Reklama

Reklama

Zakopane: Kolejka do kolejki

- Takiego ogonka ludzi czekających na wyjazd kolejką jeszcze nie widziałem - powiedział nam w Kuźnicach ochroniarz pilnujący porządku na stacji dolnej kolejki linowej na Kasprowy Wierch. W sobotę i w niedzielę podróż na Kasprowy była największą - obok skoków - atrakcją Zakopanego.

Twórcy kolejki nie przewidzieli, że stolicę polskich Tatr opanuje Małyszomania, a wielu wielbicieli skoków zamarzy wyjechać na Kasprowy Wierch. W godzinach przedpołudniowych trasą do Kuźnic podążał ten sam biało-czerwony tłum, który później oblegał skocznię. Zatrzymywał się już na dwieście metrów przed wejściem do budynku stacji. W gigantycznej kolejce do kolejki.

Reklama

Przeprowadzona niedawno za 70 mln zł modernizacja kolejki na Kasprowy (m.in. nowe, większe wagoniki, maszyneria pozwalająca na skrócenie czasu wyjazdu z 20 do 12 minut) doprowadziła do dwukrotnego zwiększenia przepustowości. W okresie zimowym kolejka wywozi 360 osób na godzinę, a nie tylko 180 - jak wcześniej. Gdy Zakopane najeżdżają Małyszomani i - z okazji ferii - narciarze, przepustowość okazuje się zbyt mała. W oczekiwaniu na wyjazd na górę trzeba odstać dwie, a czasem dwie i pół godziny.

Niecierpliwi rezygnowali ze stania w kolejce do kolejki. Zawracali do centrum Zakopanego, bądź udawali się na pieszą wyprawę na Kalatówki. - Nie możemy ryzykować, że spóźnimy się na skoki Adama - powiedziała nam spacerowiczka Monika z Wrocławia.

Z Zakopanego - Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje