Reklama

Reklama

Poszukiwania grotołazów w Jaskini Wielkiej Śnieżnej. Bez przełomu

Ratownicy nadal nie mają kontaktu z poszukiwanymi dwoma grotołazami, którzy utknęli w Jaskini Wielkiej Śnieżnej w Tatach. "Szanse na przetrwanie są coraz mniejsze i niestety musimy bardzo poważnie brać pod uwagę ten problem" - poinformował naczelnik TOPR Jan Krzysztof.

Przypomnijmy, że grotołazi weszli do Jaskini Wielkiej Śnieżnej w Tatrach wraz z czterema towarzyszami w czwartek. Dwóch z nich zostało odciętych przez wodę, która zalała część korytarza w tzw. Przemkowych Partiach. 

Reklama

Ostatni kontakt głosowy zaginieni mieli ze swoimi towarzyszami w sobotę około godz. 2.00 w nocy. Ratownicy TOPR zostali powiadomieni o kłopotach w sobotę późnym popołudniem przez grotołazów, którym udało się wydostać z zalanej jaskini. 

Poszukiwani to speleolodzy z Wrocławia

Naczelnik TOPR Jan Krzysztof przekazał w poniedziałek, że poszukiwani grotołazi to członkowie jednego z wrocławskich klubów speleologicznych. 

"Ekipa sześciu osób penetrujących Jaskinię Wielką Śnieżną jest związana z jednym z klubów speleologicznych z Wrocławia. Grotołazi próbowali eksplorować nowe tereny jaskini. Byli bardzo dobrze przygotowani do takiej eksploracji" - poinformował Jan Krzysztof.

Zdaniem ratowników, dwóch uwięzionych grotołazów, idąc przodem, prawdopodobnie podczas swoich działań niechcący odcięło możliwość odpływu gromadzącej się w jaskini wody, która w ciągu pół godziny wypełniła nieckę, uniemożliwiając im wyjście.

"W ten rejon jaskini wcześniej dochodzili grotołazi, ale nie wiemy, czy poszukiwani są w kompletnie nowym miejscu, gdzie schronili się przed wodą" - dodał naczelnik TOPR.

Walka z czasem, pomogą specjaliści z KGHM

Dramatyczna akcja ratunkowa trwa już drugą dobę. W nocy prowadziło je łącznie 26 ratowników w tym TOPR, słowaccy ratownicy górscy, grupa specjalistyczna ratownictwa wysokościowego z PSP w Krakowie i ratownicy górniczy. Dziś w poszukiwania mają włączyć się też specjaliści od wysadzania skał z KGHM.

"Specjaliści z KGHM przywiozą nam różne systemy do poszerzenia przestrzeni skalnej, do burzenia monolitycznych ścian, jak również do wentylacji. Będziemy tutaj na miejscu sprawdzać, czy jesteśmy w stanie zastosować te rozwiązania w jaskini" - przekazał naczelnik TOPR Jan Krzysztof.

Fachowcy z KGHM przeszkolą w Zakopanem ratowników TOPR z użycia tego sprzętu i jeżeli jego zastosowanie będzie możliwe w warunkach jaskini, to zostanie on zabrany w rejon poszukiwań.

"Szanse coraz mniejsze"

"W jaskini panują trudne warunki. Temperatura wynosi około 4 stopni Celsjusza. Obawiamy się o życie poszkodowanych. Kluczowym pytaniem dla nas jest, czy przetrwali. Nadal nie wiemy, gdzie oni są, a odcinek, który usiłujemy udrożnić, ma około 30 metrów. Nie wiemy, czy poszkodowani trafili na jakiś ciąg boczny, bo nikt dokładnie nie spenetrował tego korytarza jaskini" - przekazał naczelnik TOPR Jan Krzysztof.

Z informacji czwórki grotołazów, którzy bezpiecznie wyszli na zewnątrz, wiadomo, że uwięziona dwójka wyposażona jest w skromny zestaw jaskiniowy. Na pewno posiadają folię NRC (tzw. koc ratunkowy) chroniącą od utraty ciepła.

"To w zasadzie wszystko, co ich chroniło przed utratą ciepła. Kiedy mieli jeszcze bezpośredni kontakt głosowy, poinformowali swoich towarzyszy, że siedzą właśnie w foliach NRC. Kontakt z nimi był właśnie od tej strony, od której prowadzimy poszerzanie korytarza. Mamy wrażenie, że są niedaleko, może być to kilkanaście metrów, ale czas dotarcia to już zupełnie inna kwestia" - wyjaśnił naczelnik TOPR.

"Akcja wyjątkowo ekstremalna"

Naczelnik TOPR wyjaśnił, że duży problem podczas akcji ratunkowej stanowią spaliny, które powstają podczas eksplozji materiałów kruszących skały.

"Obecnie przygotowywane są trzy systemy wentylacyjne i przekonamy się, który z nich będzie najskuteczniejszy do odprowadzania spalin po eksplozjach" - dodał.

Minionej nocy w jaskini strzały odbywały się co dwie, trzy godziny. Jan Krzysztof wyjaśnił, że nie są to pojedyncze strzały, a seria strzałów. Ratownicy obawiali się, że z uwagi na zadymienie odstępy czasowe pomiędzy strzałami będą jeszcze większe, jednak udało się je zminimalizować.

"Obawiamy się oddziaływania gazów na naszych pirotechników, którzy muszą się po takim strzale odpowiednio zregenerować i wentylować, aby mogli samodzielnie wyjść. Bezpieczeństwo ratowników jest niezwykle istotne. Akcja w jaskini jest wyjątkowo ekstremalna. Problemem jest nie tylko ciasnota, ale i wentylacja przestrzeni jaskini, wilgoć i temperatura" - powiedział naczelni TOPR.

Najgłębsza jaskinia w Tatrach

Jaskinia Wielka Śnieżna to najdłuższa i najgłębsza jaskinia w Tatrach. Długość jej korytarzy wynosi niemal 24 km, a deniwelacja ponad 800 metrów, choć nie wszystkie korytarze zostały dokładnie zbadane. 

Jest to jaskinia o skomplikowanych, wąskich korytarzach i przesmykach, która posiada kilka otworów wejściowych. Jest zamknięta dla turystów. Mogą ją eksplorować tylko wykwalifikowani grotołazi.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje