Zarzuty dla żony policjanta, który spowodował wypadek

25-letnia Monika B. żona policjanta z Łęcznej (woj. lubelskie) podejrzanego o spowodowanie wypadku drogowego, w którym zginęła 19-latka, usłyszała zarzuty pomagania mężowi w zacieraniu śladów przestępstwa oraz nieudzielenia pomocy poszkodowanej.

- Przesłuchana w charakterze podejrzanej Monika B. przyznała się do popełnienia zarzucanych jej czynów i złożyła wyjaśnienia - poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie Beata Syk-Jankowska.

Do wypadku doszło w grudniu ubiegłego roku w miejscowości Wólka pod Lublinem. Przechodząca przez oznakowane przejście dla pieszych 19-latka została potracona przez samochód osobowy, a kierowca zbiegł z miejsca wypadku i nie udzielił jej pomocy. Kobieta zmarła na skutek odniesionych obrażeń - uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego.

Po kilku dniach poszukiwań sprawcy okazało się, że jest nim 26-letni policjant z Łęcznej Witold B. Jego samochód - na którym były uszkodzenia świadczące o tym, że auto brało udział w wypadku - znaleziono w warsztacie samochodowym w Spiczynie, niedaleko Łęcznej.

Reklama

Witold B. przyznał się do zarzucanych mu czynów. Wyjaśniał, że zauważył kobietę na przejściu dla pieszych, w odległości około jednego metra przed przejściem. Początkowo zatrzymał się na krótko, ale przestraszył się konsekwencji swojego zachowania i odjechał. Rodzinie miał powiedzieć, że auto zderzyło się z sarną i jeszcze tego samego dnia wstawił samochód do warsztatu.

Żona pomagała mu zatrzeć ślady

W toku prowadzonego śledztwa okazało się, że w dniu wypadku razem z Witoldem B. w samochodzie jechała jego żona. 25-latce prokurator przedstawił zarzut nieudzielenia pomocy potrąconej na przejściu dla pieszych kobiecie. Za to przestępstwo grozi kara do trzech lat więzienia.

Według prokuratora Monika B. utrudniała także postępowanie karne w sprawie wypadku.

- Pomagała mężowi uniknąć odpowiedzialności karnej i w tym celu zacierała ślady przestępstwa, ułatwiając mu oddanie samochodu do warsztatu - dodała Syk-Jankowska.

Za przestępstwo utrudniania postępowania karnego grozi kara do pięciu lat więzienia, ale sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary lub nawet odstąpić od jej wymierzenia, jeśli sprawca działał z obawy przed odpowiedzialnością karną grożącą osobie najbliższej.

Prokurator zastosował wobec Moniki B. dozór policji i zakaz opuszczania kraju połączony z zakazem wydawania paszportu.

Witold B. jest aresztowany. Za spowodowanie wypadku śmiertelnego i ucieczkę z miejsca zdarzenia grozi mu kara do 12 lat więzienia. Został już wydalony ze służby w policji.

Dowiedz się więcej na temat: policja | wypadek

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje