Przygoda z Babsztylem, Mannem i "Szansą na sukces"

Marta Milik, uczennica 2 klasy o profilu dziennikarskim I LO w Zamościu stanęła przed wielką szansą... szansą na sukces.

Jeśli komuś przyszedł w tym momencie na myśl prowadzony przez Wojciecha Manna program telewizyjnej dwójki pod tytułem "Szansa na sukces", to bardzo dobrze. Bowiem młoda zamościanka 15 kwietnia br. stanęła przed mikrofonem i w obecności zespołu Babsztyl zaśpiewała ich piosenkę pt. "W siną dal". Na razie jej występ oglądało bardzo nieliczne grono osób, ale na przełomie czerwca i lipca program zostanie wyemitowany w telewizyjnej dwójce, a to oznacza, że usłyszą i zobaczą ją tysiące telewidzów.

Reklama

- Wyjazd na "Szansę" był spontaniczny. Owszem, często oglądałam ten program, jednak nigdy nie myślałam żeby w nim wystąpić - mówi Marta Milik.

Ale za nim stanęła przed szansą zaprezentowania się w programie telewizyjnym, musiała przejść przez eliminacje.

- Kiedyś przez przypadek usłyszałam w TV, że w Lublinie są eliminacje do "Szansy". Lublin przecież niedaleko, razem z koleżanką postanowiłyśmy pojechać i spróbować - wspomina.

Miała śpiewać "Kasztany". Po piętnastosekundowej prezentacji - tyle każdy z uczestników eliminacji dostawał czasu - jeden z jurorów poprosił ją o zaśpiewanie piosenki Babsztyla. Dostała płytkę zespołu i usłyszała, że zakwalifikowałam się do programu z udziałem zespołu Babsztyl. Kolejny etap, już miał się odbyć w Warszawie. Bardzo ucieszyła ją ta wiadomość - Byłam szczęśliwa, że się dostałam do finału. Podczas eliminacji wszyscy śpiewali tak fantastycznie, że praktycznie każdy mógł dostać zaproszenie do Warszawy. A tu akurat mi się poszczęściło.

Ale z drugiej strony przyznaje - Trochę się załamałam, że to country i ten zespół. Zespołu Babsztyl praktycznie nie znałam, nie słyszałam jego piosenek. No może poza jedną, "W siną dal", której i tak nie kojarzyłam z Babsztylem.

Szkoda, bo można było zmienić repertuar i wystąpić w innym programie z innym artystą. Ale o tym nasza Marta dowiedziała się zbyt późno.

Do Warszawy zabrała ze sobą mamę i siostrę. Jak się później okazało, busem przyjechało też kilkoro jej przyjaciół, by z bliska trzymać za nią kciuki.

- Byłam szczęśliwa, że są ze mną i mnie wspierają - mówi Marta.

A sam występ...

- Było fantastycznie - nie kryje zadowolenia - Traktuję to jako największą przygodę mojego życia. Niczego nie żałuję. Bardzo się stresowałam, ale chyba bardziej od śpiewania samej rozmowy z Wojciechem Mannem. Przecież on tak groźnie wygląda! A okazał się być przesympatycznym człowiekiem. Cały czas jestem pod wrażeniem. Czułam się naprawdę szczęśliwa.

Traf chciał, że udało jej się wylosować jedyną znaną jej (wcześniej) piosenkę Babsztyla, wspomnianą już "W siną dal". Zaśpiewała najlepiej jak potrafi, jednak to nie były jej klimaty. Nie mogła zaprezentować wszystkich swoich walorów.

Nie udało jej się wygrać, ale też na to nie liczyła. Samo uczestnictwo w programie traktuje jako wielkie zwycięstwo. Tym bardziej, że decyzja o udziale w programie była bardzo spontaniczna, a samo śpiewanie traktuje bardziej jako zabawę. Owszem, śpiewa od najmłodszych lat. Wielokrotnie brała udział w różnych akademiach szkolnych, konkursach wokalnych. Zdobywała nagrody. Ale to było przede wszystkim w szkole podstawowej. W czasach gimnazjum tylko sporadycznie występowała, a w ogólniaku - wcale.

Marta już wie, że nie zakończy swojej przygody z "Szansą na sukces" na jednorazowym występie. Chce jeszcze raz przejść przez eliminacje i spróbować swoich sił w repertuarze zespołu, który jej bardziej leży, przy którym będzie mogła zaprezentować wszystkie walory swojego głosu.

wald

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje