Państwowej Komisji Akredytacyjnej oraz Bartosz Loba, rzecznik prasowy Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Uspokajają, że studenci Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi, niezależnie od etapu kształcenia, na jakim są, ani miejscowości, z jakiej pochodzą, nie mają się czego obawiać.

- Akademia będzie mogła pracować i rozwijać się nadal. Chcemy zdyscyplinować władze uczelni i przywrócić porządek prawny. Uczelnie muszą spełniać pewne wymogi. Nasze działania służą studentom. Studenci nie mają się czego obawiać - tłumaczy Bartosz Loba.

Studenci z Piotrkowa bardzo chwalą sobie zajęcia na AHE. Mówią o wysokim poziomie kształcenia, wykładowcach z dużą wiedzą i dobrych warunkach lokalowych. Jednak wyraźnie stwierdzają, że zajęcia odbywały się w Piotrkowie.

- Jestem tegoroczną absolwentką AHE. W tym roku broniłam pracę magisterską na kierunku zarządzanie. Nie było łatwo, bo mam dwójkę dzieci. Nie miałam taryfy ulgowej. Bardzo sobie cenię tę uczelnię i bolą mnie komentarze, że jak ktoś zapłaci, to ma dyplom. Mówię to z pełną świadomością, bo mam porównanie. Studiowałam również w innej placówce. AHE ma dobry poziom, dobrze wykształconych wykładowców, z którymi można również twórczo dyskutować. Miałam zajęcia w Piotrkowie i były tu bardzo dobre warunki lokalowe. Słyszałam o obecnej sytuacji placówki i jest to dla mnie mocno podejrzane, że ceniona uczelnia (niedawno uzyskała status akademii) teraz jest szykanowana. Może po prostu konkurencja nie śpi? - pyta pani Ewa, tegoroczna absolwentka Wydziału Zarządzanie na AHE.

Ewa Tarnowska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje