Reklama

Reklama

Kraków: CBA zatrzymało podejrzaną o łapownictwo

Urząd Miasta Krakowa zapewnił, że miasto nie poniosło strat w wyniku działania kolejnej osoby zatrzymanej przez CBA, podejrzewanej o łapownictwo przy załatwianiu lokali w tym mieście - wynika z informacji dyrektora biura prasowego miasta Macieja Grzyba.

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało w poniedziałek kobietę podejrzewaną o płacenie łapówek i składanie obietnic korupcyjnych za pomoc przy uzyskiwaniu komunalnych mieszkań i lokali w Krakowie - dowiedziała się PAP. Wcześniej w tej sprawie zatrzymano osiem osób.

Reklama

Poniedziałkowa akcja to kontynuacja działań CBA z lutego i lipca. Teraz zatrzymano kobietę, która wygrała przetargi na trzy lokale - dwa w centrum Krakowa i jeden w Nowej Hucie - wynika z informacji PAP. Temistokles Brodowski z wydziału komunikacji społecznej CBA potwierdził zatrzymanie kobiety. "Czynności z nią trwają, przeszukiwane jest też kilka miejsc z nią związanych" - powiedział PAP. 

Według śledczych bizneswoman miała przekazać 100 tys. zł łapówki mężczyźnie i kobiecie, którzy mieli doprowadzić do korzystnego dla niej rozstrzygnięcia przetargów na lokale. Miała też obiecać, że kupione od miasta lokale sprzeda za wyższa cenę, a jedną trzecią zysku przekaże jako dalszą część łapówki. Kobieta wygrała przetargi na lokale, ale ponieważ nie udało się jej ich sprzedać, nie wpłaciła zadeklarowanych w konkursie kwot, więc wróciły do miasta.

Według nieoficjalnych informacji PAP łapówki miały otrzymać zatrzymane już w tej sprawie osoby - pośredniczące w nielegalnym interesie. Nie wiadomo, czy rzeczywiście doszło do przekazania łapówek dalej, jednak faktycznie osoba, która je przekazała wygrała przetargi na wszystkie trzy budynki. 

Do zatrzymania doszło w ramach śledztwa prowadzonego przez krakowską delegaturę CBA pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Krakowie.

Dyrektor Biura Prasowego UMK Maciej Grzyb zapewnił, że w tym przypadku nie doszło do uszczuplenia majątku miasta, lecz odwrotnie - osoba, która wygrała wszystkie trzy przetargi straciła wadium 261 tys. zł, ponieważ nie doszło do nabycia przez nią lokali.

Wskazał, że chodzi o dwie kamienice w ścisłym centrum Krakowa, położone przy ul. Józefa, ul. Szerokiej - oraz jedną na os. Młodości w Nowej Hucie, które miasto sprzedało w przetargu ustnym nieograniczonym zgodnie z obowiązującymi przepisami ustawy o gospodarce nieruchomościami.

Grzyb podał, że przetarg na nieruchomość na os. Młodości odbył się 2 września 2014 r. Przy cenie wywoławczej wynoszącej 2 mln 377 tys. zł do przetargu przystąpiła jedna osoba, która została nabywcą nieruchomości za kwotę 2 mln 400 tys. 770 zł. 

W przetargach na śródmiejskie adresy stanęło więcej chętnych - na nieruchomość przy ul. Szerokiej dwanaście osób, a przy Józefa - siedem, choć wygrała je ta sama osoba, co nowohucki przetarg. Oba odbyły się 21 października 2014 r. i po licytacji cena za Szeroką doszła z wywoławczej 1,7 mln zł do ponad 2,5 mln zł, a za Józefa z 1 mln 127 tys. zł do 1,9 mln zł, a po 5-proc. bonifikacie dla nabywcy - 1,8 mln zł.

Później kamienice sprzedano w nowych przetargach zorganizowanych przez miasto - zaznaczył Grzyb. 

Przypomniał, że przetargi na nieruchomości organizowane przez miasto są jawne i transparentne, a do przetargu może przystąpić każdy, kto wpłaci wadium w terminie i wysokości określonej w ogłoszeniu.

CBA zatrzymało wcześniej - pod koniec lutego - w ramach wielomiesięcznego śledztwa w sprawie nieprawidłowości przy wynajmie różnym podmiotom gospodarczym przez Zarząd Budynków Komunalnych w Krakowie nieruchomości w ścisłym centrum Krakowa dwoje pośredników - Roberta F. i Małgorzatę P. oraz biznesmena i krakowskiego lekarza. W śledztwie okazało się, że F. i P. w zamian za łapówki podejmowali się pośrednictwa w załatwianiu najmu lub kupna mieszkań i lokali użytkowych. Wszystkie oferowane przez nich nieruchomości usytuowane są w atrakcyjnych częściach Krakowa - niedaleko Rynku i w okolicach Wawelu.

Prawdopodobnie to F. i P. mieli wziąć pieniądze od zatrzymanej w poniedziałek przez CBA kobiety.

Wówczas zatrzymano ich w jednej z restauracji w centrum Krakowa, w trakcie przekazywania pieniędzy przeznaczonych na łapówki dla urzędników w zamian za wygranie przetargu na nieruchomość przez konkretną osobę. W toku czynności zabezpieczono między innymi samochód marki Porsche Cayenne z 2015 roku o wartości kilkuset tysięcy złotych, należący do Roberta F., który formalnie nie ma żadnych dochodów - podała wtedy prokuratura.

Na początku lipca CBA zatrzymało w tej sprawie kolejne cztery osoby - trzy urzędniczki krakowskiego ratusza i pośredniczkę Magdalenę Z., która pieniędzmi i prezentami, m.in. perfumami, miała skorumpować urzędniczki. Jedną z zatrzymanych przez CBA pracownic magistratu - dyrektor wydziału mieszkalnictwa Urzędu Miasta Krakowa Katarzynę I. - sąd wypuścił z aresztu po wpłaceniu 50 tys. zł kaucji. Inna kierowniczka jednego z referatów zajmujących się lokalami komunalnymi Bernadetta Sz. pozostaje w areszcie.

Wobec czwartej z zatrzymanych wówczas przez CBA kobiet - urzędniczki ratusza Alicji N.-K. nadzorująca śledztwo CBA Prokuratura Okręgowa w Krakowie nie wniosła o areszt, ale zastosowała poręczenie majątkowe - 20 tys. zł, dozór policji i zakaz opuszczania kraju.

Prokuratura postawiła pracowniczkom samorządowym zarzuty sprzedajności urzędniczej - przyjmowania korzyści majątkowych lub osobistych w związku z pełnioną funkcją i za zachowanie stanowiące naruszenie przepisów prawa. Zarzucono im też przekroczenie uprawnień, płatną protekcję i przekupstwo. Kobiecie, która miała pośredniczyć w przekazywaniu pieniędzy dla urzędniczek, zarzucono przekupstwo.

Urzędniczki w zamian za mające sięgać w sumie kilkudziesięciu tysięcy złotych łapówki lub prezenty przekazywane przez pośredniczkę, np. perfumy, miały pomagać w uzyskaniu prawa do lokali użytkowych i mieszkalnych w atrakcyjnych miejscach Krakowa, m.in. przy ul. Szewskiej, Karmelickiej czy Mostowej. Do tych zdarzeń miało dochodzić w latach 2015-17, a sprawa dotyczy co najmniej kilkunastu nieruchomości: mieszkań, lokali użytkowych i kamienic.

Krakowski magistrat po zatrzymaniach kobiet deklarował współpracę z organami ścigania.

Zarzucane podejrzanym czyny są zagrożone karą od roku do 10 lat pozbawienia wolności.

Według śledczych sprawa jeszcze się nie skończyła.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy