Nauczyciel pobity z miłości

Notowany przez policję mężczyzna dotkliwie pobił anglistę z IV LO w Białej Podlaskiej. Nie spodobało mu się, że pedagog obniżył jego ukochanej ocenę za ściąganie.

Policja poradziła nauczycielowi, żeby sam szukał sprawiedliwości. Dopiero wczoraj, po tym jak sprawą zainteresował się "Dziennik Wschodni", zmieniła zdanie.

Reklama

Na lekcji języka angielskiego w II klasie 28 października był sprawdzian. Anglista przyłapał jedną z uczennic na ściąganiu. Odjął jej 3 punkty. Reakcja była gwałtowna. Po lekcji Edyta wybiegła z klasy i zaczęła go wyzywać.

Dzień po zdarzeniu w szkole anglista, który udziela też korepetycji, dostał telefon. "Ktoś prosił, abym przyszedł do jego domu. Mówił że ma złamaną nogę. Potem dzwonił jeszcze kilka razy. 4 listopada w końcu pojechałem. Ale drzwi były zamknięte" - opowiada nauczyciel, który woli pozostać anonimowy. "Schodząc ze schodów usłyszałem zdanie: 'Już idzie'. Dotarło do mnie, że to zasadzka. Poczułem dwa potężne uderzenia: w twarz i w tył głowy. Straciłem przytomność, ocknąłem się na zewnątrz".

Nauczyciel trafił do szpitala. Do dziś jest na zwolnieniu lekarskim. Jednak policja nie zaczęła ścigać bandyty. Dlaczego? "Bo nauczyciel miał za małe obrażenia - nie wymagały leczenia szpitalnego dłuższego niż 7 dni" - poinformował nas wczoraj inspektor Waldemar Pruski, bialski komendant miejski policji (w takiej sytuacji anglista mógłby dochodzić sprawiedliwości jedynie w drodze oskarżenia prywatnego - dop. red.).

Wieczorem Pruski odesłał dziennikarzy do komisarza Marka Domańskiego, naczelnika sekcji dochodzeniowo-śledczej. A ten powiedział, że postępowanie będzie jednak prowadzone. Dlaczego? Policja wzięła pod uwagę wersję nauczyciela. Według niego, napastników było dwóch, a to zmusza policję do działania.

Pobiciem nauczyciela chwali się tymczasem 20-letni Mariusz P., uczeń III klasy liceum eksternistycznego. To nie pierwszy jego taki wyczyn. Był już notowany za rozboje, pobicia i niszczenie mienia. Nie ukrywa się. Wczoraj siedział przed blokiem Edyty. Beztroski uśmiech, włosy na żel, łańcuch na ręku. "Postanowiłem dać angliście nauczkę, bo dziewczyna żaliła się, że została ukarana za nic. Dałem mu ręką 'strzał'. Najpierw w twarz, a później, jak leżał, w głowę. On 'ściemnia', że ktoś był ze mną".

Rodzina Edyty jest mniej rozmowna. Barbara Ł., matka dziewczyny mówi, że do czasu zakończenia postępowania nie będzie się wypowiadać. "Moja córka została bardzo pokrzywdzona".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy