Trudno żyć w Krakowie

Rok temu cieszyliśmy się ze wstępnych informacji o tym, że Kraków jest drugim pod względem liczby mieszkańców miastem w Polsce.

Kto tu żyje, nie puchnie jednak z dumy. Miasto staje się za ciasne. Efekt? Mamy zakorkowane ulice, brak przedszkoli i żłobków, kolejki do lekarzy. Na dodatek godziny pracy urzędów czy świadczonych usług zmuszają do ucieczek z pracy.

Reklama

Krzysztof Jakubik, dyrektor krakowskiego oddziału GUS, zaznacza też, że w tej chwili nie można już mówić o samym Krakowie, tylko trzeba brać pod uwagę większy obszar, łącznie z pobliskimi miastami, jak Myślenice czy Olkusz.

- To tak zwany obszar metropolitalny. Wielu ludzi choć zameldowanych jest poza granicami miasta, pracuje w nim i na co dzień korzysta z infrastruktury Krakowa. Jeśli dodamy do tego 180 tysięcy studentów, uczących się w Krakowie, możemy śmiało powiedzieć, że miasto przekroczyło już milion mieszkańców - uważa Krzysztof Jakubik.

Miasto marzeń i kłopotów

Dobra pozycja w rankingu liczby ludności to między innymi efekt tego, że Kraków przyciąga przybyszów. W mieście nietrudno o pracę. W czerwcu tego roku stopa bezrobocia w Krakowie wyniosła zaledwie 3,3 procent i jest trzykrotnie mniejsza niż średnia ogólnopolska.

- Nie mam stałej pracy, ale daję sobie radę, bo jest tu wiele możliwości - twierdzi Paweł Kawiński, który niedawno przeniósł się do Krakowa z Łodzi. - Inna rzecz, że w Krakowie potwornie drogie są mieszkania. Te do kupienia i do wynajęcia - dodaje.

Wszystkim podoba się też Kraków z innego powodu - tu trudno się nudzić. Jak wskazały badania TNS OBOP (przeprowadzone w Gdańsku), mnóstwo Polaków deklaruje, że chciałoby zamieszkać pod Wawelem. Jednak przyrost liczby ludności, bez rozwoju miasta, oznacza kłopoty. Dobrze widać to na przykładzie przedszkoli. Od kilku lat rokrocznie brakuje miejsc dla kilkuset maluchów. Dopiero od niedawna szuka się rozwiązań. W planach jest tworzenie przedszkoli przy podstawówkach. Jest też pomysł kontaktowania deweloperów oddających nowe osiedla z chętnymi na założenie przedszkoli. Jednak na efekty przyjdzie czekać co najmniej rok.

Fatalna sytuacja panuje także w służbie zdrowia:

- Na wizytę u kardiologa czekałam pół roku - mówi Aleksandra. Niewiele lepiej jest z innymi specjalistami - na wizytę u dermatologa czeka się minimum miesiąc, a u ortopedy - nawet trzy.

Przepełnione są także szkoły.

- W naszej klasie są 34 osoby i to nie jest górna granica - twierdzi Krzysiek, licealista.

Dużo korków, mało parkingów

- Problemem jest oczywiście komunikacja - mówi Artur Główczyński, menedżer, który przeprowadził się do Krakowa dwa lata temu. - Nie chodzi nawet o korki, ale brak parkingów i jeszcze te irytujące karty parkingowe. W normalnym dużym mieście stawia się parkomaty.

Wiele gorzkich słów padło też pod adresem komunikacji publicznej, która według pasażerów kursuje za rzadko i należy do najdroższych w Polsce (przykładowo bilet miesięczny w Warszawie na wszystkie linie kosztuje 66 zł, a w Krakowie - 94 zł).

Załatwianie przez urywanie

Kolejne problemy to próba załatwienia czegokolwiek.

- Nie mam szansy pójść do kosmetyczki czy do fryzjera po pracy. Chyba że wybiorę fryzjera w centrum miasta, nadłożę drogi i zapłacę więcej za samą lokalizację - tłumaczy Anita Majewska, która przyjechała do Krakowa z Warszawy.

- Osiedle, na którym mieszkałam w Warszawie było dostosowane do ludzi pracujących. Oddział banku był otwarty od 7 rano, żeby można było do niego wpaść przed pracą, a salon kosmetyczny działał nawet do 21, bo dopiero po 17 właścicielka miała klientów. Tutaj zwykle trafiam na wywieszki z napisem otwarte od 11 do 17.

Bez urwania się z pracy trudno załatwić cokolwiek u mechanika samochodowego, w banku, a nawet w urzędzie.

Teoretycznie istnieje możliwość załatwienia wielu spraw w magistracie za pomocą internetu.

- Szacuję, że w tej chwili da się tak załatwić ok. 20 proc. spraw, ale chcielibyśmy dużo więcej. Na przykład w Austrii bez wychodzenia z domu da się załatwić nawet do 80 proc. spraw urzędowych. My planujemy, aby w najbliższych latach była to co najmniej połowa spraw - zdradza Piotr Malcharek, szef Oddziału Informatyki Urzędu Miasta Krakowa.

Według oficjalnych danych GUS w Krakowie żyje 756 tys. osób

Będzie mniej

Główny Urząd Statystyczny stworzył prognozę ludności dla Krakowa do roku 2030.

W 2015 będzie nas już tylko 739 tys., w 2020 - 717 tys., a w 2030 zaledwie 651 tysięcy. Najbardziej dramatycznie sytuacja wygląda, kiedy weźmie się pod uwagę stosunek ludności w wieku produkcyjnym, czyli między 18. a 64. rokiem życia, a nieprodukcyjnym.

W tej chwili na 756 586 krakowian aż 501 892 jest w wieku produkcyjnym, według symulacji GUS w 2030 na sto osób w wieku produkcyjnym będzie przypadało aż 71 w wieku nieprodukcyjnym.

- Liczba mieszkańców Krakowa zmaleje, tak jak liczba mieszkańców całej Polski - wyjaśnia Krzysztof Jakubik. - Za kilka, kilkanaście lat zacznie odchodzić pokolenie wyżu demograficznego z lat powojennych. Jeżeli utrzyma się poziom migracji z ostatnich lat, Kraków zacznie się kurczyć.

Kto na to wpadnie

Leniwy Kraków, miasto, w którym czas płynie wolniej - tak o Krakowie myśli Polska, tak o nim mówią sami krakowianie. Jednak wielki organizm, jakim się staje, wymaga nowych rozwiązań. Magicznym słowem, na którym wszystko zaczyna się i kończy jest "czas". Dorosły człowiek, pracujący często do 17 czy dłużej, ma go coraz mniej. Ten czas, który zostaje po pracy jest równie drogocenny. Więc szacunek dla ludzkiego czasu powinien stać się podstawą rozwiązań w sferze nie tylko infrastruktury, ale nawet ludzkiej mentalności. Nie uwierzę, że zmieni się to drogą zarządzeń, czy planów rządzących. Mam za to nadzieję, że ktoś wreszcie zauważy, że ułatwiając życie zapracowanym ludziom, można zarobić tak jak na nocnych sklepach z alkoholem i nieśmiertelna godzina 17 zniknie choć częściowo z tabliczek punktów usługowych, czy urzędów

Ewelina Zambrzycka Jerzy Kłeczek

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje