"Serce na dłoni"- "Doda ci sił".

Zamojska premiera nowego filmu Krzysztofa Zanussiego pt. "Serce na dłoni" zbiegła się z obchodami Światowego Dnia Serca.

Na Rynku Wielkim w Zamościu specjaliści z dziedziny kardiologii, posiłkowani gwiazdami estrady przekonywali mieszkańców miasta - a dzięki transmisjom telewizyjnym - i widzów zasiadających przed telewizorami, że o serce warto dbać.

Reklama

Temat serca, i to przedstawiony w różnych aspektach, pojawił się w najnowszym filmie największego moralizatora polskiego kina. Na premierę filmu do kina Stylowy przybył reżyser w asyście Marka Kudełki, odtwórcy głównej roli w filmie.

- Bardzo się cieszę, że mogę uczestniczyć w premierze filmu w Zamościu, mieście w którym się urodziłem i wychowałem, tutaj chodziłem do szkoły. To jest marzenie każdego młodego aktora dostać główną rolę w filmie, nie mówiąc już o roli u tak znakomitego reżysera jakim jest Krzysztof Zanussi - powiedział aktor, student II roku szkoły aktorskiej.

Pochodzący z Zamościa młody aktor został wybrany do roli głównej spośród 160 kandydatów, którzy stawili się na zdjęcia próbne.

Po projekcji filmu można było się przekonać, że reżyser dokonał słusznego wyboru. Wprawdzie nie jest to kandydat do roli głównej w filmie, w którym "trup ścieli się gęsto", ale do filmów Zanussiego, jak najbardziej.

Zagrany przez Kudełkę Stefan to postać bardzo wrażliwa, trochę zamknięta, trochę introwersyjna, ale tak naprawdę bystra i myśląca.

Przeciwieństwem jego jest Konstanty (Bohdan Stupka odtwórca roli Chmielnickiego z "Ogniem i mieczem") - pozbawiony skrupułów oligarcha, czerpiący z życia pełnymi garściami.

Los sprawia, ze obie postacie poznają się w szpitalu. Konstanty stoi o krok od śmierci, jego serce nie wytrzymuje hulaszczego trybu życia i nadaje się tylko do wymiany. Potrzebna jest natychmiastowa transplantacja. Stać go na to, ma dość pieniędzy, a brak skrupułów w tej sytuacji jest pomocny. I w tych okolicznościach poznaje marzącego o śmierci Stefana, który po stracie pracy, dziewczyny i dachu nad głową zwątpił w sens życia i podejmuje kolejne próby samobójcze.

Wokół próby pozyskania serca do przeszczepu toczy się akcja filmu, a widzowie są świadkami wielu zabawnych sytuacji z tym związanych. Bo jak się okazuje film jest regularna komedią.

- Wydawało mi się, że można zrobić coś poważnego, przedstawiając to w niepoważny sposób. Film jest do śmiechu i nie wymaga ciężkiej pracy w oglądaniu - mówił przed projekcją Krzysztof Zanussi.

Oczywiście nie trudno było zauważyć, że "Serce na dłoni" jest czarną komedią. Nie jest to typowy film rozrywkowy, który ma tylko bawić i wywoływać pusty śmiech. Reżyser włożył w dialogi i sceny wiele bardzo poważnych kwestii. Tym filmem chciał przekazać swój stosunek do dzisiejszego świata.

- Różni kaznodzieje próbują wmawiać nam, że prawda nie istnieje, że zło od dobra niczym się nie różni, że jesteśmy tacy jak nas rodzicie i społeczeństwo wychowało. A ja ciągle wierzę, że jesteśmy wolni, że mamy choć odrobinę moralności w sobie, że wiele od nas zależy i że jeśli tylko chcemy, możemy się zmienić - taki jest stosunek reżysera do dzisiejszego świata i ten przekaz możemy w filmie znaleźć.

Zmienić mogą się nawet najbardziej zepsuci ludzie. W finale możemy zauważyć wiele przemian. Po udanej transplantacji zepsuty do szpiku kości Konstanty rozpoczyna nowe życie. Rozdaje pieniądze bezdomnym, klęka do modlitwy, przekazuje czek dla schroniska dla zwierząt, dzięki czemu Stefan ma gdzie pracować i realizować swoje marzenia. Zmienia się też i Stefan. Wraca do niego dziewczyna, rozpoczyna pracę i odzyskuje wiarę w życie.

Przeobrażeniom wewnętrznym ulega jeszcze jedna osoba. Postać, która zagrała jedynie epizod - łącznie na ekranie może 3 minuty - była dla przekazu bardzo ważna.

Mowa tutaj o piosenkarce Dorocie Robaczewskiej większości znanej jako Doda i kojarzonej z symbolem seksu, rozwiązłością i wulgaryzmem.

- Zaangażowanie w jednej z ról Dody nie miało związku z tym, że miała to być produkcja komercyjna. Mam nadzieję, że państwo to zauważycie po obejrzeniu filmu i odgadniecie moje zamierzenia - mówił Krzysztof Zanussi.

W pierwszej scenie, w której się pojawiła - prywatny koncert w willi Konstantego - była właśnie taka, jaką znamy z mediów.

Pod koniec filmu widzimy ją już zupełnie inną, inny strój, inne zachowanie i zupełnie inna muzyka.

Doda zaśpiewała arię westalki z opery Gaspare Spontiniego. Zaskakująca przemiana i gdyby nie ten kolczyk, który pozostał w jej języku, trudna do uwierzenia.

Tych kontrastów mogliśmy w filmie dostrzec wiele. Z jednej strony wielki przepych i rozpusta w willi oligarchy, z drugiej strony rudera, w której mieszka główny bohater i nie ma nawet na czynsz. Role Stefana i Konstantego też były przedstawione na zasadzie przeciwieństwa. Pierwszy chce umrzeć, życie go w żaden sposób nie bawi, drugi- bawi się życiem, za wszelką cenę chce żyć jak najdłużej.

W niektórych scenach i dialogach można było dostrzec drugie dno. Skądinąd bardzo zabawna scena, w której matka Konstantego (Nina Andrycz) wyjawia mu tajemnice, że jego ojciec nie jest jego biologicznym ojcem, pokazała stosunek reżysera do produkcji telenowel i ich wpływu na świadomość telewidzów. Nie wszyscy są świadomi tego, jak wielki mają one wpływ na rzeczywistość, jak mogą namieszać w ich życiu.

Zdania na temat nowego filmu Krzysztofa Zanussiego są podzielone. Na pewno jest to film inny, niż wcześniejsze jego produkcje. Moralizatorstwo jest tutaj zakamuflowane, widz nie jest zmęczony oglądaniem filmu. Jest dużo zabawnych scen, dużo śmiechu, czasami śmiechu przez łzy, ale film na pewno pobudza do myślenia. I chyba o to reżyserowi chodziło najbardziej. Film jest warty obejrzenia, do czego wszystkich namawiam.

"Serce na dłoni" jest koprodukcja polsko-ukraińska. Muzykę skomponował Wojciech Kilar, a w filmie występują m.in. Bohdan Stupka, Marek Kudełko, Krzysztof Kowalewski, Szymon Bobrowski, Boryc Szyc, Maciej Zakościelny, Stanisława Celińska, Marta Żmuda - Trzebiatowska, Agnieszka Dygant, Nina Andrycz, Wojciech Mann, Tomasz Sapryk i Dorota Robaczewska.

wald

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy