Reklama

Reklama

Zwycięzcy wojny mózgów zostali uczczeni w Krakowie

Zwyciężyli w wojnie mózgów, dzięki czemu ocalili życie tysięcy, a może milionów ludzi. Po latach zostali symbolicznie pochowani w polskim Panteonie Narodowym. Mowa o trzech polskich matematykach, którzy rozbroili szyfry niemieckiej Enigmy. Znaczenie tego, co zrobili kiedyś, dopiero dziś widzimy w pełni.

Urny z ziemią z miejsc pochówku lub śmierci Mariana Rejewskiego, Jerzego Różyckiego i Henryka Zygalskiego spoczęły w piątek w krypcie kościoła św. Piotra i Pawła w Krakowie, która od 2012 roku jest miejscem spoczynku najwybitniejszych Polaków, twórców sztuki, kultury i nauki.

Reklama

To trzecie takie miejsce po Katedrze na Wawelu, zarezerwowanej dla królów oraz krypcie zasłużonych na Skałce w Krakowie. Do tej pory w kościele św. Piotra i Pawła pochowani zostali Karol Olszewski, naukowiec, fizyk i chemik, twórca metody skraplania gazów oraz pisarz i dramaturg Sławomir Mrożek. Data symbolicznego pochówku została wybrana nieprzypadkowo. Dokładnie 80 lat temu wojska hitlerowskie wkroczyły do Krakowa.     

Matematycy i kryptolodzy

Kim byli Marian Rejewski (1905-1980), Jerzy Różycki (1909-1942) i Henryk Zygalski (1908-1978)? Byli matematykami i kryptologami. Gdy studiowali na uniwersytecie poznańskim, powstałym w pierwszych latach istnienia II Rzeczpospolitej, do ich profesora Zdzisława Krygowskiego pewnego wieczoru przybył oficer Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Ponieważ Zdzisław Krygowski prowadził prace nad kryptologią, czyli - w najprostszych słowach - szyfrowaniem informacji, polski wywiad poprosił go powołanie grupy studentów, którzy zajmą się - jakbyśmy to dziś określili - wojną w cyberprzestrzeni.

Chodziło wtedy głównie o Enigmę. To był epokowy wynalazek holenderskiego uczonego, który zakupili, a potem doskonalili Niemcy pod kierownictwem wybitnego matematyka Artura Scherbiusa. Enigma służyła najpierw do przesyłania informacji - mówiąc dzisiejszym językiem - stanowiących tajemnicę korporacji. Ale wojskowe władze hitlerowskiego państwa szybko zorientowały się, że znakomicie nadaje się do przesyłania tajnych informacji służących prowadzeniu wojny.

Mechanizm niemożliwy do złamania

Enigma była czymś naprawdę wyjątkowym. Uchodziła za mechanizm szyfrujący niemożliwy do złamania. Niezwykle precyzyjna plątanina obwodów elektrycznych prowadziła impuls elektryczny do kolejnych "wirników" wprawiając je w ruch. Trzy - a potem cztery - wirniki przetwarzały wystukaną na klawiaturze literę na inną, a następny z nich na kolejną. Ale wszystko komplikował jeszcze system "zapadek" na wirnikach, który sprawiał, że tym trudniej było znaleźć prawidłowości w jej działaniu. Dość powiedzieć, że możliwości takiej zamiany było ok. 17 tys., czyli tyle, ile znaków mieści się na 10 stronach maszynopisu.

To ma ogromne znaczenie, bo informacje wojskowe nie miały rozmiarów eseju, były krótkie i zwięzłe. Jaki stąd wniosek? Możliwości powtórzenia się tego samego mechanizmu "podstawiania" liter praktycznie w jednej informacji nie było. A w łamaniu szyfrów powtarzanie się prawidłowości jest połowa sukcesu. To tak, jak złapać byka za rogi.

Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski poświęcili zapowiadającą się wspaniale karierę naukową dla służby polskiemu państwu. Dlatego też przez wiele lat po wojnie nic o nich nie wiedzieliśmy. Ich praca i dokonania były ściśle tajne i zostały ujawnione dopiero po otwarciu wywiadowczych archiwów.   

Współpraca z twórcą prototypu komputera

Polscy matematycy złamali szyfr Enigmy już w 1932 roku. A potem uczestniczyli w fascynującym wyścigu ciągłej zmiany i doskonalenia tego szyfru. Gdy wybuchła II Wojna Światowa udało im się przedostać do Francji, a następnie do Wielkiej Brytanii. Tam współpracowali z brytyjskim wywiadem nad rozbrajaniem kolejnych odsłon Enigmy m.in. wraz z Alanem Turingiem, uważanym za twórcę informatyki i prototypu dzisiejszego komputera. Syn Alana Turinga wraz z rodzinami bohaterów wziął udział w krakowskiej uroczystości.

To, co polscy matematycy zrobili wówczas w Wielkiej Brytanii miało ogromne znaczenie dla losów II wojny światowej. Morza oblewające Europę opanowały wówczas niemieckie łodzie podwodne, małe i zwinne u-booty. Były śmiertelnym zagrożeniem dla statków pasażerskich i okrętów wojskowych. A na rzecz hitlerowskiej marynarki wojennej pracowały jeszcze doskonalsze modele Enigmy.

Znajomość planów nieprzyjaciela

Efektem pracy trzech polskich matematyków było to, że wojskowe władze brytyjskie znały kierunki przemieszczania się u-bootów i ich plany. Można było dzięki temu chronić statki wiozące uchodźców z Europy do Ameryki. W ten sposób tysiące lub dziesiątki tysięcy ludzi zawdzięczają życie Marianowi Rejewskiemu, Jerzemu Różyckiemu i Henrykowi Zygalskiemu.

Ale nie tylko, bo skuteczna walka brytyjskiej floty z u-bootami praktycznie uniemożliwiła morską inwazję hitlerowskich Niemiec na Wielka Brytanię. Ułatwiła potem lądowanie aliantów w Normandii. Po inwazji w 1941 roku na ZSRR i błyskawicznej klęsce Armii Czerwonej z USA do Archangielska i Murmańska przez morza Arktyczne i Barentsa zaczęły płynąć dostawy czołgów i sprzętu wojskowego. To dzięki nim hitlerowska nawałnica została zatrzymana, a losy wojny się odwróciły. Niektórzy mówią, że dzięki polskim matematykom II Wojna Światowa trwała o kilka lat krócej i pochłonęła nawet kilkadziesiąt milionów ofiar mniej.

Różne losy bohaterów

- Losy naszych bohaterów, pełne dramatyzmu, układają się w symboliczną opowieść o II Wojnie Światowej - powiedział podczas uroczystości żałobnych Franciszek Ziejka, przewodniczący Rady Fundacji Panteonu Narodowego, profesor i były rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Jerzy Różycki nie doczekał owoców swojego zwycięstwa. Zginął podczas podróży statkiem na Morzu Śródziemnym u wybrzeży Balearów w 1942 roku. Henryk Zygalski do końca życia mieszkał w Wielkiej Brytanii, a po wojnie został nauczycielem matematyki w prowincjonalnej szkole. Marian Rejewski wrócił w 1946 roku do Polski i pracował jako zwykły urzędnik w bydgoskich fabrykach, w mieście z którego pochodził.

Wiedzę o tym, czego polscy matematycy naprawdę poznaliśmy dopiero po latach od ich dokonań. Ma ona jeszcze inne znaczenie niż to, czemu przysłużyli się w swoich czasach. Kryptografia, czyli wiedza o szyfrowaniu i kryptoanaliza, czyli wiedza o ich łamaniu jest stara jak historia cywilizacji i historia wojen. Swoje szyfry wymyślali i Egipcjanie, i Grecy, a ich tworzeniem zajmowały się najpotężniejsze umysły tamtych czasów.

Kiedy wysyłamy maila, łączymy się z bankiem przez internet, wysyłamy zdjęcia przez komunikator, wiemy że nasze połączenie jest szyfrowane i że nikt się do niego nie włamie. Znak kłódki w pasku adresu powoduje, że czujemy się bezpiecznie dzięki osiągnięciom kryptografii. Ale naukowcy mówią, że w przestrzeni cyfrowej trwa wojna o to, żeby szyfry służące do różnych celów złamać. Ich złamanie umożliwiałoby zagarniecie zasobów (jak choćby kradzież naszych pieniędzy z banku) a nawet władzę nad ludźmi.

Niedawny jeszcze wyścig zbrojeń zamienił się w wojnę mózgów, której na co dzień nie widzimy. Postaci trzech polskich matematyków pokazują nam, że w tym wyścigu możemy także wygrywać.

Jacek Ramotowski 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje