Dyspozytor pogotowia pomógł odebrać poród

Dyspozytor pogotowia ratunkowego w Lublinie pomógł odebrać poród. Teściowa rodzącej kobiety zadzwoniła po pomoc. Zanim jednak zdążyła przyjechać karetka, na świecie pojawiła się już dziewczynka. Pracownik pogotowia podpowiadał krok po kroku, co robić. Teraz rodzina maleństwa chce, żeby mężczyzna został ojcem chrzestnym dziecka.

Pani Magdalena przyszła wraz z mężem Danielem do swojej teściowej - pani Iwony. Wspólnie mieli jechać do szpitala. W pewnym momencie pani Magda poczuła, że akcja porodowa rozpoczęła się szybciej niż się spodziewali. Pani Iwona zadzwoniła więc na pogotowie ratunkowe do Lublina, żeby wezwać karetkę. Chwilę później musiała alarmować dyspozytora ponownie.

Reklama

- Wszystko działo się tak szybko... Trzeba było coś robić. Dziecku śpieszyło się na świat - opowiadała nam wciąż pełna emocji, ale bardzo szczęśliwa babcia dziewczynki, pani Iwona. - Rozmowa telefoniczna trwała zaledwie pięć minut. I chyba tyle też trwał cały poród - opowiada pani Iwona. Wnuczka przyszła na świat w moim mieszkaniu - dodaje z uśmiechem.

- To ja pomogłam oczyścić drogi oddechowe maleństwa. Trochę się denerwowaliśmy, bo maleńka zakwiliła i zamilkła. Potem znów cichutko zapłakała i zasnęła - wspomina babcia dziewczynki. - Nie odcinaliśmy pępowiny, bo tak poradził nam pan Arkadiusz - dodaje. Chwilę później na miejscu pojawiła się karetka pogotowia - mama z córką trafiły pod ich opiekę. Obie czują się dobrze.

- Jesteśmy bardzo wdzięczni panu Arkadiuszowi. Z tego co wiem, jemu także pierwszy raz w życiu przytrafił się taki poród - mówi pani Iwona. Dlatego szczęśliwa babcia - jak przyznała w rozmowie z naszą dziennikarką - w imieniu rodziny ma wielką prośbę do pana Arkadiusza. Chcielibyśmy, żeby został ojcem chrzestnym mojej wnuczki.

Na razie nie wiadomo, jak będzie miała na imię dziewczynka. - Zastanawiamy się. Może Michalina, Amelia albo Wiktoria. Mój wnuczek nalega, żeby jego mała siostrzyczka miała na imię Michalinka, bo ma w przedszkolu koleżanki o tym imieniu i bardzo je lubi - tłumaczy pani Iwona. - A Wiktoria? Bo taka dzielna była i tak szybko przezwyciężyła trudności - dodaje.

Babcia ze wzruszeniem opowiada całą historię i słowa uznania kieruje pod adresem całego lubelskiego pogotowia. - Potrzebowali zaledwie kilku minut, żeby pojawić się na miejscu. Troskliwie zajęli się Madzią i wnuczką. Chciałabym im za to serdecznie podziękować - mówi.

Monika Kamińska

Magdalena Jadach

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje