Reklama

Reklama

Tatry: Zabójcza lawina

Przerwano poszukiwania osób zasypanych przez lawinę, która dzisiaj przed południem zeszła pod Rysami w Tatrach. W szpitalu w Zakopanem znajdują się 4 poszkodowane osoby - powiedział lekarz i ratownik TOPR Józef Janczy. Jedna odkopana osoba nie żyje. 

Stan chłopca operowanego w zakopiańskim szpitalu - jednego z poszkodowanych w lawinie, jest ciężki, a rokowania niepewne - powiedział PAP ordynator oddziału urazowo-ortopedycznego dr Marian Papież. Lekarze stwierdzili u chłopca krwiak śródczaszkowy i otwarte złamanie czaszki. Konieczna była operacja, która trwała ponad trzy godziny.

Reklama

W zakopiańskim szpitalu przebywa jeszcze troje poszkodowanych - dwóch chłopców i dziewczyna. Ich stan lekarze określają jako zadawalający.

Lawina porwała dzisiaj przed południem wycieczkę młodzieży szkolnej z Tychów, która wędrowała na Rysy. Jej uczestnikami byli uczniowie I LO w Tychach oraz osoby związane z działającym w tej szkole Klubem Sportowym "Pion".

Według ustaleń ratowników i policji, w grupie szło trzynaście osób, prawdopodobnie dziewięcioro z nich zostało zasypanych. Trzy osoby, w tym jedną martwą, odkopali do południa ratownicy, pozostałe sześć osób prawdopodobnie wciąż znajduje się pod śniegiem lub lodem na Czarnym Stawie pod Rysami, rozbitym przez czoło lawiny.

- Ratownicy wznowią poszukiwanie ofiar lawiny pod Rysami w Tatrach tak szybko, jak pozwolą na to warunki pogodowe oraz zagrożenie lawinowe - powiedział PAP wieczorem zastępca naczelnika TOPR Adam Marasek. Zastrzegł jednak, że w związku z utrzymującymi się trudnymi warunkami i nikłymi szansami na przeżycie turystów ratownicy będą unikać niepotrzebnego ryzyka.

- Wszystko zależy od warunków, w tej chwili bardzo wieje i bardzo sypie śnieg, a w rejonie istnieje zagrożenie zejściem lawin z trzech stron. Praktycznie nie ma już żadnych szans na uratowanie turystów, w związku z tym będziemy ograniczać ryzyko. Ale jeśli tylko pozwolą na to warunki pogodowe i lawinowe, zrobimy wszystko, żeby wyruszyć z wyprawą poszukiwawczą - powiedział Marasek.

Według ratownika, lawina na pewno została sprowokowana przez młodych turystów. Marasek powiedział, że ostatecznie ustalono, iż lawina zeszła z około połowy wysokości tzw. Rysy, czyli żlebu dochodzącego do Przełęczy pod Rysami. Miała ok. 1 km długości i ok. 300 m szerokości na dole w pobliżu Czarnego Stawu pod Rysami.

- Weszła na staw i załamała taflę lodu na kilkudziesięciu metrach. Trudno dokładnie ocenić, jak daleko lawina weszła na staw, bo jego brzeg częściowo znajduje się pod śniegiem i utrudnia orientację - dodał ratownik.

Dzień wcześniej inna grupa młodzieży z Tychów weszła na Rysy i wszystko zakończyło się szczęśliwie.

Wieczorem do Zakopanego przyjechali rodzice ofiar lawiny oraz dwoje wiceprezydentów Tychów - Daria Szczepańska i Henryk Borczyk. Prezydent Tychów Andrzej Dziuba przerwał urlop, który spędzał za granicą, i ma przyjechać do Zakopanego.

Rzecznik śląskiej policji Grzegorz Olejniczak powiedział PAP, że rodzinom zasypanych oraz tym, którzy wrócą z Tatr, pomogą policyjni psycholodzy.

Z powodu złych warunków atmosferycznych i ciemności przerwano poszukiwania osób zasypanych przez lawinę w rejonie Czarnego Stawu pod Rysami w Tatrach - podał dzisiaj o zmierzchu ratownik dyżurny TOPR.

Według TOPR-owców w lawinie może znajdować się jeszcze sześć osób. W opinii lekarzy-ratowników tatrzańskich szanse na odnalezienie ich żywych po kilku godzinach od przysypania przez lawinę są bliskie zeru.

Z lawiniska wycofano przewodników psów lawinowych oraz pracowników Tatrzańskiego Parku Narodowego. W ciągu dnia na lawinisku pracowało ponad 30 ratowników TOPR, w tym dwóch lekarzy i sześciu przewodników psów lawinowych oraz 17 przeszkolonych pracowników TPN.

- W górach panują trudne warunki, zamieć ogranicza widzialność do kilku metrów. Ciemności bardzo utrudniają i czynią niebezpiecznymi poszukiwania, prowadzone na połamanej przez lawinę tafli lodowej Czarnego Stawu - powiedział ratownik dyżurny Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

- Dalsze decyzje w sprawie poszukiwań podejmą kierujący akcją, biorąc pod uwagę panujące warunki pogodowe, bezpieczeństwo ratowników oraz szanse na przeżycie poszkodowanych. Na miejscu jest naczelnik TOPR, jego zastępca oraz wielu instruktorów ratownictwa tatrzańskiego - dodał dyżurny pogotowia tatrzańskiego.

O zejściu lawiny o godz. 11. powiadomił centralę TOPR telefonicznie świadek lub jeden z uczestników zdarzenia. Według niego lawina zeszła z Rysów nad Czarny Staw pod Rysami w rejonie Morskiego Oka.

Tuż po zgłoszeniu wypadku na lawinisko wyruszył z Zakopanego śmigłowiec ratowniczy TOPR z pierwszą grupą ratowników na pokładzie. W kolejnych turach maszyna przewiozła na lawinisko następne grupy ratowników, psy lawinowe i sprzęt do poszukiwań pod śniegiem.

Wczesnym popołudniem w Tatrach pogorszyła się pogoda znacznie utrudniając loty śmigłowcem.

Porwana grupa osób to wycieczka licealistów z Tychów (woj. śląskie). TOPR ustaliło, że w grupie szło trzynaścioro osób, prawdopodobnie dziewięć zostało porwanych przez lawinę.

Śnieżną lawinę może wywołać nawet krzyk

Lawinę śnieżną może wywołać nie tylko nagły wzrost temperatury, podcięcie stoku przez narciarza czy wiosenna odwilż, ale i głośny krzyk. Stanowią one zagrożenie dla turystów, narciarzy i taterników.

W ostatnich dniach zwiększa się w polskich górach zagrożenie lawinowe. W niedzielę lawina zeszła w kotle Małego Stawu w Karkonoszach niedaleko Karpacza, dziś - z Rysów nad Czarny Staw, w rejonie Morskiego Oka.

Lawina śnieżna to masa śniegu lub lodu, obrywająca się ze stoku górskiego i zsuwająca w dół z dużą prędkością. Lawiny schodzą na stokach nachylonych pod kątem większym niż 20 stopni.

Najszybciej, bo do 200 kilometrów na godzinę, schodzą lawiny pyłowe, powstające tuż po obfitych, świeżych opadach śniegu. Tworzy się wówczas zasłona pyłu śnieżnego, mogąca udusić człowieka. Lawinę taką wywołać może nawet głośny krzyk.

Inny rodzaj lawiny śnieżnej to tzw. deska śnieżna, powstająca z obsunięcia warstwy świeżego śniegu, nie związanego z podłożem. Powstaje ona np. przy nagłym wzroście temperatury lub po podcięciu stoku przez narciarza. Może też ruszyć, gdy z grzbietu górskiego lub grani oderwie się wiszący płat śniegu, utworzony od długotrwałego nawiewania śniegu. Im większy nawis, tym mniej stabilny - zagraża turystom czy taternikom, pokonującym grań lub wspinającym się poniżej.

Także wiosną, w czasie odwilży, mogą powstawać lawiny. Zsuwające się ciężkie masy wilgotnego śniegu głęboko naruszają podłoże, porywają kamienie, okruchy skał, i niszczą roślinność.

Ratownicy: znikome szanse na odnalezienie żywych w lawinie

Według lekarza i ratownika TOPR Józefa Janczego, szanse na odnalezienie żywych osób po pięciu godzinach od przysypania przez lawinę, są znikome.

- W tych warunkach, które panują na lawinisku, można powiedzieć, że szanse na odnalezienie żywych pod śniegiem są żadne. Chyba, że wydarzył się jakiś cud i ktoś uchował się w komorze między blokami śniegu, gdzie znajduje się więcej powietrza - powiedział Józef Janczy.

- Osoby, które tracą życie w lawinach przede wszystkim ponoszą śmierć przez uduszenie, na drugim miejscu są obrażenia spowodowane upadkiem z dużej wysokości, a dopiero na trzecim -wychłodzenie organizmu - wyjaśnił.

- Oczywiście czasem w ratownictwie górskim na świecie zdarza się, że po kilku godzinach spod śniegu wydobywa się żywą osobę, ale to jest znikomy procent przypadków - dodał Janczy.

Ratownicy podejrzewają, że w lawinie, która dzisiaj przed południem pod Rysami porwała wycieczkę szkolną z Tychów, może znajdować się jeszcze do sześciu osób. Grupa wraz z opiekunami liczyła 13 osób.

Do godz. 15.30 wiadomo było o pięciu ofiarach lawiny; cztery osoby odniosły obrażenia (w tym jedna ciężkie), a jedna nie żyje. Troje z nich wydobyli spod śniegu ratownicy, dwie osoby wydostały się same lub nie zostały zasypane po porwaniu przez lawinę.

Tyski samorząd powołał sztab kryzysowy w związku z lawiną

Sztab kryzysowy, zbierający na bieżąco informacje i pomagający rodzinom zasypanych przez lawinę w Tatrach młodych ludzi z Tychów (Śląskie), powołał tyski samorząd.

Jeszcze dzisiaj ma zorganizować dla rodzin przejazd autobusem do Zakopanego, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Na miejsce wypadku udało się już dwoje wiceprezydentów miasta - Daria Szczepańska i Henryk Borczyk.

- Dzieci, którym nic się nie stało, są obecnie w schronisku PTTK nad Morskim Okiem. Mają bardzo dobrą opiekę - powiedziała rzecznik Urzędu Miasta Aleksandra Cieślik.

Ratownicy podejrzewają, że w lawinie, która przed południem pod Rysami porwała wycieczkę szkolną z Tychów, może znajdować się jeszcze do sześciu osób. Grupa wraz z opiekunami liczyła 13 osób.

- Jesteśmy po prostu wstrząśnięci tym wypadkiem. Wierzymy, że wszystkich uda się uratować. Dopóki trwa akcja, jest nadzieja -powiedziała Cieślik.

Ofiary lawiny to młodzi ludzie związani z Klubem Sportowym "Pion", działającym przy Liceum Ogólnokształcącym nr 1 im. L. Kruczkowskiego w Tychach. Nie wszyscy są uczniami tej szkoły. W Tatry wyjechali w niedzielę. Planowali zimowe wejście na Rysy, wzięli ze sobą tyską flagę.

W wyprawie uczestniczył m.in. nauczyciel geografii z tyskiego liceum i szef klubu, który nie ucierpiał w wyniku lawiny. W drodze na miejsce wypadku jest również dyrektorka szkoły.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy