Reklama

Reklama

Wypadek na A1. Sprawcy wypadku zgłosili się na policję

Pasażer i kierowca audi Q7, którzy uciekli w czwartek (2 lipca) z miejsca wypadku na autostradzie A1 w okolicach Łodzi zgłosili się na policję i zostali zatrzymani. Jeden z mężczyzn - prowadzący pojazd - doprowadził do wypadku, w którym śmierć poniósł 51-letni mieszkaniec Łodzi.

Poinformował o tym w piątek rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania.

Reklama

Policja w czwartek od rana poszukiwała uczestników wypadku, do którego doszło ok. godz. 5.30 na autostradzie A1 w okolicach Wiśniowej Góry między węzłami Łódź Górna i Łódź Wschód.

Tragedia rozegrała się nad ranem

Poszukiwani mężczyźni podróżowali audi Q7, które uderzyło w tył jadącej prawym pasem hondy. Siła zderzenia była bardzo duża. W jej wyniku, honda uderzyła w barierkę, a kierowca wypadł przez szybę. 

Na skutek rozległych obrażeń głowy 51-letni łodzianin zginął na miejscu. Kierowca i pasażer audi uciekli. W ich samochodzie i w jego pobliżu znaleziono torebki tzw. dilerki z białym proszkiem oraz puszki po piwie.

Zgłosili się na policję 14 godzin później

"W czwartek po godz. 19 do jednego z komisariatów w okolicach Częstochowy zgłosili się dwaj mężczyźni w wieku 31 i 35 lat, którzy poinformowali, że to oni jechali audi. 

Jeden z nich jest synem właściciela samochodu. Najprawdopodobniej w sobotę mężczyźni zostaną przesłuchani" - przekazał prok. Kopania.

Dodał, że zatrzymani poddani zostali badaniom na zawartość alkoholu. Okazało się, że byli trzeźwi, ale - jak zaznaczył prokurator - należy mieć na względzie, że przeprowadzenie takich badań możliwe było dopiero kilkanaście godzin po wypadku. 

Pobrano od nich próbki krwi do przeprowadzenia badań pod kątem obecności narkotyków. Wyniki mają być znane na początku przyszłego tygodnia.

Grozi im kara do 12 lat więzienia

"Mężczyźni zostali zatrzymani i przetransportowani do Łodzi. Na ich ciele stwierdzone zostały obrażenia. Ich wstępna ocena nie daje podstaw do wyciągania wniosków, by zagrażały one ich życiu. Jeden z zatrzymanych oświadczył, że źle się czuje, dlatego też poddany został szczegółowym badaniom lekarskim" - wyjaśnił rzecznik.

Szczegółowym badaniom poddany zostanie również biały proszek zabezpieczony w tzw. dilerkach znalezionych w audi i w pobliżu auta.

Za spowodowanie wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym, połączonego z ucieczką z miejsca zdarzenia grozi kara do 12 lat więzienia. 

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje