Żywym na przestrogę, zmarłym ku pamięci

Codzienność średniowiecznego Krakowa łączyła się z lękiem przed śmiercią. Trąd będący zagrożeniem zbierał swoje żniwo, mroczne zaułki napawały przerażeniem, masowo wierzono w pokutujące dusze zmarłych i nocne zjawy. Co z tych czasów przetrwało do dziś?

Dawno, dawno temu, w odległych czasach średniowiecza, po zachodzie słońca ulice Krakowa pogrążały się w nieprzeniknionych ciemnościach, jako że nie istniał żaden system oświetlenia miasta. Nieliczne migocące światełka wskazywały wejścia do karczm i gospód. Ale nie tylko. Źródłem światła były też latarnie ustawiane przed wejściami na cmentarze i do leprozoriów (szpitali dla trędowatych). Ze względu na kojarzące się ze śmiercią miejsca, gdzie były ustawiane, latarnie te zwano Latarniami Umarłych.

Reklama

Pełniły one funkcje zarówno praktyczne - ostrzegały przed pomyleniem drogi oraz wejściem w miejsce potencjalnie niebezpieczne; w leprozorium bowiem łatwo można było zarazić się trądem - oraz metafizyczne: uspokajały ludzi drżących przed nocnymi duchami, zjawami, upiorami oraz pokutującymi duszami. Przypominały też o odmówieniu modlitwy w intencji zmarłych.

Niestety, do czasów współczesnych zachowało się niewiele tych obiektów. Najlepiej zachowana Latarnia Umarłych stoi dziś przy kościele św. Mikołaja przy ulicy Kopernika 9. Jest to stosunkowo niewysoka, mierząca ok. 3,5 metra gotycka kolumna, zakryta szpiczastym daszkiem, ozdobionym figurą Jezusa. Źródłem światła był w niej kaganek, wciągany na szczyt latarni przez wewnętrzny kanał.

Jest to bezcenny, pochodzący z XIV wieku zabytek. Początkowo owa Latarnia Umarłych oświetlała wejście do szpitala św. Walentego, znajdującego się na miejscu dzisiejszego placu Słowiańskiego na Kleparzu. Szpital zlikwidowano w roku 1818, a pozostałą Latarnię przeniesiono w 1871 w sąsiedztwo kościoła św. Mikołaja, gdzie można oglądać ją do dziś. W 1845 roku została ona uwieczniona na płótnie przez Michała Stachowicza (obraz znajduje się w Muzeum Historycznym miasta Krakowa). Jest to jedyna oryginalna i do tego wspaniale zachowana Latarnia Umarłych w kraju.

Śladów po innych Latarniach należy szukać przede wszystkim w miejscach dawnych szpitali i cmentarzy (niekoniecznie jednak, gdyż niektóre mogły zostać przeniesione, podobnie jak Latarnia z placu Słowiańskiego). Jeden z takich szpitali funkcjonował na wyspie, w miejscu dzisiejszej ulicy św. Sebastiana i był połączony z kościołem pod wezwaniem tego patrona, od którego ulica wzięła swoją nazwę. Oba obiekty wzniesiono w 1528 roku. Kościół został poważnie uszkodzony przez huragan 265 lat później, a następnie zburzony. Podobny los spotkał szpital. Z całego zespołu ostała się jedynie stojąca obecnie na Plantach przy ul. Św. Gertrudy kapliczka, pochodząca prawdopodobnie z XVII wieku, pełniąca wcześniej rolę latarni umarłych, zwana dziś kapliczką Św. Gertrudy.

Być może takimi Latarniami były również dzisiejsze kapliczki: stojąca obok bramy klasztoru Karmelitanek przy ulicy Kopernika 44 oraz w Parku Krakowskim. Znaków zapytania w sprawie latarni zmarłych jest znacznie więcej. Ponieważ stanowią one wyłącznie ślad po dawnej obyczajowości to nie poświęcano im dotychczas szczególnie wiele zainteresowania skupiając się na zabytkach bardziej istotnych z historycznego punktu widzenia. Tym samym w przyszłych latach mogą czekać nas w tej materii różnorodne niespodzianki - bywa bowiem, że pamięć zachowana pośród mieszkańców danego obszaru, informacje przekazywane z dziada pradziada, okazują się bardziej zgodne z prawdą niż aktualny stan wiedzy badaczy dziejów Krakowa.

Tak stało się w przypadku "Słupa Dębnickiego", który z powodu budowy centrum kongresowego przeniesiono z ulicy Bułhaka w obszar tuż przy pasie drogowym ul. Konopnickiej. O tym zabytku fachowcy mówili dotychczas: znak graniczny pomiędzy Zakrzówkiem a Dębnikami, przy Trakcie Skawińskim. Współcześni mieszkańcy skracali sprawę: kapliczka z Ronda Grunwaldzkiego, a najstarsi obstawali przy swoim: latarnia zmarłych. Dopiero odkrycia poczynione podczas przenosin zabytku w nowe miejsce zdają się potwierdzać wersję przekazywaną od pokoleń - w sąsiedztwie Słupa archeolodzy, badając teren przed rozpoczęciem budowy, odkryli kilka ludzkich szkieletów. Nabiera więc realnych kształtów hipoteza o istnieniu w tym obszarze cmentarza podnoszona przez niektórych specjalistów. Cokolwiek ustalą należy pamiętać, że to wyłącznie stan wiedzy na dany rok, który wraz z postępem technik badawczych w szybkim czasie może zostać zweryfikowany.

Dziś, w XXI wieku, kiedy nocne ciemności są rozjaśniane przez wielobarwne, elektryczne światła a trąd przestał być śmiertelnym zagrożeniem i mało kto boi się pokutujących dusz i nocnych upiorów, Latarnie Umarłych są już tylko obiektami historycznymi. Pomyliłby się jednak ten, kto szukałby w nich jedynie wartości historycznej i architektonicznej. Latarnie Umarłych to zaklęte w kamieniu wierzenia średniowiecznych obywateli Krakowa. Z jednej strony świadectwo ich pobożności, z drugiej obawy przed nadnaturalnymi zjawiskami oraz obrony przed tajemniczym i budzącym grozę światem zmarłych.

(BF)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje