Gigantyczne korki w stolicy. Winny źle przygotowany remont

Dojazd do Warszawy od strony Rembertowa i Ząbek był o poranku całkowicie zablokowany. Przez fatalnie przygotowany remont i tak oblężonego zwykle skrzyżowania ul. Marsa z ul. Żołnierską kierowcy od bladego świtu tkwili w korkach. Urzędnikom nie zależy jednak na szybkim zakończeniu prac.

W korku od strony Rembertowa i Ząbek kierowcy muszą spędzić nawet dwie godziny. Dlatego mają sporo zastrzeżeń do sposobu, w jaki prowadzony jest remont.

Reklama

- Nie ma żadnego znaku ostrzegawczego, że cokolwiek jest tutaj robione, że wprowadzono jakąś zmianę organizacji ruchu w ogóle. Tragicznie. Co dzień wyjeżdżam wcześniej i w tym samym miejscu dojeżdżam, w tym samym czasie. Praca wre, jak widać. Można być dumnym z polskich z sił budowlanych. Fantastycznie! Dzieci codziennie spóźnione do szkoły... - narzekają zmotoryzowani.

Trudno im się dziwić. Znaki informujące o utrudnieniach ustawiono 15 metrów przed skrzyżowaniem, ruch też poprowadzono kompletnie bez sensu.

Jadąc od strony Ząbek, kierowcy mieli do dyspozycji trzy pasy. Teraz mają dwa, ale tylko jeden - prawy - służy do jazdy na wprost. Z tego samego pasa można też skręcać w prawo. I tu jest problem, bo 80 proc. jadących skręca właśnie w prawo. Wielu kierowców nie może tego zrobić na zielonej strzałce, bo co jakiś czas blokuje im przejazd samochód, który chce pojechać na wprost. A sąsiedni pas, który mógłby służyć właśnie do jazdy prosto oznaczono jako dla skręcających w lewo i prawie nikt z niego nie korzysta, bo mało kto skręca z Ząbek/Zielonki w kierunku Rembertowa.

- Jeden pas dla pięciu samochodów skręcających w lewo, a tysiące samochodów jadących prosto stoją w korku - skarży się jeden z kierowców.

Teoretycznie część kierowców mogłaby ominąć ten rejon, jadąc ulicą Radzymińską, ale ta trasa jest zamknięta przez budowę drugiej linii metra. Nie pozostaje więc nic innego, jak tylko tkwić w zatorze.

Urzędnikom nie zależy na szybkim remoncie

Roboty na zwężonym skrzyżowaniu polegają na ułożeniu nowej nawierzchni i dobudowaniu drugiej jezdni na ulicy Marsa między Żołnierską a Chełmżyńską. Warszawskim urzędnikom nie zależy jednak na szybkim ukończeniu kłopotliwego remontu. Uważają, że musi on potrwać co najmniej miesiąc i nie ma żadnej szansy na skrócenie tego terminu.

Jak tłumaczy rzecznik Zarządu Miejskich Inwestycji Drogowych, plac budowy jest tak niewielki, że zmieści się na nim najwyżej kilku robotników jednocześnie.

Prace trwają więc od poniedziałku do piątku między 7 a 17. Przynajmniej teoretycznie, bo - jak sprawdził reporter radia RMF FM- dziś pierwsi robotnicy zaczęli nieśmiało wychodzić z samochodów o 7.30. A nawet gdy już byli na miejscu, robota nie paliła im się w rękach - przykładowo jeden coś mierzył, a trzech się przyglądało.

Roboty się ślimaczą

Poszerzanie skrzyżowania ulic Marsa i Żołnierskiej to kolejny etap prac przy odbudowie starych wiaduktów na ulicy Marsa. Inwestycja ślimaczy się coraz bardziej, bo ZMID w dalszym ciągu nie uporał się z przejęciem ponad 60 działek prywatnych osób.

Oficjalny termin ukończenia odbudowy wiaduktów to czerwiec 2012. Wszyscy już wiedzą, że remont na pewno się opóźni, ale żaden z urzędników nie chce podać nowej daty zakończenia prac.

Jak ustalili reporterzy radia RMF FM, w warunkach przetargu zaplanowano, że cały remont wraz z budową wiaduktów potrwa 2 lata, ale firmy były premiowane za skrócenie tego czasu. Prawie wszystkie zaproponowały, że wykonają prace w 18 miesięcy. Co z tego, skoro urzędnicy nie byli w stanie przekazać im na czas wszystkich działek. Już wiadomo, że prace potrwają ponad 2 lata.

Warunki przetargu nie określały szczegółowo, ile ma potrwać uciążliwa przebudowa skrzyżowania Marsa z Żołnierską. Zarząd Miejskich Inwestycji musiał opisać jej warunki w oddzielnej umowie bądź porozumieniu.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje