Reklama

Reklama

Proces w sprawie kantoru Wielopole

Przed krakowskim sądem ponownie rozpoczął się we wtorek proces 16 osób oskarżonych o działanie w grupie przestępczej, zajmującej się wymuszeniami rozbójniczymi, oszustwami i lichwą pod szyldem kantoru Wielopole.

Poprzednio proces rozpoczął się w kwietniu, ale po kilku rozprawach ze składu orzekającego wyłączyła się sędzia, której mąż jako radca prawny udzielał pomocy jednemu z pokrzywdzonych w tym procesie. Skład sędziowski uzupełniono o nowego sędziego i proces musiał ruszyć od nowa.

Reklama

Wśród oskarżonych, oprócz domniemanego organizatora i szefa grupy Edwarda K., znajduje się m.in. dwóch krakowskich notariuszy i adwokat. Śledztwo w tej sprawie prowadziła Prokuratura Okręgowa w Kielcach.

Według śledczych, grupa powstała około 1998 roku, a akt oskarżenia obejmuje lata 1999-2006. W tym czasie oskarżeni mieli wyłudzić kilkadziesiąt nieruchomości w Krakowie i okolicach o wielomilionowej wartości. Był wśród nich np. hotel na krakowskim Kazimierzu o wartości 8 mln zł i nieruchomość pod Krakowem kosztująca 3,5 mln zł. W sprawie występuje 26 pokrzywdzonych.

Opisany w akcie oskarżenia przestępczy proceder polegał na pożyczaniu pieniędzy biznesmenom pod zastaw należących do nich nieruchomości. W toku spłaty grupa podnosiła odsetki lub decydowała o przejęciu nieruchomości.

W przypadku, gdy dłużnik odmawiał podpisania umowy o "sprzedaży" nieruchomości, dochodziło do pobić i siłowych wymuszeń. Transakcje były prowadzone przez wtajemniczonych notariuszy, a jeden z adwokatów współpracujących z przestępcami miał dopilnować wszelkich formalności prawnych.

W większości zawartych umów grupa odstępowała jednak od przejęcia nieruchomości, zadowalając się zwiększonymi odsetkami. Jak stwierdziła w akcie oskarżenia prokuratura, w sytuacji, gdyby każda pożyczka kończyła się przejęciem nieruchomości, grupa straciłaby kolejnych potencjalnych pożyczkobiorców.

W toku śledztwa na poczet przyszłych kar zabezpieczono wielomilionowy majątek, należący do podejrzanych, w tym około 40 nieruchomości, a także samochody, biżuterię, dzieła sztuki i pieniądze.

Oskarżeni w śledztwie nie przyznali się do winy. Edward K. podnosił, że padł ofiarą prowokacji organów ścigania. Według prokuratury jest to jedynie linia obrony oskarżonego.

Jak podkreśliła prokuratura w akcie oskarżenia, w wyniku śledztwa nie udało się wyjaśnić źródeł pochodzenia kapitału początkowego, tj. tych środków finansowych, którymi grupa dysponowała w 1998 r. Zebrane w śledztwie dowody wskazują, iż organizacja Edwarda K. mogła być wówczas zasilana finansowo pieniędzmi należącymi do rozbitej w 2000 roku przez CBŚ "grupy pruszkowskiej". Dodatkowym źródłem była działalność parabankowa, która doprowadziła do zwielokrotnienia kapitału.

Ponowny proces rozpoczął się we wtorek z kilkugodzinnym opóźnieniem, ponieważ główny oskarżony podnosił, iż ze względu na stan zdrowia i "ponadprzeciętne cierpienie" nie może uczestniczyć w rozprawie. Wniosek o odroczenie uzasadniał tym, iż z powodu awarii pompy morfinowej jako inwalida po wypadku cierpi z bólu i znajduje się w stanie oszołomienia zastępczymi środkami przeciwbólowymi.

Z uwagi na zachowanie oskarżonego, naruszającego powagę sądu, sąd nakazał mu opuścić salę rozpraw na 10 minut. W przerwie sąd ustalił, że oskarżonemu wydano leki przeciwbólowe i że może on - według lekarzy - uczestniczyć w rozprawie. Na tej podstawie sąd zarządził kontynuowanie procesu i prokurator zaczął odczytywać akt oskarżenia.

Także początek poprzedniego procesu był utrudniony. Najpierw sąd z urzędu odroczył termin rozprawy, uznając, iż powinien się on toczyć w zawodowym składzie trzech sędziów zamiast jednego. Następnie powodem były problemy zdrowotne zgłaszane przez oskarżonego Edwarda K., który następnie trzykrotnie odmówił opuszczenia celi na rozprawę i rozpoczął w areszcie głodówkę.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy