Leczy raka sokami, wodą utlenioną i lewatywą

Leczy nowotwory sokami z warzyw, lewatywą i wodą utlenioną. Swoją metodę poleca tym, którzy zawiedli się na tradycyjnych sposobach leczenia farmakologicznego.

Stary dom pod lasem w Dębince. Mieszka w nim Rafał Kiszko, który twierdzi, że dieta oparta na soku ze świeżych warzyw potrafi zdziałać cuda.

Reklama

- W przeciwieństwie do tradycyjnej medycyny, która leczy skutki choroby, my staramy się usunąć przyczynę. Badania naukowe potwierdzają, że to właśnie złe żywienie jest zazwyczaj źródłem chorób - opowiada. - Nikomu nie dajemy gwarancji wyleczenia, lecz dzielimy się swoją wiedzą i efektami, jakie osiągnęło wielu ludzi. Naszych pacjentów uczymy, jak dbać o własne zdrowie. Nikogo nie zmuszamy do rezygnacji z opieki lekarskiej. Zachęcamy jedynie, aby nie zapominali o starych i skutecznych metodach naszych babć.

Znachor z Dębinki uprzedza wszystkich, że nie jest lekarzem i nie świadczy usług medycznych. Do niczego nie namawia, sugeruje jedynie zbawienną moc warzyw. Zapewnia, że klient kupuje informację i poradę. Chorzy zgłaszają się sami, na miejscu uświadamia ich, jak działa kuracja. Wcześniej kontaktują się drogą mailową. Zakwalifikowanie do terapii poprzedza przesłanie wykonanych i opisanych wcześniej wyników badań.

Zdolny samouk i malarka

- Żeby robić sok z marchewki, nie trzeba być lekarzem - rzuca nieco zniecierpliwiony znachor. - Jestem samoukiem i szkoda mi czasu na robienie dyplomu na uczelni, na której nie uczą tego, co powinni. Kiedy mam jakąś wątpliwość, sugeruję klientowi poradę lekarską. Naturalnych metod leczenia nie poleca ministerstwo zdrowia, a wręcz zabrania ich praktykowania, a firmy farmaceutyczne je potępiają. Bo przez to uciekają im pieniądze.

Tygodniowy koszt pobytu w ośrodku wynosi 5 tys. zł. W cenie jest zakwaterowanie, wyżywienie, suplementy wspomagające leczenie. Terapia z gwarancją jest dużo droższa, indywidualny program leczenia nowotworów trwa ok. 6 miesięcy; koszt zaczyna się od 50 tys. zł.

Potwierdzeniem skuteczności są podobno wyniki badań. Klient kupuje tu usługę i informację. Wysokie koszty pobytu powodują, że ludzie zwykle przyjeżdżają na dwa tygodnie, by zapoznać się z metodą.

Na stronie internetowej ośrodka R. Kiszko reklamuje się jako przedsiębiorca, elektronik, informatyk, fizyk, naukowiec, filozof, myśliciel, hacker, inwestor, kierowca wyścigowy, nurek, aktor, fotograf, a nawet didżej. "Cechuje go wyjątkowa ciekawość świata. W przeszłości prowadził na zachodzie Europy firmy telekomunikacyjne i informatyczne. Obecnie zajmuje się badaniami energii oraz elektrodynamiki kwantowej."

O jego wspólniczce, Elżbiecie, można wyczytać, że jest zootechnikiem i technikiem hotelarstwa. Interesuje się botaniką. Uprawia ogród, a w wolnych chwilach oddaje się malarstwu.

Interesem kręci pani Grażyna, która z Kanady zarządza firmą. Tyle o szefach ośrodka.

Swojej działalności nie zarejestrowali w Urzędzie Gminy w Trzebielu.

Wierzę, że to leczy

Od tygodnia przebywa tam Marek Bućwiński z Krakowa. Przyjechał do Dębinki ze swoją matką chorą na raka. Guz utrudnia jej przełykanie i jedzenie. Po tygodniu pan Marek zauważa poprawę.

- Matka śpi spokojniej i nie skarży się na ból - podkreśla Bućwiński. - Wcześniej skazana była na hospicjum, gdzie podawano jej środki przeciwbólowe. Wierzę, że ta metoda w 100 procentach może wyleczyć człowieka. Ludzie muszą się dowiedzieć, że mają alternatywny sposób walki z nowotworami. Sam przyjechałem tu zrzucić trochę brzuszka.

Kiszko leczy ludzi surowymi warzywami i owocami. Dieta Gersona to osiem szklanek soków dziennie, świeżo wyciśniętych z marchwii, bananów, brokułów i jabłek. W połączeniu z lewatywą pozwala oczyścić organizm z toksyn. Klient zasilany jest potasem i witaminą C. Według teorii znachora, woda utleniona utlenia, a w konsekwencji zabija komórki nowotworowe. Raz na tydzień uzdrowiciel kupuje skrzynkę marchwi i innych warzyw w gospodarstwach ekologicznych, ale zdradza, że zaopatruje się również w marketach.

Kto wprowadza w błąd...

Rafał Kiszko nigdzie nie pracuje. Jego fundusze z Wielkiej Brytanii skończyły się. Pomyślał więc, że skoro zgłębia tajniki leczenia alternatywnymi metodami, czas, by zaczęło to przynosić dochody. Sukcesy? Na razie na terapię zdecydowały się trzy osoby.

Pytany, czy nie boi się, że ludzie nazwą go szamanem, szybko odpowiada.

- Kieruję się logiką, pomagam ludziom zastosować wiedzę zawartą w książkach napisanych przez wielu uczonych. Sam z siebie niczego nie wymyślam - zastrzega szef ośrodka.

Nie obawia się konsekwencji prawnych, bo nikogo do niczego nie zmusza i nie namawia do rezygnacji z terapii farmakologicznej.

Czy to legalne? - Jeśli przyjmiemy, że wprowadza ludzi w błąd w celu uzyskania korzyści majątkowych, to czeka go odpowiedzialność karna - dowiedzieliśmy się w żarskiej prokuraturze. Na razie nie otrzymaliśmy żadnego zgłoszenia.

Oszust?

Jacek Bąk z NZOZ Hospicjum w Kunicach zajmuje się pacjentami w końcowych stadiach choroby nowotworowej. Dla niego działalność ośrodka w Dębince to zwykłe oszustwo i naciąganie ludzi.

- Ja swoje usługi opieram na zdobyczach medycyny, a i tak nikomu nie obiecuję cudów. Powinny się tym zainteresować organy ścigania - podkreśla lekarz.

Sceptycznie do metod Rafała Kiszko podchodzi Andrzej Rozmiarek, szef Lubuskiego Ośrodka Onkologii (bywa na konsultacjach także w 105 Szpitalu Wojskowym w Żarach).

- Nie znam przypadków wyleczenia nowotworów warzywami. Nie znane mi są poważne badania, które mogłyby to potwierdzać - dodaje A. Rozmiarek. - Niekonwencjonalnych metod na odchudzanie też jest całe mnóstwo i każda, zdaniem autora, jest skuteczna. Tak samo jest z leczeniem marchewką.

Lucyna Makowska

Czytaj również:

SZUKAJĄ SPOSOBÓW NA ZNACHORÓW I SZARLATANÓW

UZDROWICIEL CZY SZARLATAN?

NIE DAJ SIĘ "UZDROWIĆ"

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy